fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Kryzys musi nas jednoczyć, nie dzielić

Viviane Reding
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Musimy powstrzymać groźne tendencje w Unii Europejskiej – mówi „Rz" wiceszefowa Komisji Europejskiej Viviane Reding
Najsilniejsze kraje strefy euro coraz głośniej mówią, że sposobem na uniknięcie kryzysów w unii walutowej w przyszłości jest zacieśnienie politycznej współpracy krajów euro. Grozi nam powstanie Europy dwóch prędkości?
Komisja Europejska w tej sprawie wypowiadała się jednoznacznie. Szef Komisji Jose Manuel Barroso w ostatnią środę stanowczo odrzucił takie pomysły. Jesteśmy jedną rodziną i musimy działać jak jedna rodzina. To oczywiste, że jeśli się ma wspólną walutę, trzeba ustalić pewne zasady, aby unia walutowa mogła sprawnie funkcjonować. Nie oznacza to jednak, że można budować własną Unię Europejską. To nie byłaby Europa, jaką budujemy od kilku dekad, to nie byłaby moja Europa, obywatelki Luksemburga. Unia Europejska to 27 krajów, które kierują się solidarnością i podążają w tym samym kierunku. A scenariusze, które są rozważane, z pewnością by ją zniszczyły.
Komisja Europejska ma nadzieję, że w ożywieniu unijnej gospodarki pomogą wspólne przepisy dotyczące sprzedaży. Jakie przyniosą korzyści?
Wystarczy spojrzeć na to, co dziś nie funkcjonuje prawidłowo w Unii Europejskiej. W Polsce zaledwie dziewięć procent klientów kupuje przez Internet produkty z innego państwa. Boją się, bo nie wiedzą, jakie będą mieli prawa, jeśli pojawią się jakieś problemy. To ich powstrzymuje przed korzystaniem w pełni ze wspólnego rynku. To samo się dzieje z firmami. Trzymają się swoich lokalnych rynków, bo koszt wejścia do innego kraju, aby sprzedawać tam produkty, jest bardzo wysoki. Właściciele firm mówią nam, że zniechęca ich nieznajomość prawa w sąsiednich krajach. Gdyby popadli w jakieś tarapaty, to koszty byłyby większe niż ich zyski.
Ujednolicone prawo, które można by dobrowolnie stosować w handlu transgranicznym, rozwiązałoby te problemy. Oszacowaliśmy, że jego wprowadzenie pozwoliłoby zwiększyć obroty handlowe o 26 miliardów euro rocznie. Musimy usunąć bariery we wspólnym rynku. Razem z polskim ministrem sprawiedliwości staramy się, aby ten projekt nabrał tempa w czasie polskiego przewodnictwa. Mam nadzieję, że wejdzie w życie w 2013 roku.
Kryzys spowodował, że wiele państw zaczyna winić imigrantów, próbuje się przywracać kontrole na granicach. Jak Komisja chce z tym walczyć?
Boli mnie, kiedy widzę takie działania. To nie są nasze europejskie wartości i zasady, których zobowiązaliśmy się przestrzegać. Ponieważ to nie jest postępowanie zgodne z zasadami, można je powstrzymać. Ale problem jest głębszy. Partie skrajnie prawicowe dochodzą do głosu w wielu krajach, więc problem robi się trudniejszy do rozwiązania. Kiedy panuje spokój, wszystko idzie jak po maśle, ale gdy zaczynają się problemy, każdy zaczyna walczyć o swoje. Przywódcy polityczni muszą umieć wytłumaczyć społeczeństwom, ze zamykanie granic nie rozwiązuje żadnych problemów. Wręcz przeciwnie – może je tylko pogłębiać. Przywracając kontrolę na granicach, nie powstrzymamy np. przestępczości.
Możemy natomiast skutecznie z nią walczyć, blisko ze sobą współpracując, tak jak zaczęliśmy to robić w sprawie narkotyków. Dzięki polskiej prezydencji bardzo szybko wprowadzamy w życie jednolitą definicję przestępstwa i minimalną karę na terenie całej UE. A także możliwość konfiskowania majątku pochodzącego z przestępstw.
Zakażemy produkcji i handlu dopalaczami, które były nielegalne w jednym kraju, ale legalne w innym. To umożliwiało ich produkcję i dystrybucję na terenie całej UE. Będzie możliwość błyskawicznego delegalizowania nowych substancji służących do produkcji dopalaczy. Do tej pory co tydzień na terenie UE produkowano nową taką substancję. To przykład, że właśnie współpraca pozwala zwiększyć nasze bezpieczeństwo, a nie budowanie murów.
Z jednej strony próbuje pani liberalizować rynek, ale z drugiej jest zwolenniczką parytetów dla kobiet. Czy zmuszanie biznesu do zatrudniania określonej liczby pań nie przyniesie firmom więcej szkód niż pożytku?
Wszystkie badania pokazują jednoznacznie, i nie są to badania przeprowadzane przez organizacje feministyczne, że firmy, które mają zrównoważoną liczbę kobiet i mężczyzn w zarządach, radzą sobie znacznie lepiej niż te, którymi kierują głównie mężczyźni. Niezbędne jest uzupełnienie męskiego sposobu myślenia o punkt widzenia kobiet. Zachowanie dotychczasowego modelu, w którym 90 proc. stanowisk w zarządach zajmują mężczyźni, nie wchodzi w grę. Na razie firmy obiecują, że same się z tym uporają. Czekam na efekty do marca przyszłego roku.
Ale zmiana w zarządach firm to tylko mocny symboliczny gest. Chodzi w ogóle o stworzenie takich systemów społecznych, w których ojcowie i matki będą mieli równe szanse kariery. W Polsce na rynek pracy wchodzi tyle samo kobiet i mężczyzn. Ale kiedy w rodzinie pojawiają się dzieci, te proporcje się zmieniają. Kobiety zostają w domu, a mężczyźni z niego uciekają. W starzejącym się społeczeństwie w końcu wyczerpią nam się zasoby młodych, dobrze wykształconych mężczyzn, którzy mają kierować firmami. Ponad 60 proc. osób kończących studia w Europie to kobiety. One potem gdzieś znikają. Nie możemy sobie na to pozwolić.
Czego pani oczekuje od polskiej prezydencji w jej ostatnich tygodniach działania?
Od początku miałam spore oczekiwania od polskiej prezydencji i muszę przyznać, że je spełniła. Pochwały należą się nie tylko ministrom, ale także urzędnikom, którzy pracowali jak szaleni, aby wiele projektów nabrało przyspieszenia. Premier wykazał się przywództwem, które jest konieczne w czasach kryzysu. W czasie kiedy każdy krzyczy i ciągnie w swoją stronę, wasz premier zachowuje spokój i wskazuje właściwy kierunek UE.
Viviane Reding jest luksemburską chadeczką. Pełni funkcję wiceszefowej Komisji Europejskiej i komisarza ds. sprawiedliwości i obywatelstwa.
 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA