fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Obietnica poważnej gry do końca

Rzeczpospolita
Choć Beenhakker zwolnił kilku czołowych piłkarzy z wyjazdu do Belgradu, chce walczyć o zwycięstwo
Wszyscy marzyliśmy, żeby ostatni mecz eliminacji mistrzostw Europy był wycieczką, i tak się stało.
Kiedy w 2002 roku, pokonując Norwegię, reprezentacja prowadzona przez Jerzego Engela zapewniła sobie awans na mundial, na ostatni, nieważny już mecz z Białorusią do Mińska pojechał wesoły autobus. Zawodnicy nie wiedzieli, kiedy przestać świętować, i po zawstydzającej grze przegrali 1:4. Beenhakker zapewnia, że nie dopuści do powtórki. Na radość przeznaczona była sobotnia noc. Większość piłkarzy rozjechała się po klubach i dyskotekach, ale wszyscy stawili się na niedzielnym treningu.
Z wyjazdu do Serbii selekcjoner zwolnił jednak sześciu z nich – Jakuba Błaszczykowskiego (i tak musi pauzować za kartki), Macieja Żurawskiego, Euzebiusza Smolarka, Artura Boruca i Jacka Krzynówka, a także Marka Saganowskiego. W samolocie, który wczoraj wylądował w Belgradzie, znalazło się zatem 19 zawodników. Z awizowanych wcześniej pasażerów na pokładzie zabrakło tylko Grzegorza Laty. – Podobno się rozchorował, Bobo Kaczmarek sugeruje, że z radości – mówi Jan de Zeeuw, menedżer reprezentacji. Rezerwowi będą mieli szansę się wykazać, bo nawet wśród zawodników z pierwszego składu, którzy przyjechali do Serbii, nie wszyscy są zdrowi. Michał Żewłakow w niedzielę trenował tylko dwadzieścia minut, na urazy narzekają też Mariusz Lewandowski i Radosław Sobolewski. – Myślę, że sprawdzę Łukasza Gargułę i Rafała Murawskiego, bo pasują mi do tego rywala – mówi Leo Beenhakker. Najbardziej niepokoi jednak pogoda. W Belgradzie ciągle jest dużo śniegu, a prognozy są sprzeczne. W ostatniej chwili organizatorzy szukali dla Polaków boiska ze sztuczną nawierzchnią, które nadawałoby się do ćwiczeń. Beenhakker, nie chcąc ryzykować kontuzji swoich zawodników, przeprowadził tylko rozruch. Serbowie, choć wciąż mają szanse na awans, do meczu z Polakami nie podchodzą zbyt poważnie. Nie wierzą, że zdobędą komplet punktów w dwóch ostatnich meczach, ale jeszcze bardziej w to, że Portugalia przegra z Finlandią. „Kto zastąpi Javiera Clemente?” – pyta na pierwszej stronie „Sportskij Żurnal”. Serbowie chcieli trenera z zagranicy z tego samego powodu co my, jednak Hiszpan sobie nie poradził. – Spóźnili się z ofertą dla Leo. Dzwonili do niego, ale wtedy dał już słowo Michałowi Listkiewiczowi – wspomina de Zeeuw. Wynik środowego meczu może zdecydować, czy Polska trafi w losowaniu grup finałowych do trzeciego, czy do czwartego koszyka, ale Beenhakker nie chce się bawić w rozważania na ten temat. – Czy wolimy grać z Francją, czy z Anglią? Znaleźliśmy się w gronie 16 najlepszych drużyn w Europie. Nie ma co się modlić o słabych rywali. Przyjechaliśmy wygrać z Serbią, bo musimy być fair wobec innych drużyn z naszej grupy – uważa selekcjoner.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA