fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Podatnik płaci, a minister na Twitterze

ROL
Platforma w wyborczej instrukcji poleca działaczom, jak mają agitować w Internecie
„Rzeczpospolita" dotarła do pisma, które otrzymali lokalni działacze Platformy.
Dokument reguluje zasady prowadzenia przez PO kampanii w Internecie.

Grafik pracy i spam do znajomych

Autorzy instrukcji apelują, by działacze określili w grafiku, w jakich godzinach będą zamieszczać wpisy na portalach Facebook i Nasza-Klasa. „W załączniku do wiadomości dołączam tabelkę, do której mogliby Państwo wpisać nazwiska osób, które zobowiążą się, że danego dnia o danej porze skomentują wpis na profilu Senatora" – czytamy w dokumencie.
Sztabowcy PO pytani przez „Rz" oficjalnie od instrukcji się odcinają. – To jakaś indywidualna akcja sztabów lokalnych. Możliwe, że takie rzeczy organizują sobie w regionach. Mają do tego prawo – mówi poseł Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu partii.
Instrukcja Platformy mówi również o tworzeniu internetowej bazy danych. Działacze mają wśród swoich znajomych na Facebooku wytypować osoby, które mają przy swoich profilach zarejestrowanych więcej niż 500 znajomych.
„W ostatnim etapie kampanii chcielibyśmy skorzystać z ich profili, aby stworzyć bazę danych osób, do których wyślemy imienne wiadomości" – tłumaczą twórcy dokumentu.
– Sztab zaleca, byśmy aktywizowali się w Internecie. To dla nas jedno z podstawowych narzędzi kampanii wyborczej – mówi „Rz" jeden z posłów PO.

Ćwierkający ministrowie

Aktywni w Internecie stali się również członkowie rządu Donalda Tuska.
Jak informował w czwartek portal Gazeta.pl, tylko w ostatnim miesiącu na komunikatorze Twitter (z angielskiego – ćwierkać) założyło swoje konta pięciu kolejnych ministrów Platformy.
Do aktywnych w sieci: szefa MSZ Radosława Sikorskiego (uważanego przez internautów za jednego z najaktywniejszych polityków na Twitterze), ministra obrony Tomasza Siemoniaka czy rzecznika rządu Pawła Grasia dołączyli Michał Boni, Bogdan Zdrojewski, Adam Giersz, Barbara Kudrycka i Jacek Rostowski.
Jak sprawdziliśmy, spora część internetowej aktywności członków rządu przypada na godziny ich pracy w resortach. „Twitter jest świetnym sposobem na komunikowanie się, szczególnie podczas wyborów" – napisał 24 sierpnia o 10.56 minister finansów Jacek Rostowski.
Biuro prasowe resortu przekonuje, że dzień pracy Rostowskiego nie kończy się o godz. 16, ale często „obejmuje godziny wieczorne, soboty, niedziele i święta".
– Te kilka minut poświęconych na dokonanie wpisu na Twitterze, nawet jeśli został dokonany w godzinach pracy Ministerstwa Finansów, trudno nazwać, cytując za panem, „nadużyciem" – informuje rzecznik resortu.

Przerwa na wpisy o Kolnie i rachunkach

„Nie obiecuję. Pracuję" – oto moje hasło wyborcze – informował na Twitterze minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. W piątek, 26 sierpnia, o godz. 11.01. W tym czasie był w pracy.
– Twitter polega na komentowaniu wydarzeń od razu i rzeczywiście dokonuję czasami takich wpisów – mówi „Rzeczpospolitej" Kwiatkowski. – Ale ich umieszczenie nie zajmuje mi więcej czasu niż minutę – przekonuje.
„Według mnie szkoła powinna być przyjazna dla dzieci w każdym wieku. PJN dla celów politycznych woli straszyć dzieci szkołą" – komentowała w czwartek minister edukacji Katarzyna Hall.
Tylko tego dnia w godzinach pracy minister umieściła trzy „twitty".
Czas w godzinach pracy na internetową aktywność znalazła też minister nauki i szkolnictwa Barbara Kudrycka.
„Kolno jak wiele miast i miasteczek w Polsce w budowie. Ten widok cieszy" – komentowała w czwartek kilka minut po południu.
Trzy godziny później na Twitterze skrytykowała eurodeputowanego PiS: „Rachunki Pana Czarneckiego nie odpowiadają faktom zapisanym w budżecie na 2010 rok" – wytykała (Czarnecki w swoim blogu krytykował rządowy projekt reformy szkolnictwa wyższego).
– Pani minister mogła być w podróży, na spotkaniu lub na urlopie. Jest w sieci w każdej wolnej chwili – przekonuje Bartosz Loba, rzecznik minister Kudryckiej.

Korzystać, a nie rozmawiać

O internetowej aktywności członków gabinetu Donalda Tuska prowadzonej w czasie pracy chcieliśmy porozmawiać także z rzecznikiem rządu Pawłem Grasiem.
W piątek okazało się to niemożliwe. „Z portali trzeba korzystać, a nie o nich rozmawiać" – napisał nam w esemesie Graś.
– Wszystkie osoby, które startują w kampanii, zachęcamy, aby aktywnie działały w sieci – mówi Małgorzata Kidawa-Błońska. – Także ministrowie są coraz bardziej widoczni w Internecie, bo teraz na koniec kadencji jest czas, gdy są oceniani, a poprzez portale społecznościowe łatwiej im dotrzeć do wyborców.
Politolog dr Wojciech Jabłoński uważa jednak, że takie akcje w sieci sprawdzają się wyłącznie długofalowo.
– Jeśli polityk pojawia się w sieci tylko krótko przed wyborami, to wygląda niewiarygodnie – tłumaczy Jabłoński.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA