Felietony

Droga przez mękę niemieckiej FDP

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Niemiecki Piątek Piotra Semki
Gdy pada hasło FDP, nikt już nie spodziewa się dobrych wyników. Ten rok utkany wyborami landowymi to istna katastrofa. Na sześć dotychczasowych wyborów  w krajach związkowych aż w czterech landach – w Saksonii-Anhalt, Nadrenii palatynacie, Bremie i w Meklemburgii-Pomorzu przednim - wolni demokraci nie przekroczyli progu 5 proc. i nie dostali się do tamtejszych landtagów. Za tydzień kolejne prestiżowe wybory o władze nad Berlinem, ale i tu FDP w sondażach może liczyć tylko na żałosne 3 proc.
Za złe wyniki nie można jednak nawet nikogo odwołać. Poprzedniego szefa FDP i szefa MSZ Guido Westerwellego odwołano już w maju, przy okazji pozbawiając go funkcji wicekanclerza. Zastąpił go młody i sympatyczny Philipp Rösler, który miał dać partii nowy impet. Ale od maja kolejne wybory FDP nadal sromotnie przegrywa. Philipp Rősler broni się, że rządzi swoim ugrupowaniem dopiero od czterech miesięcy, więc nie można go winić za porażki. Ale w wypadku FDP okres ochronny mija szybciej, niż gdzie indziej.
Coraz częściej niemieckie media wskazują, że ten niemiecki polityk wietnamskiego pochodzenia jest miły, ale nie kojarzy się z silnym przywództwem i charyzmą, potrzebnymi do odrodzenia pozycji liberałów. Irytacja wokół degrengolady FDP skłania dziennikarzy do stawiania co pewien czas pytań, czy skompromitowany klęską Westerwelle nie powinien - oprócz utraconego już wicekanclerstwa i szefostwa nad partią - być odsunięty także od funkcji szefa MSZ. Tym bardziej, że reklamowana przez niego decyzja, by Niemcy trzymali się z dala od interwencji NATO w Libii, jest dziś krytykowana jako błąd i oddalenie się od Paryża i Londynu. A jednak cynicy twierdzą, że osłabiony i zepchnięty na margines niemieckiej polityki Westerwelle jest dla wielu sił z różnych powodów wygodny na swoim stanowisku. Angela Merkel i tak sama podejmuje najważniejsze decyzje w polityce zagranicznej, więc pomocy ze strony byłego szefa FDP nie potrzebuje. Philipp Rösler też woli, by Westerwelle cały czas był na widoku, dzięki czemu może na jego tle korzystnie się odróżniać. Biedny Guido jest wszystkim na rękę - jako kozioł ofiarny. Sprawę brutalnie spuentował dziennik „Süddeutsche Zeitung": "Angela Merkel ma faktycznie ważny powód, by nie pozbywać się Guida Westerwellego. Nikt nie poddaje się skierowanym w niego strzałom z taką werwą jak on. Taki minister spraw zagranicznych, który odpowiedzialność za uzgodnioną wspólnie z kanclerz decyzję, jak tę w sprawie wojny w Libii, bierze wyłącznie na siebie; taki minister spraw zagranicznych na pewno nie trafi się Merkel po raz drugi. Jego błędy tuszują jej błędy. Jego niedola jest dla niej najlepszą ochroną. Trudno dopatrzeć się innych przyczyn braku jego dymisji." Ktoś mógłby zapytać, dlaczego sam Westerwelle nie poda się do dymisji i ucieknie od roli kozła ofiarnego? Nasuwa się dość złośliwa odpowiedź. W polityce jest już na razie skończony, ale do końca kadencji rządu może nacieszyć się jeszcze splendorem szefa dyplomacji, czerwonymi dywanami i wizytami w egzotycznych krajach. Jak mawiają Niemcy – „Klein aber mein" –ciasne, ale własne. Tylko czy o tym marzył niegdysiejszy ambitny "Król Guido"?
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL