Biznes

Rośnie import żywności

Fotorzepa, Darek Golik
Polska jest wciąż atrakcyjna dla zagranicznych firm spożywczych
– Do oliwek z Hiszpanii należy 90 proc. polskiego rynku i kraj ten nie chce stracić pozycji lidera – mówi „Rz" Małgorzata Kozakiewicz z biura radcy handlowego Ambasady Hiszpanii w Polsce.  Dlatego już piąty rok z rzędu Hiszpanie prowadzą kampanię, która ma zachęcać Polaków do kupowania ich oliwek. Jej tegoroczna edycja kosztować będzie 197 tys. euro, czyli  ok. 850 tys. zł.  W 2011 r. po raz trzeci odbywa się także kampania (koszt: 100 tys. euro) zachęcająca do kupowania hiszpańskiej oliwy z oliwek. Od siedmiu lat Hiszpania promuje również wina.
Aktywni w Polsce są też Włosi. W tym roku Włoski Instytut Handlu Zagranicznego zorganizował 25 projektów dotyczących promocji Italii. Siedem z nich dotyczyło branży rolno-spożywczej. Magdalena Muszyńska z sekcji promocji handlu Ambasady Republiki Włoskiej wyjaśnia, że kluczowe dla Włochów jest zwiększenie w Polsce sprzedaży ich hitów eksportowych, m.in. makaronów, oliwy z oliwek oraz przetworów pomidorowych. Producenci z Włoch znaleźli się także w grupie wystawców tegorocznych targów spożywczych Polagra Food w Poznaniu. Swoje produkty pokazały tam firmy z 25 krajów, w tym np. ze Sri Lanki i Pakistanu.  – W tym roku gościliśmy 117 zagranicznych wystawców, w ubiegłym – 61 – informuje Anna Smolińska z biura prasowego Międzynarodowych Targów Poznańskich.
Andrzej Kalicki, szef Zespołu Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych (FAMMU/ FAPA), uważa, że Polska jest w dalszym ciągu atrakcyjnym rynkiem dla producentów i dystrybutorów żywności.  – Szczególnie chodzi o tę najbardziej przetworzoną oraz trafiającą do gastronomii – dodaje Kalicki. Wśród towarów spożywczych z zagranicy, na które wydajemy najwięcej, są: wieprzowina, ryby, kawa i cytrusy. Największy udział w imporcie produktów rolno-spożywczych do Polski mają kraje Unii Europejskiej. Wynosi 70 proc. W pierwszej połowie roku wartość sprowadzonych stamtąd towarów była o niemal 18 proc. wyższa niż rok wcześniej. W tym czasie łączna wartość importu zwiększyła się o 16,3 proc. Najbliższe miesiące nie będą jednak sprzyjać rozwojowi importu. – Barierą może być wyhamowanie tempa, w jakim rośnie popyt na żywność w Polsce – uważa Andrzej Kalicki. Maleje też opłacalność importu. – Kontrakty zawierane są na wiele miesięcy, skutki spadku wartości naszej waluty importerzy odczują dopiero pod koniec roku – mówi Kalicki. Jego zdaniem w II połowie 2011 r. import ma szansę zwiększyć się w porównaniu z II półroczem 2010 r. o kilka procent.  Stanie się tak jednak, jeżeli euro będzie kosztować ok. 4,3 zł. Jeśli złoty osłabnie bardziej, wtedy może dojść do stagnacji w imporcie. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki b.drewnowska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL