fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Premier małego rządu, czyli kto nami rządzi

Rzeczpospolita
Zbigniew Derdziuk to osoba, o której niewiele wiadomo, a która będzie rządzić państwem – sądzi Piotr Piętak, wiceszef MSWiA w rządzie PiS
Nazwisko nowego szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów znane jest doskonale właściwie tylko doświadczonym politykom, urzędnikom i fanom Kazika Staszewskiego.
Lider zespołu Kult i Zbigniew Derdziuk studiowali socjologię na Uniwersytecie Warszawskim w czasach, gdy PRL-owskie władze wprowadziły kartki na wódkę. Kazik bezskutecznie usiłował wyprosić je od niepijącego kolegi i wiele lat później utrwalił tę jego odmowę w słowach piosenki: „No daj mi Derdziuk wódki, no co ci to stanowi? – Ja nie mogę, muszę zawieźć tatowi”.
Kiedy okazało się, że Derdziuk będzie jednym z ministrów rządu PO – PSL, media skupiły się prawie wyłącznie na powtarzaniu tej ciekawostki. A przecież Derdziuk nie jest nowicjuszem na rządowych posadach, a nawet będzie jedną z najważniejszych osób w gabinecie. Komitet Stały, którym pokieruje, zwany jest małym rządem i to jego zadaniem jest rozstrzyganie sporów wewnątrz rządu oraz przygotowywanie projektów ustaw na posiedzenia Radę Ministrów. Tam już właściwie się je tylko zaklepuje. Derdziuk będzie więc jakby „mniejszym premierem”. – Niespotykanie inteligentny technokrata, niesłychanie pracowity i ogromnie skuteczny. Typ urzędnika, na którym opiera się państwo. To strzał w dziesiątkę premiera Donalda Tuska – uważa Piętak, choć jego spory z Derdziukiem, jeszcze w gabinecie Kazimierza Marcinkiewicza, przeszły do historii PiS-owskich rządów jako jedne z najgłośniejszych. – Bo choć go tak oceniam, jednocześnie całkowicie się z nim nie zgadzam. Mieliśmy dwie kompletnie różne wizje państwa, ale to był jedyny polityk w naszych rządach, z którym rzeczywiście mogłem dyskutować. Bez hipokryzji – tłumaczy Piętak. 45-letni Derdziuk pełnił bowiem w pierwszym gabinecie PiS tę samą funkcję, którą dała mu teraz PO. Anegdota głosi, że gdy po powołaniu Marcinkiewicza na premiera nowi rządzący kroczyli korytarzem kancelarii, pracownicy urzędu z respektem kłaniali się tylko jednemu – Derdziukowi. Osobie, która lubi się trzymać w cieniu. Pojawił się w tym gmachu już wiele lat wcześniej. Pracował w Urzędzie Rady Ministrów za premier Hanny Suchockiej (UD). W AWS-owskim rządzie Jerzego Buzka był wiceszefem Kancelarii Premiera i współpracował z Marcinkiewiczem, wtedy szefem Gabinetu Politycznego. Po powołaniu gabinetu Marcinkiewicza, gdy nowi rządzący szli korytarzem kancelarii, pracownicy kłaniali się tylko jednemu – Derdziukowi To dlatego później, gdy w 2006 r. tego pierwszego PiS-owskiego premiera zastąpił Jarosław Kaczyński, Derdziuk przeszedł do warszawskiego ratusza – Marcinkiewicz mianował go szefem biura p.o. prezydenta stolicy. Później został sekretarzem miasta. Musiał odejść, bo wybory samorządowe w Warszawie wygrała… Platforma. Podobno właśnie Marcinkiewicz przekonał teraz Tuska do tego, by oddał „mały rząd” w ręce Derdziuka. Politycy PiS wspominają, że dzięki niemu Komitet Stały działał wyjątkowo sprawnie, ale ci bliżsi Kaczyńskiemu mają opinię odwrotną: tworzyły się „zatory legislacyjne” i nowy premier musiał go zastąpić Przemysławem Gosiewskim. – Oczywiście mieli inny styl, ale obaj mieli swoje zalety i obu sprawnie szło – uważa Jarosław Sellin, ustępujący dziś wiceminister kultury i rzecznik rządu Buzka. Pamięta Derdziuka z tamtych czasów. – Zawsze dobrze organizował pracę dużych zespołów. To klasyczny przypadek apolitycznego urzędnika państwowego – wspomina. W oczach Kaczyńskiego jednak nie pomogły Derdziukowi dobre cenzurki ani to, że również ma brata bliźniaka – ks. dr Andrzej jest profesorem nadzwyczajnym KUL. Wielu zwolenników Kaczyńskiego uważa Derdziuka za osobę do bólu uczciwą, jednak sam prezes PiS nie ufał mu. Nie tylko dlatego, że był „człowiekiem Marcinkiewicza”. Czarę nieufności przelało to, że Derdziuk należał do środowiska „pampersów” Wiesława Walendziaka, który po odejściu z polityki zaczął pracować dla Ryszarda Krauzego (biznesmena posądza się o współudział w przecieku dotyczącym akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa). Derdziuk piastował wysokie stanowiska w Telewizji Polskiej w połowie lat 90., gdy prezesem TVP był Walendziak. U Buzka był w jego kancelarii właśnie zastępcą Walendziaka. Razem tworzyli Telewizję Familijną. Te źle oceniane przez niektórych znajomości Derdziuka dla innych są wręcz dowodem na to, że jest bezpartyjnym fachowcem o dużym doświadczeniu. Był też bowiem m.in. wicedyrektorem w Ministerstwie Zdrowia, dyrektorem gabinetu szefa Kancelarii Sejmu, szefem Rady Nadzorczej Totalizatora Sportowego, zastępcą dyrektora Departamentu ds. Marketingu w PKO BP, wiceprezesem Banku Pocztowego. Zbigniew Derdziuk robił już prawie wszystko: zajmował się tak samo intensywnie służbą cywilną, jak i opracowywaniem procedur dostosowujących polską armię do standardów NATO. – Podziwiam, że potrafi się orientować w bardzo różnej materii – mówi Jarosław Sellin.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA