Styl życia

Dwa stulecia przy kuflu

Większość miłośników Oktoberfest świętuje w tradycyjnych bawarskich strojach (fot. CHRISTOF STACHE)
AFP
Oktoberfest – tej nazwy miłośnikom piwa tłumaczyć nie trzeba. Od 201 lat w połowie września Monachium zamienia się w stolicę złotego trunku. Dwutygodniowa biesiada to dziś jeden z najbardziej dochodowych biznesów w Niemczech
Mieszkańcy Monachium i przybysze z całego świata całymi rodzinami ściągają na słynną Theresienwiese.
Zajmujące 31 ha tereny Oktoberfest położone są na południowy zachód od kolejowego dworca głównego (München Hauptbahnhof). Można dojechać tam tramwajem lub metrem do stacji Theresienwiese albo dojść na piechotę, podążając za barwnym tłumem. Początki Oktoberfest to historia monarszych zalotów. W 1810 roku Ludwik, późniejszy król Bawarii, postanowił zauroczyć swoją przyszłą żonę i dla uczczenia swojego ślubu z księżniczką Therese von Sachsen-Hildburghausen zorganizował wyścigi konne. Impreza trwała pięć dni. Ludwik nie miał wówczas pojęcia, że zapoczątkował historię największej biesiady świata, która będzie w przyszłości wielką maszynką do robienia pieniędzy.
Impreza tak spodobała się uczestnikom, że rok później Ludwik postanowił ją powtórzyć. Tereny, na których odbyła się uroczystość, na cześć żony nazwał Łąką Teresy (Theresienwiese). Mija już 201 lat od tych pierwszych wyścigów: tegoroczny Oktoberfest odbywa się po raz 178. (kilkakrotnie święto piwa odwołano z powodu wojen lub epidemii). Szumna inauguracja odbyła się tydzień temu w namiocie Schottenhamel. Sygnałem do rozpoczęcia biesiady było jak zawsze uroczyste odszpuntowanie pierwszej beczki piwa. W samo południe szpunt wybił – jak każe tradycja – burmistrz Monachium. Biesiadnicy zakładają się, ilu uderzeń będzie potrzebował burmistrz, zanim popłynie piwo. W tym roku, podobnie jak przez ostatnie trzy lata z rzędu, Christian Ude wybijał korek na dwa razy. Ale zdarzało się, że piwosze musieli czekać dłużej – na przykład w 1950 roku burmistrz uderzał 19-krotnie. Pierwszy kufel z piwem trafia zawsze w ręce premiera Bawarii. Oktoberfest to dzisiaj także wielkie przedsięwzięcie logistyczne. Tłumy gości w olbrzymich namiotach przez dwa tygodnie biesiadują przy dźwiękach bawarskiej muzyki. Większość miłośników Oktoberfest świętuje w tradycyjnych strojach regionalnych – mężczyźni w skórzanych spodniach Lederhosen i dopasowanych kolorystycznie szelkach, a kobiety w spódnicach z gorsetami i fartuchami, zwanych tu Dirndl. Tradycyjne stroje uczestników zabawy to nie tylko rewia mody, ale też forma komunikacji. Paski kobiecych ubiorów zdobią bowiem wielkie kokardy. Wtajemniczeni z tego, gdzie ozdoba się znajduje (z prawej, lewej strony, na brzuchu lub z tyłu) czerpią istotne informacje: czy elegantka to dziewica, dama do wzięcia, mężatka, czy może wdowa. Na Theresienwiese co roku staje 14 wielkich namiotów. Tak nazywają je Niemcy, choć naprawdę to wielkie tymczasowe hale: do największych może wejść nawet 10 tys. osób. Wokół wyrastają dziesiątki mniejszych. Kelnerki uwijają się, przynosząc po kilkanaście kufli z piwem naraz. To wielka sztuka: noszą w ten sposób spore ciężary, bo pusty kufel waży ponad kilogram. By zapobiec obtarciom dłoni i wspomóc stawy, kobiety zakładają na ręce ochraniacze z rzemiennych pasków. Wstęp na Oktoberfest jest bezpłatny, ale miejsce przy stole w jednej z hal trzeba rezerwować dużo wcześniej lub czekać na okazję, kiedy ktoś skończy biesiadę. Prawo do rozlewania piwa na Oktoberfest mają tylko monachijskie browary, w tym wielka szóstka: Spaten-Franziskaner-Bräu, Augustiner, Hacker-Pschorr, Hofbräu, Löwenbräu i dobrze znany w Polsce Paulaner. Złocisty napój podawany jest wyłącznie w litrowych kuflach zwanych Mass (czyli miara, ale także umiar). Gości nie odstrasza wysoka cena piwa – w tym roku waha się od 8,3 do 8,9 euro za litr. Przekąski kosztują od 10  euro wzwyż. Kufle to jeden z symboli Oktoberfest. Nic dziwnego, że zawsze sporo ich znika. W ubiegłym roku ukradziono ich „tylko" 130 tys., o 15 tys. mniej niż rok wcześniej. Napoje trzeba spożywać z umiarem, bo ochroniarze zdecydowanie reagują na wybryki podchmielonych gości – dzięki temu biesiadnicy mogą czuć się tu bezpiecznie. Co roku Monachium zarabia na tej imprezie – wliczając piwo, jedzenie, hotele i zakupy turystów – ponad 850 mln euro. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na rezerwację noclegów. Stali bywalcy szukają pokoi na tygodnie lub miesiące przed Oktoberfest. Na kilka dni przed imprezą trudno o wolne miejsca, a ceny tych, które uda się znaleźć, są w tym czasie, delikatnie mówiąc, wygórowane. Tuż przed świętem piwa noclegi za rozsądne pieniądze można znaleźć z dala od centrum miasta. Przed rokiem organizacja monachijskiego święta kosztowała 4,3 mln euro. Trwająca ponad dwa tygodnie biesiada przyciąga co roku do stolicy Bawarii około sześciu milionów odwiedzających (przed rokiem 6,6 mln osób). Wielu z nich przybywa nie tylko z całej Europy, ale i Azji, Australii i Ameryki. Każdego dnia na Theresienwiese pracuje 8 tys. osób. W ubiegłym roku goście wypili ponad 7 mln litrów piwa. Może w tym roku padną kolejne rekordy. Bo, jak mawiał o Oktoberfest niemiecki aforysta Werner Mitsch: oko za oko, kufel za kufel. Więcej informacji - Oficjalna strona Oktoberfest: www.oktoberfest.de Tutaj można znaleźć wszelkie informacje o hotelach i pensjonatach, transporcie miejskim, rozmieszczeniu namiotów, a nawet prognozę pogody (w językach niemieckim i angielskim). - Oficjalna strona Monachium: http://www.muenchen.de - Strona Niemieckiej Centrali Turystyki: http://www.germany.travel/pl Wszystko o podróżowaniu w Niemczech (w języku polskim).
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL