fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Latająca maszyna - recenzja

"Latająca maszyna"
Monolith films
To największa animowana produkcja w historii polskiego kina. Powstawanie "Latającej maszyny" było równie skomplikowane jak sonaty Chopina. Niewypałem okazał się jednak scenariusz
Czytaj rozmowę z Lang Langiem
Film powstał okazji 200. rocznicy urodzin polskiego kompozytora. Ma promować jego kompozycje wśród młodych widzów. Zobacz fotosy z filmu
W projekt zaangażowały się m.in. Polski Instytut Sztuki Filmowej, brytyjskie studio Break Thru, które zrealizowało oscarowego "Piotrusia i Wilka", animatorzy z Se-ma-fora, a także wielu specjalistów od kina animowanego z całego świata. Ścieżkę dźwiękową nagrał chiński wirtuoz fortepianu Lang Lang.
Twórcy musieli połączyć animację komputerową z lalkową i zdjęciami aktorskimi. Wreszcie  ozdobić opowieść efektami 3D, dbając jednocześnie, by jej forma i rytm oddawały klimat i piękno Chopinowskich utworów.
Aby to wszystko jakoś skleić, postawiono na koncepcję filmu w filmie. W filharmonii bizneswoman (Heather Graham) wraz z dziećmi ogląda animowaną etiudę. W roli pianisty występuje sam Lang Lang. Na ekranie rozgrywa się historia małej Ani, która fortepianem zamienionym w maszynę latającą rusza na poszukiwanie taty.
Animowana historia dziewczynki jest subtelnym kinem familijnym. Dodana potem na siłę sekwencja aktorska o dzieciach wskakujących do filmu, by wydłużyć fabułę, niepotrzebnie dubluje schemat podróży Ani. Na dodatek chwilami przekracza granicę kiczu.
Rafał Świątek
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA