Społeczeństwo

Garażowe wyprzedaże – coraz popularniejsze

W sobotę w wyprzedażach wzięło udział ok. 200 poznaniaków
Fotorzepa
Garażowe wyprzedaże są coraz popularniejsze. Ostatnio odbyły się w Poznaniu
Dziecięcy wózek, książki, płyty CD i DVD, zabawki, ubrania – wszystko na prowizorycznie skleconych stoiskach, wyniesionych z domu stołach, czasem po prostu na osiedlowych ławkach czy trawnikach. Ceny – zwykle po kilka, kilkanaście, rzadziej kilkadziesiąt złotych.
– Tutaj nie bardzo jest na czym zarobić, ale przecież nie o to chodzi – mówi Przemysław Klemczak z portalu ogłoszeniowego Tablica.pl, który zorganizował pierwszą w Poznaniu dużą akcję wyprzedaży garażowych. – Rzecz w tym, by pozbyć się niepotrzebnych przedmiotów, ale też wyjść do ludzi, choć przez chwilę pobyć dłużej w gronie sąsiadów, których często znamy trochę albo wcale. W USA i zachodniej Europie podobne wyprzedaże to niemal chleb powszedni.
– W Anglii nazywa się to Car Boot Sale, bo często szpargały sprzedaje się wprost z samochodowego bagażnika – opowiada Marcin mieszkający w Londynie. – Pchle targi przyciągają tłumy. Sam niedawno brałem w czymś takim udział. Za możliwość wystawienia towaru musiałem co prawda zapłacić 20 funtów, ale zarobiłem 50. Dlaczego pojechał na targ? – Urodziło mi się dziecko, więc musiałem zrobić w mieszkaniu trochę miejsca. A przecież nie wyrzucę prawie nowych rzeczy. Ekologia, no i poszanowanie pieniądza – śmieje się. Sąsiedzkie wyprzedaże do niedawna były w Polsce nieznane. Teraz to się zmienia. W sobotę zorganizowano je na sześciu poznańskich osiedlach. Łącznie przyciągnęły przeszło 200 sprzedających. – Udział w przedsięwzięciu był całkowicie darmowy, na niesprzedane przedmioty czekał zaś specjalny bus – tłumaczy Klemczak. Wcześniej podobną wyprzedaż jego portal zorganizował na warszawskim Żoliborzu. Tam w akcję włączyła się m.in. aktorka Joanna Jabłczyńska. Latem sąsiedzką wyprzedaż urządzili mieszkańcy gdańskiej dzielnicy Oliwa. Prawdziwym weteranem jest jednak stowarzyszenie Samorządny Rembertów. – 22 października w naszym domu kultury będziemy mieli już ósmą tego typu imprezę. Cały czas szukamy chętnych za pośrednictwem Facebooka – informuje Tadeusz Witkowski, prezes stowarzyszenia. On sam w wyprzedażach bierze udział regularnie. Zapewnia, że z dobrym skutkiem. – Kiedyś sprzedałem kinkiety, których nie wykorzystałem podczas urządzania domu. Kupiłem z kolei szczotkę do odkurzacza. Wcześniej nie mogłem jej dostać w żadnym sklepie – wspomina. Na sąsiedzkich straganach dominują drobiazgi. Czasem jednak można trafić na prawdziwą perełkę. – W Warszawie ktoś wystawił na sprzedaż komplet miesięczników „Kino" z lat 60. – mówi Klemczak. Amatorzy garażowych wyprzedaży zwykle nie tylko za to nie płacą, ale też nie muszą się martwić fiskusem. – Podatek dochodowy nie obowiązuje, jeśli sprzedajemy rzeczy, które należą do nas od przeszło pół roku. Jeśli posiadamy je krócej, zapłacimy tylko, gdy na sprzedaży zyskamy. A tak może się dziać wyłącznie w przypadku antyków – tłumaczy Michał Dec z kancelarii podatkowej Kolibski, Nikończyk, Dec i Partnerzy. Według prof. Ryszarda Cichockiego, socjologa z Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, zjawisko wyprzedaży garażowych może mieć związek z kształtowaniem się klasy średniej. – Różnice związane z poziomem zamożności są coraz bardziej dostrzegalne. Mamy grupę osób, którą stać na coraz więcej, zatem aspiruje do pewnego stylu życia. Często pozbywa się przedmiotów, które do tego stylu już nie pasują – zaznacza. – Proces ten w naszej części Europy przebiega szybciej niż kiedyś na Zachodzie. Pewnie więc podobnych wyprzedaży, wystawek będzie przybywać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL