fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

SDP dla wszystkich dziennikarzy

Krzysztof Skowroński
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Jeśli ktoś będzie chciał, to zawsze znajdzie coś, żeby się do mnie przyczepić – twierdzi Krzysztof Skowroński, nowy szef SDP
Czy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest jeszcze komukolwiek potrzebne?
Nie zostałbym prezesem Stowarzyszenia, gdybym nie pomyślał choćby przez chwilę, że to stowarzyszenie jest potrzebne, bo potrzebne jest miejsce, w którym dziennikarze mogą wymieniać poglądy, miejsce, w którym mogą się spotkać. Jest także inny wymiar, bardziej praktyczny. Każdy dziennikarz w swojej karierze zawodowej znajduje się od czasu do czasu na lodzie. I wtedy potrzebuje sojusznika. Wówczas dla dziennikarza taki sojusznikiem okazuje się Stowarzyszenie. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze. Po tym, jak straciłem pracę, gdybym nie mógł posługiwać się legitymacją SDP dostęp do informacji, które ma dziennikarz byłby przede mną zamknięty. Pańska poprzedniczka Krystyna Mokrosińska, tłumacząc, dlaczego nie chce kolejny raz kandydować na stanowisko szefa SDP, powiedziała, że podziały wśród dziennikarzy są zbyt głębokie, by można mówić o solidarności środowiskowej. Rzeczywiście tak jest?
Nie ma co udawać, że podziałów nie ma. Są, i to głębokie. Ale głębokość podziałów niekoniecznie musi oznaczać wrogość czy nienawiść. Nie liczę na zasypywanie rowów ideowych między dziennikarzami. To są dorośli ludzie, którzy mają określone poglądy. I mają do nich prawo. Mam nadzieję, że stopień złych emocji można choć minimalnie zmniejszyć, i może właśnie to SDP powinno zacząć coś w tym kierunku robić. A może lepiej by było, gdyby funkcjonowały osobne stowarzyszenia zrzeszające dziennikarzy o zbliżonej wizji świata, z jednej strony dziennikarzy konserwatywnych, z drugiej – lewicowo-liberalnych? Może byłoby łatwiej? Może i byłoby. Ale proszę pamiętać, że mamy do czynienia z tradycją, która do czegoś zobowiązuje. Mówimy o Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, którego ideą jest to, by skupiać wszystkich polskich dziennikarzy. I myślę, że SDP może być takim miejscem dla wszystkich, bez względu na poglądy polityczne czy ideowe. Pani Mokrosińska mówiła też, że dziennikarze coraz częściej przypominają jej oficerów politycznych. To mocne słowa. Prawdziwe? - Tak jak mówiliśmy, podziały w Polsce są głębokie, aksjomatyczne. Ale z tego od razu nie wynika, że każdy, kto ma jakieś poglądy, jest oficerem politycznym. Dziennikarz to człowiek, który zachowuje – a przynajmniej powinien – niezależność. Oficerem staje się ktoś, kto się uzależnia od partii politycznej. Jeśli ktoś głosi jakiś pogląd, pisze źle o Tusku czy o Kaczyńskim, nie oznacza jeszcze, że przestał być dziennikarzem. Przestaje nim być, jeśli wykonuje polecenia czy zlecenia dyktowane przez kogoś z zewnątrz. A pan dostrzega takie osoby? Nie chcę tego oceniać ani komentować. Ale jako prezes SDP będzie się pan musiał z tym zmierzyć. I czasem wydawać oceny. Jak będę musiał, to się zmierzę. Moim zdaniem, nie to jest największym problemem naszego środowiska. Dużo jeżdżę po Polsce, spotykam się z różnymi ludźmi i obserwuję postępującą utratę zaufania ludzi do zawodu dziennikarza. Mało kto dziś postrzega dziennikarza jako osobę zaufania publicznego. Dla wielu dziennikarz nie kojarzy się z prawdą. Inna rzecz, którą często słyszę to, że dziennikarze nadmiernie zajmują się polityką. Niektóre media oceniły, że pański wybór na prezesa jeszcze bardziej podzieli środowisko. Niektórzy chcieliby, aby prezesem SDP był anioł. Tymczasem za każdym będzie stał jakiś dziennikarski życiorys. Za mną też stoi. Wolałbym, żeby oceniano mnie po owocach, ale każdy ma prawo do swojej opinii. Już różne nieprawdziwe rzeczy o mnie pisano, trochę się do tego przyzwyczaiłem. Wiem, że teraz jedne środowiska będą czyhać na mój błąd, inne oczekują pozytywnego działania. Konserwatywna część środowiska ucieszyła się z pańskiej nominacji. Jest wielka część Polaków, którzy mają poglądy konserwatywne, i do tej części też się zaliczam. Tymczasem w mediach środowiska konserwatywne wciąż są niedoreprezentowane. Od początku transformacji w Polsce funkcjonuje pewna wizja świata. Wszyscy ci, którzy jej nie podzielają, są z tego powodu wykluczani. Brakuje w naszym środowisku otwartości i zrozumienia, że wizji może być wiele, podobnie jak możliwości ich realizacji. Zapowiedział pan, że nadal będzie prowadzić poranne audycje w Radiu WNET. Jako prezes SDP musi pan się liczyć z tym, że będzie pan rozliczany ze wszystkiego, co będzie mówił. Nie będę się zastanawiał nad tym, co wypada mi mówić, a czego nie, bo w radiu takie pilnowanie się jest czymś zabójczym. Zresztą, nie umiem się pilnować. Poza tym mądre rzeczy mówi się rzadziej niż te głupie, więc musiałbym milczeć, czekając na jakąś mądrą myśl, a w radiu milczeć nie wolno. Jeśli ktoś będzie chciał, to zawsze znajdzie coś, żeby się do mnie przyczepić. Od czego zacznie pan więc swoją działalność jako szef SDP? Każde działanie wymaga fundamentu. Trzeba stworzyć funkcjonalny zarząd, podzielić się pracą i zacząć ją wykonywać. Najpierw potrzebne są energia i pozytywne działania, potem zobaczymy, w jakim miejscu jesteśmy i czy możemy podskoczyć wyżej. W pierwszej kolejności nie zajmę się zasypywaniem podziałów czy godzeniem zwaśnionych osób, bo są ważniejsze sprawy. Chciałbym, aby do SDP z chęcią zapisywali się dziennikarze, także młodzi. Dziś ta organizacja jest postrzegana jako skostniała i niepotrzebna. Chciałbym, aby jej głos był bardziej słyszalny. Krzysztof Skowroński jest absolwentem filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Jako dziennikarz pracował m.in. w Radiu ZET, radiowej Trójce, TVP 1, Telewizji Puls oraz Polsacie. Od 8 lipca 2006 do 25 lutego 2009 był dyrektorem programowym Programu III Polskiego Radia. Laureat Nagrody imienia Dariusza Fikusa (przyznawanej przez redakcję „Rz"). 1 października 2011 r. został wybrany na prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA