fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

NFZ szuka oszczędności

Rzeczpospolita
Gdzie umieścić chorych. NFZ zaostrza przepisy o przyjmowaniu pacjentów do zakładów opiekuńczo-leczniczych. Część z nich będzie musiała po nowym roku opuścić placówki
Kilka tygodni temu Narodowy Fundusz Zdrowia na Mazowszu zwrócił się do szefowej Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego przy ul. Mehoffera w Białołęce, aby zrobiła przegląd swoich podopiecznych i określiła, którzy będą mogli w nim pozostać.– Po nowym roku moją placówkę będzie musiało opuścić prawie 100 osób – wyjaśnia dyrektor ośrodka Barbara Kaczmarska. – Już szukam dla nich miejsc w domach opieki społecznej.
Wszystko dlatego, że od 1 stycznia zaczną obowiązywać nowe przepisy o ZOL. W tych placówkach przebywają osoby niewymagające stałej pomocy lekarskiej, ale opieki. Nie może im tego zapewnić najbliższa rodzina. Najczęściej są to osoby sparaliżowane po wypadku czy wylewie, chore na stwardnienie rozsiane, takie, które mają kłopoty z samodzielnym myciem się czy jedzeniem. Kierowani są do zakładów na pół roku albo na stałe.– Od nowego roku zacznie obowiązywać ocena stanu pacjentów według nowej skali Barthela. Będzie ona znacznie bardziej restrykcyjna niż ta, według której pracujemy obecnie – wyjaśnia Kaczmarska. Według nowych przepisów osoba, która do tej pory na przykład mogła o własnych siłach dojść do łazienki, ale ktoś musiał jej pomóc w kąpieli, nie będzie mogła być już pacjentem ZOL. Poza tym lekarze będą musieli co 30 dni nie tylko ocenić ogólny stan pacjenta, ale także stopień jego samodzielności. Zdaniem dyrektorów warszawskich zakładów nowe przepisy są absurdalne. – Okaże się, że część pacjentów będzie za zdrowa, aby być w naszym ośrodku – mówią ich szefowie. – Stan części naszych podopiecznych poprawia się na tyle, że mogą wyjść do domów. Zgadzamy się z tym, że nie powinno się blokować miejsc w zakładach leczniczych, bo tych jest za mało, ale nowa skala oceny jest zbyt surowa.
Obowiązek znalezienia miejsc dla swoich podopiecznych spoczywa na pomocy społecznej oraz dyrektorach zakładów. Obawiają się, że w domach opieki społecznej zabraknie dla nich miejsc.– Dopóki nie będzie dla nich innych ośrodków, to będą mieszkać w ZOL. A skoro nie będą mieli prawa tutaj przebywać, to Fundusz nie będzie chciał nam za ich pobyt zapłacić – mówi kolejna dyrektorka. Z argumentacją opiekunów nie zgadzają się urzędnicy z NFZ. Nie kryją, że wprowadzenie nowych przepisów wynika z oszczędności. – Często w zakładach przebywały osoby, które mogą poradzić sobie same i nie wymagają całodobowej opieki – mówi rzecznik prasowy mazowieckiego NFZ Jerzy Serafin. – A my za nią płaciliśmy. Fundusz dopłaca ok. 30 procent do pobytu pacjentów. Resztę pokrywają sami pacjenci lub ich rodziny. A kto będzie płacił za tych, którzy zostaną przeniesieni do domów opieki społecznej? Obowiązek ten spadnie na władze miasta.– Do mieszkańców dopłacamy od 100 do 1,8 tys. zł, zależy od ich dochodów – mówi dyrektor Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie Jolanta Sobczak, któremu podlegają domy pomocy społecznej. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.sijka@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA