fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Dobre, bo toskańskie

Sprzedawcy crostini i prosciutto w Forte dei Marmi liczą na lepsze czasy (fot. Giulio Andreini)
BEW
Piotr Kowalczuk
Władze Forte dei Marmi nakazały zamknięcie wszystkich niewłoskich lokali gastronomicznych
Korespondencja z Rzymu
Nadmorski elegancki kurort Forte dei Marmi pamięta czasy rzymskie, gdy nazywał się Vaiano i mieszkali tam głównie górnicy pobliskich kopalń żelaza i ołowiu. Obecną nazwę zawdzięcza wydobywanemu tam od czasów Medyceuszy marmurowi. Liczy niespełna 8 tysięcy mieszkańców, ale w lecie populacja wzrasta do ponad 25 tysięcy, bo tłumnie zjeżdżają tam turyści, skuszeni słynnym złotym piaskiem tamtejszych plaż. Kurort jest bardzo drogi. Z powodu horrendalnych cen przyjeżdżają tam tylko bogaci urlopowicze: Włosi, Rosjanie i Niemcy. Burmistrz miasta Umberto Buratti i jego radni na dwa miesiące przed wyborami jednogłośnie postanowili przywrócić Forte dei Marmi niepowtarzalny, toskański genius loci. Zniknąć mają  lokale sprzedające kebaby, KFC, McDonaldy, bary sushi i restauracje chińskie. W Forte dei Marmi wolno od teraz sprzedawać wyłącznie potrawy włoskie, a najlepiej toskańskie.  – Nie chcemy, by miasto było podobne do wszystkich innych. Musimy bronić naszej tożsamości kulturowej. Nie chcemy, by nasze restauracje podzieliły los naszych sklepów z odzieżą – wyjaśnia burmistrz.
W Forte dei Marmi, jak w niemal wszystkich atrakcyjnych miejscach we Włoszech, znane międzynarodowe firmy odzieżowe wyparły miejscowe, windując przy tym ceny wynajmu lokali na parterze w centrum do wysokości niedostępnej dla mieszkańców miasta. Z tych samych powodów już półtora roku temu radni zakazali otwierania w mieście nowych filii banków, firm ubezpieczeniowych i handlu nieruchomościami. Zamknięto warsztaty produkujące tandetne podróbki afrykańskiej czy chińskiej sztuki ludowej. Buratti zapewnia, że nie chodzi o ksenofobię. – Po prostu chcemy położyć kres sprzedawaniu w mieście produktów, żywności i napojów, które nie mają nic wspólnego z naszą tożsamością. Chodzi też o miejsca pracy dla miejscowych – dodaje. Burmistrz  poinformował, że w samym sercu miasta powstaną dwa targi, na których swoje produkty będą mogli codziennie sprzedawać okoliczni rolnicy i rzemieślnicy. Wyjaśnił, że większość z nich miała tam  sklepy i warsztaty, ale zostali wyparci na peryferie przez bogatszą, obcą konkurencję, gdy ceny za wynajem wraz z turystycznym boomem poszły drastycznie w górę. Podobnie jak ceny nieruchomości. Rada miejska podjęła decyzję, że warunkiem wydania pozwolenia na budowę kamienic i domów w mieście jest wyznaczenie specjalnej puli dla miejscowych po preferencyjnych cenach. Te wszystkie  posunięcia burmistrz tłumaczy koniecznością obrony przed kolonizacją ze strony potężnych, bogatych międzynarodowych firm i znanych marek odzieżowych. Co może dziwić, w Forte dei Marmi  nie rządzi bynajmniej niechętna obcym i  wszystkiemu co obce Liga Północna, ale lewicowa, otwarta Partia Demokratyczna. Miasto poszło w ślady pobliskiej Lukki, gdzie już trzy lata temu w historycznym centrum miasta zabroniono sprzedaży kebabów i innych tego rodzaju produktów.  W Bergamo, podobnie jak w Cittadelli koło Padwy,  w zeszłym roku wyjęto w historycznym centrum spod prawa nie tylko kebaby i wszelkie inne fast foody, ale przy okazji także sex shopy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA