fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Rafał Ziemkiewicz o kryzysie w Grecji

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Gwarancje finansowe udzielone przez Polskę Grecji nie powstrzymają jej bankructwa i nie mają wcale tego na celu. Chodzi tylko o zrekompensowanie strat bankom, głównie francuskim i niemieckim – pisze publicysta "Rzeczpospolitej"
W łączenie się przez Polskę do gwarancji dla bankrutującej Grecji wydaje się przesądzone. Zostało przesądzone już w chwili, gdy Donald Tusk zadeklarował nasze przystąpienie do niesprecyzowanego do dziś "euro plus". Tryb podjęcia tej decyzji, nigdy wcześniej w Polsce w żaden sposób niekonsultowanej ani niedyskutowanej, jest równie niejasny jak tryb wyboru osławionego "załącznika 13" w śledztwie smoleńskim czy odwołania szefa CBA i mam nadzieję, że także z tej decyzji będzie się musiał Donald Tusk kiedyś rzetelnie wytłumaczyć; w ostateczności przed Trybunałem Stanu.
W efekcie ani nie wchodzimy do strefy euro, ani nie pozostajemy poza nią. Zrezygnowaliśmy na nieokreślony czas z korzyści posiadania wspólnej waluty, ale zgadzamy się już teraz ponosić wyrzeczenia i rozmaite koncesje na rzecz głównych rozgrywających europejskiej gospodarki tak, jakbyśmy z dobrodziejstw euro korzystali.

Poklepią  nas po plecach

Wszystko to bez jakiejkolwiek, choćby nawet ogólnikowej obietnicy, co w zamian. Na mocy nieśmiertelnej polskiej politycznej głupoty, która każe wierzyć, że jeśli będziemy dla silniejszych partnerów w polityce zagranicznej uprzedzająco grzeczni (uprzedzająco w sensie dosłownym – to znaczy: będziemy spełniać ich życzenia, zanim złożą nam jakąkolwiek ofertę), to oni ze swej strony poczują się zobowiązani też coś kiedyś dla nas zrobić.
To infantylne wyobrażenie o polityce zaprowadziło nas już za bezdurno, jak się miało szybko okazać, do Iraku i wciągnęło w międzynarodowy skandal z tajnymi więzieniami CIA (by nie sięgać w historię głębiej). Wydawałoby się, że to doprawdy dosyć, by nasi politycy zaczęli myśleć i byśmy nie słyszeli więcej tych tonów opartej na niczym wiary, że "udział w unijnych mechanizmach solidarności daje nam prawo, by samemu wiele oczekiwać od budżetu europejskiego", jak zapewnia chcących mu wierzyć Janusz Lewandowski.
W istocie ochotnicze i niepoprzedzone żadnymi warunkami wstępnymi przystąpienie do owych "mechanizmów solidarności" nie daje nam niczego poza poklepaniem paru przedstawicieli rządzącej partii po plecach i zapewnieniem, że zachowali się bardzo comme il faut. Tworzy natomiast precedens, zmuszający nas do ratowania także Portugalii, Hiszpanii czy Włoch, jeśli sprawdzą się pesymistyczne przewidywania, że i one nieuchronnie pakują się w kłopoty.
Jeśli natomiast wpadnie w kłopoty finansowe Polska, każdy polityk zachodni powie, że to zupełnie inna sprawa, nie jesteśmy wszak w strefie wspólnej waluty i Europa nam nie udzielała żadnych gwarancji, przeciwnie, nie szczędziła nam od dawna zbawiennych rad i napomnień, byśmy cięli wydatki publiczne i zmniejszali zadłużenie, no, a skoro ich nie słuchaliśmy...
Propagandowa kanonada rządu, mająca po fakcie uzasadnić podjętą bez należytego namysłu złą decyzję, pełna jest fałszów i przeinaczeń, których wyliczenie wymagałoby długiego szkicu i które zostały już gdzie indziej wypunktowane. Ograniczę się do głównych: nie jest prawdą, jakoby gwarancja miała charakter czysto teoretyczny, bo na razie Grecja nie wstrzymała spłaty długów – wszyscy doskonale wiedzą, że wstrzyma.

Wizerunek szefa rządu

Nie idzie tu wcale o ratowanie Grecji, której ewentualnego bankructwa międzynarodowe gwarancje nie powstrzymają, ale o zrekompensowanie spowodowanych jej sytuacją strat bankom, głównie francuskim i niemieckim, które licząc na taką właśnie podkładaną im przez rządy poduszkę, inwestowały w ryzykowne obligacje, nie ubezpieczając nawet tego ryzyka.
Nie jest też prawdziwa suma 150 milionów euro. Dziś, aby uzyskać realnie 100 milionów, musimy sprzedać obligacje nominowane na nieco ponad 120, a sytuacja raczej się nie poprawi. Zakładając, że się nie pogorszy, co samo w sobie jest bardzo optymistyczne, i doliczając odsetki, mówimy o zobowiązaniu mniej więcej o jedną trzecią większym. Po co obciążamy nim nasz i tak już bardzo kruchy budżet? W imię "budowania wizerunku naszego kraju w Europie", jak twierdzi rząd, czy raczej w imię budowania w niej wizerunku jego szefa?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA