fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Przemoc czarnych wycinanek

Kara Walker w CSW?na tle instalacji „Darkytown Rebellion”
Fotorzepa
O wstydzie wszczepionym w ciała, śniadej jędzy i trudnej mowie prostych sylwet opowiada amerykańska artystka, której prace możemy od dziś oglądać w Centrum Sztuki Współczesnej
Pani sztukę śmiało można określić mianem politycznie zaangażowanej. A jednak pani pierwsze prace miały zupełnie inny charakter. Zobacz galerię zdjęć
Kara Walker: Od dziecka marzyłam, żeby być artystką. Zafascynowana XIX-wiecznym malarstwem sama też tworzyłam tradycyjne obrazy. Dopiero moi profesorowie i przyjaciele przekonali mnie, że za bardzo pociąga mnie patriarchalny modernizm. Zarzucali mi, że moje dzieła nie mówią nic o moich doświadczeniach związanych z byciem kobietą, w dodatku czarną. A w sztuce jest bardzo mało miejsca dla takich jak ja. Dlatego postanowiłam odczarować tę narrację męskiej dominacji, ale nie w tradycyjny sposób. Ale pokazała pani także, jak można mówić inaczej o doświadczeniach czarnoskórych obywateli Ameryki.
Tak. Sztuka poruszająca temat czarnych ruchów wyzwoleńczych ma tendencję do gloryfikowania przeszłości i walki. Dlatego największa fala krytyki, jakiej doświadczyłam, pochodziła właśnie od czarnoskórej części społeczeństwa. Dlatego, że mówi pani o gwałcie, bólu i agresji? Pokazuję walkę o władzę, bo w czasach kolonializmu liczył się ten, kto ją miał. Moje prace są także o wstydzie, który – i bardzo trudno się przeciw temu buntować – został wszczepiony w ciało czarnego człowieka. To powoduje destrukcyjne, a nawet samodestrukcyjne zachowania. Czy zajęła się pani tym wszystkim z powodu osobistych doświadczeń? Urodziłam się w 1969 r., kiedy najgorsze czasy dla czarnoskórych mieszkańców Ameryki były już przeszłością. Nie wszędzie jednak żyło się tak samo dobrze. Jako dziecko najpierw mieszkałam w wielokulturowej, kolorowej Kalifornii. Kiedy miałam 13 lat, przeprowadziliśmy się na południe, do Atlanty. Tu wciąż działał Ku-Klux-Klan. Dyskryminację czuło się też w szkole, gdzie ciągle przypominano mi, że czarna dziewczynka nie może daleko zajść. Przeżyłam szok, bo granica pomiędzy białymi i czarnymi była bardzo wyraźna. A ja do tej pory nie miałam z tym problemu. Ale w pracach zaczęłam o tym mówić dopiero, gdy miałam 23 lata, po ukończeniu Atlanta College Of Art. Używa pani sylwetowych wycinanek. Ta technika była niezwykle popularna w XVIII w. na francuskich salonach. Kiedy postanowiłam odrzucić pędzel i płótno, szukałam metody, która nie będzie identyfikowana ze sztuką wysoką, ale będzie miała jej siłę oddziaływania, a jednocześnie nie ograbi mnie z tożsamości. Wtedy zafascynowała mnie powieść Thomasa F. Dixona z 1905 r. „The Clansman: An Historical Romance Of The Ku-Klux-Klan". Jedna z bohaterek – Lidia Brown – została tu opisana jako „śniada jędza" i „popędliwa kochanka białego awanturnika z Północy". Nazwałam ją Negress (Murzynka) i postanowiłam, że za jej pomocą wprowadzę historyczne tematy do moich prac. Że będzie taką niemal niewidoczną mocą kierującą wszystkim – „shadow power". Niektóre z pani dzieł opierają się m.in. na fragmentach XIX-wiecznych aktów z rozpraw sądowych. Tak, bo to są teksty nieuładzone na potrzeby szerszej publiczności. Przedstawiają całą brutalność przeszłości. Teatr cieni, jaki pani tworzy poprzez użycie techniki wycinanek, okazał się do tego najlepszy? Tak. Zaczęłam używać czarnych sylwet, bo są proste. I podobnie jak przez stereotyp można przez nie – nie mówiąc dużo – wiele wyrazić. Wystawa prac Kary Walker - CSW, ul. Jazdów 2, tel. 22 628 12 71, 4.10 - 15.01.2012; bilety 6 i 12 zł.                  
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA