fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Większa autonomia uczelni

Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
W 2010 roku odbyliśmy ponad 600 wizytacji, z których 20 skończyło się oceną negatywną, a ponad 40 warunkową – wylicza przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej w rozmowie z Jolantą Ojczyk
Rz: Czy kandydat na studia powinien odwiedzić stronę Państwowej Komisji Akredytacyjnej (www.pka.edu.pl)?
Marek Rocki, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej: Obowiązkowo, jeśli chce świadomie wybrać dobrze prowadzony kierunek studiów.
Komisja przyznaje oceny: wyróżniającą, pozytywną, warunkową i negatywną. Czy ocena pozytywna oznacza, że dany kierunek jest dobrze prowadzony, a warunkowa, że źle?
Pozytywna ocena oznacza, że kierunek przeszedł naszą weryfikację, można się na nim spodziewać dobrze zbudowanego programu, dobrych nauczycieli akademickich i dobrej infrastruktury, co zazwyczaj oznacza wysoką jakość nauczania. Otrzymuje ją kierunek, który spełnia m.in. wymagania kadrowe, programowe i organizacyjne. Ocena warunkowa jest zarezerwowana dla kierunków, na których są uchybienia, ale istnieje możliwość ich szybkiego usunięcia. Po roku sprawdzamy, czy już ich nie ma. Ocena negatywna może być wydana, jeżeli jednostka utworzyła kierunek studiów z naruszeniem przepisów prawa lub prowadzi kształcenie na poziomie niższym od niezbędnego minimum, np. nie ma odpowiedniej kadry oraz bazy dydaktycznej, prace dyplomowe nie są związane z kierunkiem studiów itd. Z kolei o przyznanie oceny wyróżniającej Komisja może wnioskować dopiero, gdy oceniła już większość kierunków tego samego rodzaju. Otrzymuje ją jednostka, która w pełni spełnia wszystkie kryteria szczegółowe.
Co ocenia PKA?
Głównie koncepcję nauczania i kompetencje wszystkich nauczycieli akademickich prowadzących zajęcia na danym kierunku, a także spełnienie warunków określonych w przepisach prawa. W szczególności oceniamy, czy doświadczenie i dorobek kadry są dopasowane do koncepcji nauczania, analizujemy minimum kadrowe – liczbę osób ze stopniami i tytułami naukowymi. Sprawdzamy też proporcje liczby nauczycieli do studentów, przestrzeganie standardów kształcenia, warunki nauczania, zasobność biblioteki, jak funkcjonuje wewnętrzny system zapewnienia jakości i jeszcze wiele innych, szczegółowo opisanych w naszych uchwałach kryteriów.
Czy odgórnie ustalone wymagania gwarantują dobrą jakość studiów?
Na jednej z wizytowanych uczelni obowiązkowe wychowanie fizyczne miało formę wykładu z historii polskiego olimpizmu. Czy to błąd? W świetle przepisów nie, bo liczba godzin WF była odpowiednia. Inna uczelnia zatrudniała szefów biur rachunkowych. Niestety, nie mieli doktoratów, i chociaż byli świetnymi fachowcami, uczelnia otrzymała ocenę negatywną, bo nie zatrudniała odpowiedniej liczby doktorów i doktorów habilitowanych. Uogólniając, dobrą jakość studiów gwarantuje spójna koncepcja kształcenia, dopasowana do niej i aktywna naukowo kadra akademicka, nowoczesne metody nauczania, odpowiednie warunki materialne. A spełnienie warunków określonych prawem to tylko minimum.
Od 1 października zacznie obowiązywać nowelizacja ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym. Uczelnie będą mogły tworzyć własne kierunki studiów i wydawać własne dyplomy. Czy likwidacja standardów nie obniży jakości kształcenia?
Obecnie o tym, jakie kierunki studiów może prowadzić uczelnia, decyduje minister, ustalając ich listę. Teraz jest ich 118. Do każdego minister nauki w standardach kształcenia określa, czego i w jakim czasie student powinien się nauczyć. Teoretycznie zatem absolwent, np. prawa, niezależnie od tego, jaką uczelnię skończył, powinien mieć taką samą wiedzę i umiejętności. Dobrze wiemy jednak, że tak nie jest. Co prawda szkoły mogą tworzyć kierunki unikatowe, spoza listy, ale procedura jest dość skomplikowana. Od nowego roku akademickiego uczelnie zyskają prawo do formułowania własnej, autorskiej oferty kształcenia. Będą mogły dopasować ją do potrzeb rynku pracy. Jednocześnie będą wydawać dyplomy sygnowane własnym godłem, to na nie spadnie zatem odpowiedzialność za jakość tej oferty. To oznacza urzeczywistnienie autonomii programowej i uruchomienie faktycznej konkurencji między uczelniami, co znacząco poprawi jakość kształcenia. Nikt już nie będzie się mógł chować za prestiżem państwowego dyplomu.
Już teraz kandydatowi na studia trudno ocenić jakość studiów na danej uczelni, mimo że jest tylko 118 kierunków. Kiedy pojawi się ich więcej, będzie jeszcze trudniej. Czy uczelnie nie będą miały zbyt dużej autonomii?
Uczelnie, tworząc swoje programy, muszą uwzględnić efekty kształcenia zgodne z krajowymi ramami kwalifikacji (KRK). Ramy mają określać efekty kształcenia, czyli kwalifikacje, zasób wiedzy, umiejętności i kompetencje społeczne, jakie student powinien zdobyć podczas nauki. Nie będą mówić, czego uczyć, ale wskazywać, co absolwent powinien wiedzieć. Ponadto tak jak dotychczas Polska Komisja Akredytacyjna (nowelizacja zmienia nazwę z Państwowej na Polską) będzie dokonywała oceny kierunków. Nadal też uczelnie będą musiały spełniać minimum kadrowe, choć mniej rygorystyczne.
Przygotowany przez resort nauki projekt KRK jest bardzo ogólny. Różnice między studiami I i II stopnia są niewielkie. Uczelnie mogą mieć problemy z wypełnieniem tak szerokich ram.
Ramy mają to do siebie, że są puste, i to uczelnie muszą je wypełnić treścią. Powinny wskazać nie tylko cechy, jakimi mają się legitymować absolwenci danego kierunku, ale także zagwarantować odpowiednią kadrę i przygotować właściwą bazę dydaktyczną. PKA będzie sprawdzała wszystkie te elementy. Muszą tworzyć spójną całość. Na przykład, jeśli jakaś jednostka zechce kształcić pielęgniarki opiekujące się tylko dziećmi, to musi zakupić fantomy dzieci, a nie dorosłych. Ponadto nie będziemy tak jak dotychczas sprawdzać, ile godzin, np. matematyki, odbyli studenci, ale czy potrafią rozwiązywać konkretne typy zadań, jak były przeprowadzane egzaminy, jakie oceny wystawiano, czy były uzasadnione. Jeśli uczelnie nie będą szczegółowo wypełniać treścią ram konkretnych programów, dany kierunek otrzyma negatywną ocenę.
Sama ocena to jednak za mało, zwłaszcza że będzie znana dopiero gdy pojawią się pierwsi absolwenci nowego kierunku. Z punktu widzenia kandydatów ważniejsze są raporty z oceny. Te jednak nie będą obowiązkowo publikowane.
Już teraz na naszej stronie internetowej sukcesywnie zamieszczamy raporty z ocen i kandydaci mogą się z nimi zapoznać. Nie ma wszystkich, ponieważ musimy je odpowiednio przygotować, np. usunąć dane osobowe, a to zajmuje sporo czasu. Myślę, że w przyszłości, mimo braku ustawowego obowiązku, będą zamieszczane niedługo po dokonaniu oceny.
Nowelizacja wprowadza ocenę instytucjonalną. Mają jej podlegać wydziały prowadzące studia doktoranckie, na których pozytywnie oceniono już co najmniej połowę kierunków studiów. Dla studentów to chyba nie jest najlepsze rozwiązanie.
Obecna akredytacja – nazywana programową – to ocena jakości kształcenia na konkretnym kierunku i poziomie. Nowelizacja wprowadza możliwość oceny instytucjonalnej, czyli kształcenia oferowanego przez podstawową jednostkę organizacyjną uczelni, np. wydział. Może jej podlegać uczelnia, na której oceniono już większość prowadzonych kierunków. Jeśli otrzymały oceny pozytywne, to znaczy, że działa w nich dobrze zaprojektowany wewnętrzny system zapewniania jakości. Dlatego nie powinno się negować akredytacji instytucjonalnej, która daje przywileje i spokój pracy. Na świecie przede wszystkim ocenia się uczelnie, a nie programy, ponieważ kierunki studiów powinny ewoluować, np. być dopasowywane do potrzeb rynku pracy. Pozytywna ocena instytucjonalna da gwarancje, że uczelnia, tworząc nowe kierunki studiów, zrobi to dobrze. Znam kilka kiepskich uczelni, w których studenci negatywnie ocenionego kierunku kształcą się już na innym. Jeszcze przed oceną danego kierunku starały się o pozwolenie na otwarcie kolejnego i na niego przeniosły studentów z tego zamkniętego. Tak można funkcjonować w trybie ciągłym, ale oczywiście bez oceny instytucjonalnej. Ta uwiarygodni uczelnie dbające o jakość kształcenia.
Nawet na dobrych wydziałach są źle prowadzone kierunki.
To są wyjątki. W interesie społecznym leży dobry system oceniania jakości. PKA podczas oceny instytucjonalnej nie tylko sprawdzi, czy na uczelni jest taki system, ale przede wszystkim, czy istnieją mechanizmy jego doskonalenia.
Dlaczego uchwały PKA zawierające oceny nie są decyzjami administracyjnymi? Od nich zależy być albo nie być danego kierunku, a także dodatkowe wsparcie finansowe.
Na świecie oceny komisji akredytacyjnych nie są decyzjami administracyjnymi. Te bowiem podlegają rygorom prawa i wówczas PKA nie dokonywałaby oceny, ale kontroli.
Może zatem kryteria przyznania poszczególnych ocen powinny być określone w rozporządzeniu, a nie w statucie komisji.
Obecnie część uczelni wskazuje, że komisja uchwala szczegółowe kryteria i tryb dokonywania ocen bez ustawowego umocowania. Nowelizacja jednak mówi, że określa je statut komisji uchwalony na posiedzeniu plenarnym. Wydaje się więc, że takie rozwiązanie powinno rozwiać wszelkie wątpliwości.
Ile kierunków oceniła już PKA?
Nie można odpowiedzieć na tak postawione pytanie, bo niektóre kierunki na danej uczelni były już oceniane dwukrotnie. Generalnie większość polskich uczelni PKA już wielokrotnie wizytowała. W 2010 r. było ponad 600 wizytacji, z których 20 skończyło się oceną negatywną, a ponad 40 warunkową. A tylko kilka procent polskich studentów studiuje na kierunkach jeszcze nieocenionych.
Więcej ciekawych opinii i analiz znajdziesz w serwisie:
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA