fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Kto się może bać gróźb w Internecie

Strona AntyKomor.pl została w maju zamknięta po działaniach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Archiwum
Wezwania do mordu, obelgi, obsceniczne epitety, brutalne gry – tak w sieci dyskutuje się o politykach
Polityczna wojna toczona w Internecie pomiędzy fanatycznymi zwolennikami PO i PiS od czasu katastrofy smoleńskiej przybrała na sile. Im bliżej kolejnych wyborów, tym bardziej się rozkręca.
Na forach dyskusyjnych i w portalach internetowych strony licytują się w rzucaniu obelgami pod adresem znienawidzonych polityków.
„W końcu Kaczka została ustrzelona w locie. Gdyby tak jeszcze jakiś pedał powiedział to Starej Kaczce (jego matce), jest szansa, że dostałbym orgazmu. Kaczucha Skur... j...nie w denko, a Jaro powiesi się za ch..." – napisał już kilka dni po katastrofie smoleńskiej autor strony internetowej DziwneTabletki. com.
„Chory człowiek jest wicemarszałkiem Sejmu. To koniec tego kraju" – komentował niedawno na portalu Gazeta.pl wypowiedź Stefana Niesiołowskiego z PO jeden z internautów.
– Radykalizacja języka debaty publicznej jest pochodną brutalizacji życia publicznego. A Internet stwarza złudne poczucie wolności i braku odpowiedzialności za słowo – ocenia dr Jakub Nowak, medioznawca z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
W maju ubiegłego roku przed pierwszą turą wyborów prezydenckich na portalu YouTube umieszczony został film-manifest, którego autor grozi śmiercią sympatykom Prawa i Sprawiedliwości.
Nawiązuje do popularnej gry komputerowej „Splinter Cell", w której celem gracza jest zabicie jak największej liczby ludzi.
 
 
Występuje w nim młody mężczyzna uzbrojony w karabin M16. Jest ubrany w wojskowy mundur i gogle. W wulgarny sposób zapowiada zamach na życie innych ludzi i wygłasza polityczny manifest, grożąc zwolennikom Jarosława Kaczyńskiego.
– Osoba, która nakręciła taki film, powinna być pod stałą obserwacją służb specjalnych
– ocenia prof. Brunon Hołyst, kryminolog specjalizujący się również w zagrożeniach terroryzmem. Jego zdanem podobna „twórczość" internetowa powinna budzić szczególne zaniepokojenie po zamachach w Norwegii, których sprawca wcześniej prezentował swoje poglądy właśnie w sieci, m.in. na portalu Facebook.
– Do takich zbrodni dochodzi dlatego, że znajdują się ich naśladowcy – mówi prof. Hołyst.
Zdaniem prokurator Małgorzaty Bednarek, przewodniczącej Niezależnego Stowarzyszena Prokuratorów Ad Vocem, autor filmu prawdopodobnie złamał przepisy kodeksu karnego. – Ten film ma znamiona nawoływania do nienawiści wobec grupy osób ze względu na ich poglądy polityczne – mówi prokurator Bednarek.
Ale choć film krąży w sieci już od ponad roku, do tej pory służby nie zainteresowały się ich autorem. – Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego rozpoznaje wszelkie zagrożenia porządku publicznego pozostające w jej ustawowych kompetencjach, także te pojawiające się w Internecie. Każdy sygnał o zagrożeniu, również przekazywany przez obywateli, jest rozpoznawany i analizowany – poinformowała ABW.
Internet stwarza złudne poczucie wolności i braku odpowiedzialności dr jakub Nowak medioznawca
Jednak nie odpowiedziała, dlaczego nie podjęła żadnych działań, choć filmowy manifest jest w sieci od ponad roku i obejrzało go blisko 40 tys. osób.
W maju tego roku ABW natomiast wkroczyła do domu studenta, autora strony internetowej AntyKomor.pl, na której umieszczono krytyczne wobec Bronisława Komorowskiego grafiki i komentarze oraz grę polegającą na strzelaniu do prezydenta. Według agencji grożono tam głowie państwa.
Im bliżej wyborów, tym częściej w komentarzach internautów umieszczanych na rozmaitych forach internetowych pojawiają się pogróżki.
Ostatnio np. po piątkowej konferencji Antoniego Macierewicza (PiS), szefa parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską.
Wcześniej internauci, głównie na forach, grozili również innym politykom, m.in. premierowie Donaldowi Tuskowi czy Zbigniewowi Ziobrze.
Groźby dotykają też publicystów, między innymi „Rzeczpospolitej" i „Gazety Wyborczej". Na portalu Wirtualna Polska internauta pisze „Czyżby Ziemkiewicz nie był Polakiem – to pewnie jest Żyd. Ach zginiesz robactwo Ziemkiewicz". Z groźbami w Internecie spotykał się też Bronisław Wildstein.
„Michnik semicka świnio, wyjedź póki możesz" – grożono z kolei redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej" na portalu Onet.pl. Niektórzy, oczywiście anonimowo, przesyłają e-maile: „Na powrót rozumu do łba dobry jest młotek gumowy. Trzeba nim się trzy razy walnąć w łeb. Jak nie pomoże zastosować metalowy. Skuteczny po jednym uderzeniu" – napisał do Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego „Rz", internauta MJN.
– To zjawisko, które psuje debatę publiczną, ale nie należy go demonizować, doszukiwać się w takich wpisach realnych gróźb wobec osób, których dotyczą – uważa dr Jakub Nowak. – 99 procent autorów takich wpisów nie zachowałoby się tak w realnym świecie. Choć oczywiście nie można też tego bagatelizować.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA