fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Cyrkowy biznes na skraju katastrofy

W latach wielkiego kryzysu trudno było wyżywić ludzi, a co dopiero słonie. Tym bardziej całą menażerię... Tresowane tygrysy, orangutany i hipopotamy przyciągały publiczność do wielkich amerykańskich cyrków. Z ich popisów żyły setki pracowników: treserów, woltyżerów, akrobatów i dziwolągów – tańczących karłów, kobiet o dwóch głowach i olbrzymów. Ale to słoń był perłą w koronie, najlepszym numerem na finał. Gorzej, jeśli nie słuchał poleceń i pożerał – dosłownie – potężne sumy pieniędzy.
Sara Gruen sfabularyzowała historię kompanii cyrkowych, które po I wojnie światowej przemierzały Amerykę specjalnymi pociągami. W centrum opowieści postawiła Rosie, słonicę, która miała słabość do alkoholu i uchodziła za głupią do chwili, gdy okazało się, że przyjmuje jedynie komendy po polsku, czyli w języku swego pierwszego tresera. Wtedy stała się gwiazdą.
Książka oparta jest na losach słynnego cyrku Braci Ringlingów, bodaj największego przedsiębiorstwa rozrywkowego tamtych lat, którego właściciele należeli do najbogatszych obywateli Ameryki. Gruen opisuje skomplikowany, rządzony bezwzględnymi prawami świat wyrzutków, pseudoartystów i zapijaczonych robotników, którzy poza tułaczką w kolejowych wagonach i cyrkową areną nie mieli niczego. Dla właścicieli liczyli się mniej niż zwierzęta, bo te przynosiły zarobek. Niepotrzebni ludzie byli nocą wypychani z pędzących wagonów. Zwierzęta też traktowano okrutnie. Autorka wrzuca nas w tę rzeczywistość w chwili, gdy zbliża się katastrofa. Kolejne cyrki upadają, ludzie tracą pracę, zwierzęta są wykupywane przez konkurencję albo porzucane. Ale dla Jacoba, młodego weterynarza, który właśnie stracił rodzinę i majątek, cyrk jest szansą na nowe życie.
Powieść Gruen ma wiele słabości – sztampową fabułę z happy endem, sztuczne dialogi i słabe polskie tłumaczenie. Jednak warto ją przeczytać i na chwilę wetknąć głowę do cyrkowego namiotu, by zobaczyć to zdumiewające i przerażające widowisko. Sara Gruen, Woda dla słoni, Przeł. Mariusz Ferek, Rebis, Poznań 2007
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA