fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jazzowa stacja Bielsko-Biała

Rzeczpospolita
Kiedyś przez Bielsko-Białą przejeżdżałem w drodze do Szczyrku. Zatrzymywałem się tylko po to, by kupić dobry smar do nart. Teraz przyjeżdżam tu przynajmniej dwa razy w roku, by posłuchać jazzu na światowym poziomie.
Ponieważ patronat artystyczny nad Jazzową Jesienią w Bielsku-Białej objęła moja ulubiona wytwórnia płytowa ECM Records, a artystów zaprasza sam Tomasz Stańko, nie mogło mnie tu nie być. W tym roku w Bielskim Centrum Kultury odbędzie się już piąta edycja imprezy.
Pierwsze dwa festiwale skupiły się na prezentacji polskich artystów. Sensacyjny program miał trzeci festiwal w 2005 r. Przede wszystkim nowy projekt „Neighbourhood” przedstawił słynny francuski perkusista Manu Katché. Razem z nim zagrali: Tomasz Stańko, Marcin Wasilewski, Sławomir Kurkiewicz i norweski saksofonista Trygve Seim. Była to polska premiera albumu obsypanego później nagrodami w całej Europie. Miałem możliwość obserwować perkusistę z bliska i podziwiać jego technikę gry. Później, w garderobie powiedział mi, że długo przymierzał się do jazzowego projektu. Jego wybór od razu padł na Stańkę, szef ECM podsunął mu jeszcze Jana Garbarka i polskich młodych muzyków z kwartetu Stańki. Ci tak przypadli mu do gustu, że zaprosił ich do nagrania drugiej płyty. Niesamowity był solowy popis francuskiego wirtuoza saksofonów i klarnetów Louisa Sclavisa, świetny występ kwartetu amerykańskiego gitarzysty Johna Abercrombiego. Oryginalne trio utworzył Tomasz Stańko z Abercrombie’em i basistą Markiem Johnsonem, ale najbardziej zaskoczył mnie duet niemieckiej wiolonczelistki Anji Lechner z greckim pianistą Vassilisem Tsabropoulosem. To spotkanie klasyki z jazzową improwizacją pokazało, jak cienka, prawie niewidoczna jest dziś granica pomiędzy tymi stylami. Nocny koncert w górnej sali dał nowojorski awangardzista Tim Berne i nasza grupa Pink Freud, grając z amerykańską sławą saksofonu jak równy z równym.
Podczas ubiegłorocznego festiwalu zachwycił duet czołowych włoskich jazzmanów: trębacza Enrico Ravy i pianisty Stefano Bollaniego. Młodzi fani jazzu długo oblegali szwajcarskiego pianistę Nicka Bärtscha, który z zespołem Ronin przedstawił futurystyczną wizję jazzu inspirowanego muzyką Wschodu. Sensacją był jednak udział dwóch trzecich tria Keitha Jarretta: basisty Gary’ego Peacocka i perkusisty Jacka DeJohnette’a. Peacock utworzył jedyne w swoim rodzaju trio z pianistą Marcinem Wasilewskim i Tomaszem Stańką. Pamiętam, jak bardzo Wasilewski był przejęty tym występem. W poprzedzającą noc długo sam improwizował na fortepianie, a zaraz po występie spytał mnie o opinię. Świetnie, Eicher powinien was nagrać – odpowiedziałem, bo bardzo mi się to połączenie młodości z doświadczeniem podobało. DeJohnette przedstawił swój afrykański projekt z afrykańskim wirtuozem kory Fodayem Musą Suso, ale ja wolę tego perkusistę w bardziej jazzowym repertuarze. Pierwszy raz mieliśmy okazję posłuchać zjawiskowej greckiej wokalistki Saviny Yannatou z zespołem kameralnym. Taką muzykę też wydaje ECM, ale rzadko po nią sięgamy. W tym roku sensacją będzie występ legendarnego saksofonisty Charlesa Lloyda w kościele pw. św. Maksymiliana Kolbe. Wiele obiecuję sobie po nowej grupie Tomasza Stańki, a zapewne wszystkich zachwyci Roscoe Mitchell, saksofonista Art Ensemble of Chicago. Tak więc miłośnik jazzu już powinien rezerwować bilety i pakować walizki. Jazzowy kierunek – Bielsko-Biała!
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA