fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Wyłącznie twarde fakty

„Je weniger die Leute wissen, wie Würste und Gesetze gemacht werden, desto besser schlafen sie" czyli „Im mniej ludzie wiedzą, jak robi się kiełbasę i ustawy, tym lepiej śpią". To zdanie powiedział swego czasu kanclerz Otto von Bismarck. Zwolennikiem tej zasady jest najwyraźniej publicysta „Gazety Wyborczej" Witold Gadomski. Zaatakował on wczoraj „Rzeczpospolitą" za ujawnienie, jak przebiegał proces legislacyjny, którego efektem było usunięcie art. 585 z kodeksu spółek handlowych.
Gadomski dziwi się, że poświęciliśmy trzy miesiące na przygotowanie tekstu, choć gazecie, w której pracuje, ujawnienie afery Rywina zajęło pięć miesięcy. Mimo że wiele informacji było na wyciągnięcie ręki – wszak kulminacyjny akt owej afery rozegrał się w gabinecie redaktora naczelnego „GW" Adama Michnika.
Zacznijmy od tego, że teksty w „Rzeczpospolitej" ukazują się wtedy, kiedy są gotowe do druku i nie zależy to od takich czy innych politycznych kalkulacji. Zaś zbieranie informacji do materiału o historii art. 585 musiało trwać. Polegało ono na wyłuskiwaniu kluczowych kwestii rozrzuconych po tysiącach stenogramów, druków sejmowych, akt sądowych. A same tylko akta sprawy Ryszarda Krauzego liczą czternaście tomów. Musieliśmy też odbyć rozmowy z mnóstwem ludzi, którzy mieli informacje na temat sprawy. Sporo czasu zajęło nam wreszcie dotarcie do kluczowego w tym przypadku filmu ze spotkania adwokatury. Witold Gadomski nie zarzuca „Rzeczpospolitej", że napisała nieprawdę. Nie zarzuca tego też Naczelna Rada Adwokacka ani żadna z organizacji biznesowych, które zabrały głos w tej sprawie. Nie mogło być inaczej – nasz tekst o historii artykułu 585 to wyłącznie twarde fakty. Publicysta „Gazety" sugeruje natomiast, że tekst opublikowany w „Rzeczpospolitej" to element kampanii wyborczej. To zabawne, że zarzut taki stawia pracownik pisma, którego naczelny od lat otwartym tekstem mówi czytelnikom, na kogo mają głosować. Szkoda też, że Gadomski nie raczył zauważyć, iż nasz tekst zawiera również informacje kłopotliwe dla polityków opozycji. Być może dlatego nie stał się tematem kampanii. Jest natomiast kolejnym przykładem na to, w jaki sposób w Polsce tworzy się prawo. Obywatele mają prawo to wiedzieć, nawet jeśli komuś spędza to sen z powiek.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA