fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

W OPEC wygrywa frakcja rozsądku

Król Abdullah bin Abdul Aziz al-Saud i emir Kuwejtu Szejk Sabah al-Ahmed al-Sabah
AFP
Kartel nie zdecydował się na radykalną zmianę polityki. Mimo nacisków Iranu i państw południowoamerykańskich producenci ropy naftowej nie wywindują cen surowca - pisze z Rijadu dziennikarka "Rzeczpospolitej"
- OPEC powinna być organizacją wykorzystującą swoje bogactwo do realizacji celów politycznych - przekonywali prezydenci Iranu, Wenezueli i Ekwadoru.
- Jesteśmy odpowiedzialnymi producentami źródeł energii, a ponieważ są one dzisiaj tak drogie, OPEC powinna wspierać programy prorozwojowe - kontrargumentowali Saudyjczycy. I to ich głos okazał się decydujący na szczycie państw członkowskich kartelu w Rijadzie. Wśród propozycji jastrzębiej części zgromadzenia pojawił się pomysł opodatkowania dostaw dla krajów rozwiniętych. Domagał się tego w żywiołowym wystąpieniu prezydent Wenezueli Hugo Chavez, którego zdaniem uczciwa cena ropy to 5 dolarów dla biednych i 200 dla bogatych. Do 200 dolarów powinna wzrosnąć cena baryłki również wtedy, gdyby doszło do wojskowej interwencji USA w Iranie. Obie sugestie jednak przepadły. Podobnie jak ta, aby zmienić walutę transakcyjną dla ropy.
Mimo to frakcja polityczna w OPEC będzie się starała podbijać ceny, aby w ten sposób pozyskać dodatkowe środki na inwestycje w wydobycie i przerób ropy. Koncerny międzynarodowe nie mają już co marzyć o wielkich zyskach, bo kartel dąży do zwiększenia roli swoich narodowych firm naftowych, które będą obowiązkowym partnerem w przedsięwzięciach energetycznych joint venture albo będą zmuszone do "podzielenia się nadmiernymi zyskami" - jak zapowiedział prezydent Ekwadoru Rafael Correa Delgado. - Ropa jest nasza, a oni pomagają nam tylko w jej wydobyciu - tłumaczył.Zaproponował także zagranicznym koncernom naftowym interes: skoro Ekwador ma rezerwy ropy warte 20 mld dolarów, niech przejmie je firma zagraniczna, płacąc po 350 mln dolarów rocznie przez 30 lat, a potem zdecyduje, co zrobić ze złożami surowca. Ostre wystąpienia starali się łagodzić przedstawiciele innych krajów. - Ropa pozostanie droga przynajmniej do końca pierwszego kwartału przyszłego roku, ale jej cena nie powinna przekroczyć 100 dolarów za baryłkę - uspokajał Hakib Chelil, minister ds. ropy Algierii. Nie ma jednak co liczyć, że później cena surowca mocno spadnie. Przedstawiciele OPEC mówią nieoficjalnie, że cena, którą są w stanie zaakceptować, to 80 dolarów za baryłkę. Wszystkie kraje OPEC, wykorzystując wysokie ceny, zaangażowały się w programy inwestycyjne i zamierzają je finansować wpływami z eksportu ropy. Jednocześnie dużo się mówi o zwiększeniu produkcji. Nigeria chce podnieść wydobycie z 2,2 mln baryłek dziennie do 4 mln. Arabia Saudyjska od pierwszego kwartału będzie produkowała o 720 tys. baryłek więcej, podobnie deklarują Kuwejtczycy, nawet Rafael Correa Delgado powtarzający jak echo słowa Chaveza przyznaje, że obecne 500 tys. baryłek dziennie to zbyt mało. Nie zabrakło również dyskusji o ekologii. Tu prym wiodła Arabia Saudyjska. Król Abdullah Abdelaziz bin Saud zadeklarował pierwsza wpłatę w wysokości 300 mln dolarów na niezależnie zarządzany fundusz ekologiczny, którego zadaniem będzie opracowanie technologii skutecznie walczących z ociepleniem klimatu. W ślad poszły inne monarchie - Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie dorzuciły jeszcze po 150 mln dolarów. Fundusz ma zarządzać sumą 1 miliarda dolarów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA