fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Mariusz Max Kolonko o Baracku Obamie

Mariusz Max Kolonko
arch. prywatne
Dlaczego laureat Pokojowej Nagrody Nobla w ciągu trzech lat zbombardował sześć niezależnych państw? I dlaczego Ameryka pod jego rządami, miast stabilizować świat, wprowadza w tym świecie chaos? – zastanawia się publicysta
Ameryka zamknie więzienie w Guantanamo" – obiecywał Barack Obama tłumom wiwatującym na jego cześć podczas swej pierwszej wizyty w Europie. Dwa lata później więzienie wciąż istnieje. „Zakończę wojnę w Iraku w 2009 roku" – przyrzekał Obama Amerykanom w przedwyborczej debacie. Jest rok 2011. Wojska do domu nie wróciły.
Ale tłumy lubią zgrabne jednozdaniówki i składają dłonie do oklasków, a właśnie poklask i aprobatę amerykański prezydent lubi najbardziej. Obama chce być lubiany. Chce być cool. Wrzucać piłkę do kosza z sześciu metrów bez pudła. Albo jak rok temu – bejsbolówka i rundka golfa. Co z tego, że w tym czasie Polska żegnała swego prezydenta? Co z tego, że w 2009 roku polscy politycy dowiadywali się, że Obama rezygnuje z tarczy rakietowej z ekranów telewizorów?
Ameryka traktowała nas nonszalancko od czasów Pułaskiego, który żalił się w listach do Kongresu w 1779 roku, że ten „paradował go przed sądem jak przestępcę", bo nie sumowały się rachunki za stworzenie pierwszej kawalerii tego kraju. Ale tej części historii Ameryki Obama nie zna, a Polacy nie pamiętają.

Fikołki Spidermana

Ale Obama potrafi być wrażliwy. Przez pierwsze cztery miesiące swojego urzędowania prezydent największej potęgi świata przepraszał dziesięć razy. W Strasburgu przepraszał Europę za „amerykańską arogancję", Francuzów – za Guantanamo, Turków – za torturowanie więźniów, muzułmanów – za amerykański kolonializm. Tych ostatnich przeprosił w pierwszym – po uzyskaniu prezydentury – telewizyjnym wywiadzie, którego nie udzielił rodzimej telewizji, lecz arabskiej stacji al Arabija.
Świat po raz pierwszy oglądał też nieprotokolarnie głębokie pokłony amerykańskiego prezydenta przed cesarzem Japonii i królem Arabii Saudyjskiej. Za to największemu sprzymierzeńcowi Stanów Zjednoczonych, Brytyjczykom, Obama zwrócił popiersie Churchilla, symbol transatlantyckiej solidarności Europy i Ameryki, wywołując dyplomatyczną konsternację. Za co? Za to, że Churchill w 1952 roku złamał rebelię Kenijczyków przeciwko brytyjskim rządom kolonialnym, wtrącając dziadka Obamy, Husseina Onyango Obamę, do więzienia? E, tam...
Przez trzy ostatnie lata amerykański prezydent, niczym Spiderman, odstawiał przed islamskim światem fikołki i... nic. Przeciwnie: ankiety Pew Research Forum pokazują dramatyczny spadek aprobaty muzułmanów dla Obamy. W Egipcie do 17 proc., Pakistanie aż do 8 proc. Obama przegrał wojnę o muzułmańskie serca.

Arabska wiosna

Zdefiniowanie światopoglądu Baracka Obamy jest problemem. Zdaje się w nim tkwić jakiś mały bzik, któremu amerykański prezydent ulega, w efekcie dając sprzeczne sygnały. Niektórzy nazywają ten bzik antykolonializmem: Ameryka musi paść na kolana przed światem za zbudowanie swej potęgi na wyzysku kolonialnym minionej epoki. Dlatego w polityce wewnętrznej Obama jest przeciw bogatym przedsiębiorcom, a wspiera masy łączące się w związki zawodowe. Dlatego w polityce zagranicznej cele ideologiczne biorą górę nad interesem politycznym. Gdy zaś te dwa wektory wchodzą w kolizję, prezydent mówi jedno, jego doradcy drugie, a Ameryka się miota.
Tak było na początku roku, kiedy świat oglądał zamieszki, które wybuchły w Egipcie. Stany Zjednoczone milczały, a ich prezydent trzymał, jak jego poprzednicy, z dyktatorem. Po dziewięciu dniach ciszy Obama oświadczył, że Hosni Mubarak musi odejść. Po protestach Arabii Saudyjskiej i Izraela Obama stwierdził, że Mubarak może jednak pozostać. Dopiero gdy armia egipska wywiozła dyktatora na lufach czołgów, Obama uznał przewrót za część „arabskiej wiosny". Choć jeszcze tego samego wieczoru, kiedy tłumy skandowały radośnie: „Allah jest wielki!", setka muzułmanów przez pół godziny gwałciła na placu Tahrir w Kairze reporterkę CBS Laurę Logan, krzycząc: „Żyd! Żyd!".
Politycznym rezultatem „egipskiej wiosny" jest nawiązanie stosunków dyplomatycznych tego kraju z Iranem i powstanie nazistowskiej partii Egiptu, o czym właśnie doniosła miejscowa prasa. Od czasu tej „wiosny" pierwszy raz od 30 lat okręty wojenne Iranu mogą przepływać przez Kanał Sueski, a Izrael notuje niepokojący przepływ broni i sympatyków Hamasu do strefy Gazy.
Jak George W. Bush w Afganistanie, tak Obama w Libii poderwał amerykańskie bombowce do ataku, wspierając rebeliantów. O ile wojna afgańska była z punktu widzenia interesów politycznych odpowiedzią na atak 11 września, o tyle operacja w Libii takich celów obronnych nie ma. „Snajperzy Kaddafiego zaatakowali cywilów szukających pomocy medycznej" – wtórowała decyzji prezydenta sekretarz stanu Hillary Clinton. I co z tego? Dlaczego świat arabski nie wyśle do Trypolisu swoich wojsk, by rozwiązać problemy na własnym podwórku?

Pytania bez odpowiedzi

Czy Obama 2011 stał się Bushem roku 2001? Czy Ameryka musi podrywać F-16 za każdym razem, kiedy reżimy tego świata popełniają zbrodnie? Dlaczego Ameryka wdaje się w konflikt zbrojny, nie będąc atakowana? Wszak Libia od czasów wysadzenia w powietrze samolotu nad Lockerbie przed 23 laty nie zaatakowała ani Europy, ani Ameryki. Czy nie obowiązuje już artykuł 5 konwencji NATO?
Dlaczego Obama wprowadził Amerykę w kolejną wojnę, nie pytając Kongresu o zdanie? Co jeśli Kaddafi utrzyma władzę? Co z milionami muzułmańskich uchodźców zalewających Europę? Dlaczego liberalne media z takim pietyzmem pokazują „dzielnych muzułmańskich rebeliantów", wiwatujących „Allah Akbar" za każdym razem, kiedy rakieta Tomahawk za milion dolarów wysupłanych z podatków farmerów z Ohio rozbija toyotę żołnierzy Kaddafiego? Dlaczego Obama, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, w ciągu trzech lat zbombardował sześć niezależnych państw? I dlaczego Ameryka pod jego rządami, miast stabilizować świat, wprowadza w tym świecie chaos?

Rosja – Ameryka 3:0

Jesienią 2009 roku zaniepokojenie Rosji instalacją elementów tarczy rakietowej USA w Polsce i Czechach sięgnęło zenitu. Rosja zagroziła sprzedażą do Iranu systemu antyrakietowego S-300. Pozwoliłby on Mahmudowi Ahmadineżadowi na obronę reaktorów nuklearnych w Natanz przed atakiem Izraela, który groził chirurgicznym atakiem na irańskie instalacje jak w Syrii w 2007 r. Obama się ugiął, zrezygnował z tarczy, poświęcając swego strategicznego partnera – Polskę.
Tymczasem Dmitrij Miedwiediew wycofał się z układu z Iranem na system S-300 dopiero rok później, w wyniku czerwcowej rezolucji ONZ. Polska ofiara była przedwczesna i niepotrzebna. Iran zaś, dwa miesiące po wypowiedzi Miedwiediewa, oświadczył, że posiada kopię systemu S-300. Zbudował go sam. Ameryka zero, Rosja jeden.
W 2010 roku Obama i Miedwiediew podpisują nowy pakt rozbrojeniowy START. Rosja zdołała umieścić w jego preambule klauzulę łączącą potencjały nuklearne obu krajów z budową tarczy rakietowej USA. Ameryka zero. Rosja dwa.
Rosja, widząc słabe przywództwo Ameryki, prze dalej. Na niedawnym szczycie G-8 we Francji Miedwiediew informuje Obamę, że Rosja chce równoprawnego uczestnictwa w systemie obronnym NATO, czyli dostępu do tzw. czerwonego przycisku. Innymi słowy, to rosyjscy generałowie w sztabie NATO będą decydować, czy Europa ma się bronić, czy nie. 39 kongresmenów pod przewodnictwem senatora Marka Kirka pisze do Obamy list, żądając pisemnych gwarancji, że Obama nie odda Rosji tajnych technologii Ameryki. „Rosja chce osiągnąć porozumieniami to, czego nie może osiągnąć szpiegostwem" – powiedział Kirk. Rosja trzy. Ameryka zero.
Świat islamski chce się dorwać do broni nuklearnej za wszelką cenę. Wystarczy posłuchać przemówień duchownych w meczetach w Syrii, Palestynie, Iranie czy Europie, by zrozumieć, że kiedy tak się stanie, fundamentaliści islamscy nie będą obwiązywać się wokół pasa semteksem i wbijać samoloty w symbole Zachodu. Będą wymazywać całe państwa z powierzchni ziemi.
Jedyny sojusznik Zachodu w rejonie powstrzymujący te zapędy godzące w jego egzystencję to Izrael. Ale tu znowu pojawia się antykolonialny bzik Obamy...

Utraceni sprzymierzeńcy

Palestyna ma prawo istnieć i Izrael ma prawo istnieć w granicach sprzed 1967 roku – powiedział prezydent USA przed wizytą do Europy. Nagle Ameryka trzyma z Palestyną. Co z tego, że terroryści z Hamasu są w palestyńskim rządzie. Wymieńcie się terytoriami, panowie...
Kiedy w Irlandii Obama pił kufel piwa z rodakami po prakądzieli, agencja IAEA drukowała wstrząsający raport o rozbudowie irańskiego programu nuklearnego o dodatkowe 8 800 wirówek. Premier Izraela Beniamin Netanjahu wystąpił przed Kongresem z dramatycznym apelem o pomoc mniej więcej w tym czasie, kiedy Obama grał z premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem w ping-ponga.
Ameryka nie jest już strażnikiem pokoju na świecie. Jej sprzymierzeńcy są osamotnieni i zdezorientowani. Przeciwnicy wykorzystują słabość jej lidera. Świat arabski przypomina rozkręconą karuzelę, z której powoli odpadają śruby. Barack Hussein Obama II wskoczył na jej kolorowego konika i w oklaskach tłumów i ukłonach przeprosin wypuścił cugle z ręki.
Autor jest dziennikarzem, byłym korespondentem TVP i TVN w USA, publicystą, prezenterem i producentem telewizyjnym. W Stanach Zjednoczonych mieszka od 1988 roku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA