fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Profesor na kilku etatach

Archiwum, Paweł Gałka
Bez profesjonalizacji uczelni reforma kształcenia prawników nie będzie możliwa – zwraca uwagę dr hab., prof. UJ, Katedra Prawa Cywilnego
Podczas jednego ze spotkań Christian von Bar, jeden z tych profesorów, którzy symbolizują idee zunifikowanego prawa prywatnego Europy, powiedział: większość profesorów jest skorumpowana. Wszyscy handlują wiedzą, pisząc opinie dla prywatnych klientów. To zdanie poruszyło mnie. Nierzadko pisałem opinie, nigdy wbrew sobie. Zawsze wyrażałem mój pogląd. Dla prof. von Bara nie był to żaden argument. Świetnie rozumiał, że warunki pracy polskiego profesora różnią się radykalnie od warunków profesora niemieckiego. Powiedział jednak, że być może w takiej sytuacji po prostu nie godzi się być profesorem.
Przywołuję tę rozmowę, bo dotyczy ona istoty stanu polskich wydziałów prawa. Nasi profesorowie nie tylko piszą opinie. Wykonują wiele zawodów prawniczych (adwokat, sędzia, notariusz) pozostając nadal profesorami. Pracują na kilku etatach. Czy stan ten jest naganny? Jak wpływa na naukę prawa, na jego kształt i w końcu na kształcenie prawników.
Kryzys uniwersytetu i wydziału prawa źle wpływa na poziom legislacji. Nie formują się ważne koncepcje i teorie niezbędne dla polepszania prawa
Do rzeczywiście rewolucyjnej zmiany doszło u nas jedynie w procesie kształcenia sędziów i prokuratorów. Stworzenie Krajowej Szkoły Sądownictwa stało się okazją do wdrożenia programu nauczania, który został skoncentrowany wokół metod prawniczego rozumowania i praktyki, a nie wokół konieczności opanowywania ogromnego materiału, którego aktualność trwa jedynie chwilę. Istnienie szkoły jest bardzo istotne z punktu widzenia wdrażania nowych metod nauczania.
Nie rozwiązuje jednak zasadniczego problemu. A jest nim głęboki kryzys polskiego uniwersytetu.
Na ogólne trudności nauki polskiej nakładają się specyfiki wydziałów prawa. Ich problemy jedynie po części są wynikiem ogólnych trudności polskiej struktury akademickiej. W dużej mierze są to problemy specyficzne, mające swoje źródło w specyficznej roli prawników, istniejących możliwościach kariery zawodowej itp.
Stan uniwersytetu wpłynął silnie na pogłębianie się kryzysu wydziałów prawa. Znaczenie tego kryzysu dla funkcjonowania państwa jest głębsze, niż tylko przez wywarcie negatywnego wpływu na proces edukacji prawniczej. Prowadzi on do istotnego zakłócenia procesu kształtowania i funkcjonowania prawa w Polsce. Oznacza także marginalizację Polski w europejskiej dyskusji nad kształtem prawa w Europie. Polska nie odgrywa tutaj roli stosownej do swojego potencjału. Mimo istniejących pewnych wyjątków od tej zasady jest to stan permanentny. Ostatnio w Europie toczy się np. dyskusja o tzw. instrumencie opcjonalnym i w ogóle o sposobie regulacji prawa prywatnego w Europie. W opublikowanym przez Komisję Europejską raporcie uderzająca jest znikoma ilość odpowiedzi na zieloną księgę Komisji w tej sprawie. W Polsce trudno znaleźć ślady dyskusji, która do czerwoności rozpala np. naukę niemiecką. W Polsce bowiem wydziały prawa przestają pełnić funkcję właściwą dla roli Uniwersytetu w kontynentalnej tradycji prawnej.
Jednym z najważniejszych kryteriów odróżniających kontynentalną tradycję prawa, na którą składa się także tradycja prawa polskiego, jest szczególna rola profesorów i uniwersytetu. To średniowieczni glosatorzy jak Ireneus czy postglosatorzy jak Bartolomeus di Saxoferato przez swoje pisane na marginesie źródeł prawa rzymskiego glosy postawili fundament dla metody prawniczej w Europie. Uniwersytet i wydział prawa, rozwijając doktrynę prawniczą, praktycznie wpływali na kształt i treść porządku prawnego. Wypełniali w ten sposób funkcję, która w systemach anglosaskich przypada po części sędziom. Niekiedy nawet, tak jak to się działo w niektórych krajach niemieckich do połowy XIX w., profesorowie przygotowywali dla sądu stanowisko pomagające w rozstrzygnięciu szczególnie skomplikowanej sprawy. Nie czynili tego jednak na zlecenie klienta, ale wyłącznie sądu. Ogromny wpływ uniwersytetu na ukształtowanie się prawa w Polsce dał się odczuć wyraźnie w okresie międzywojennym. Dzieło Komisji Kodyfikacyjnej, w którym wprawdzie uczestniczyli nie tylko profesorowie, ale także i praktycy, byłoby w tamtym czasie nie do zrealizowania, gdyby nie istniały wydolne i skoncentrowane na nauce struktury uniwersyteckie.
Paradoksalnie także w okresie komunizmu, przy uwzględnieniu wszelkich ograniczeń tamtego czasu, profesorowie uniwersytetów byli w stanie wywrzeć poważny wpływ na poszczególne dziedziny prawa. Tak np. kodeks cywilny z 1964 r. był niewątpliwym osiągnięciem legislacyjnym. Pozbawieni alternatyw prawnicy chętnie realizowali swoje ambicje zawodowe na uniwersytecie. Okres ten nie jest czasem dla polskiej nauki prawa straconym.
Po roku 1990 odzyskana wolność przyniosła także, jako efekt uboczny, załamanie struktury uniwersytetu. Profesorowie prawa nie poddali się procesowi pauperyzacji nauki, tylko odważnie zaczęli korzystać z szans nowej gospodarki. Powstawały wielkie firmy prawnicze, a rola uniwersytetu sprowadzała się w coraz większym stopniu jedynie do funkcji socjalnego, bezpiecznego zaplecza, chroniącego przed ryzykami niepowodzeń gospodarczych oraz dającego prestiż, ułatwiającego adwokackie kariery. W tym czasie w coraz mniejszym stopniu uniwersytet pełnił rolę miejsca, w którym dyskutowane są najpoważniejsze problemy prawnicze. Prawnicy zatrudnieni na uniwersytecie, w poszukiwaniu odpowiadających im potrzebom i oczekiwaniom zarobków, znaleźli się w przeróżnych sytuacjach konfliktu.
W idealnej konstrukcji tej odmiany kontynentalnej tradycji prawa, w której znalazła się Polska, profesorowie pełnili funkcję niezależnych sędziów nad prawem, którzy sugerowali nowe objaśnienia istniejących norm oraz konstruowali przesłanki dalszego rozwijania prawa przez sądy. Pełnienie tej funkcji wymaga niezależności. Stanowisko profesorskie w danej sprawie powinno być wynikiem samodzielnej, wolnej od konfliktów interesu myśli. W przeciwnym razie profesorowie przestają pełnić swoją rolę. Stają się rodzajem lobbystów i rzeczników cudzych interesów.
Nie tylko pomieszanie roli profesora i adwokata rodzi tego rodzaju niebezpieczeństwa. Także pozycja sędziego i profesora nie jest wolna od wątpliwości nieco innego rodzaju. Przyjmuje się niekiedy, że sędzia powinien się wypowiadać jedynie za pomocą orzeczenia sądowego i jego uzasadnienia. Sędziowie – naukowcy stają się niewolnikami swoich poglądów. Nie mają pełnej swobody w rozstrzygnięciu danego problemu. Jest to oczywiście konflikt z istoty mniej jaskrawy niż w przypadku adwokatów. Niewątpliwie zasiadanie czynnych profesorów w najwyższych sądach sprzyja podnoszeniu poziomu orzecznictwa.
Kryzys uniwersytetu i wydziału prawa źle wpływa na poziom legislacji. Niedomaga niezwykle ważna kontrola ze strony nauki nad wynikami procesu legislacyjnego, a poza tym nie formują się ważne koncepcje i teorie, niezbędne dla polepszania prawa.
Jakakolwiek reforma systemu kształcenia prawników na Uniwersytecie wymaga istnienia grupy profesorów skoncentrowanych niemal wyłącznie na procesie kształcenia i nauki. Jest niemal nie do pogodzenia prowadzenie pełnej praktyki prawniczej oraz zaangażowanej pracy uniwersyteckiej. Są oczywiście wyjątki od tej reguły. Istnieją wybitni praktycy, prowadzący rzetelne badania naukowe i prowadzący udaną dydaktykę. Jednak takie połączenie udaje się jedynie wyjątkowo. W zwykłym wypadku zwyczajnie nie wystarcza czasu. Oznacza to niemożność wprowadzenia odpowiednich dydaktycznych innowacji. Dochodzi bardzo często do nadużycia wolności akademickiej. Nienormowany czas pracy, który powinien być poświęcony na naukę i na przygotowanie innowacyjnej dydaktyki, jest zużywany w innych celach.
Na dodatek niektóre polskie wydziały prawa rosną w nieprawdopodobnym tempie. Na moim macierzystym Wydziale Prawa w Krakowie jest obecnie 97 osób po habilitacji. Podobny wielkością Wydział Prawa Uniwersytetu w Münster ma nie więcej niż 25 profesorów. Istnieją w Polsce wydziały, które nie mogą obsadzić podstawowych katedr. Dla większości profesorów Uniwersytet jest jednak tylko dodatkowym zajęciem. Młoda osoba po habilitacji nie szuka w Polsce wolnej katedry. Zostaje na miejscu, niezależnie od potrzeb. To powoduje wadliwą alokację środków.
Wprowadzana reforma szkolnictwa skoncentrowana jest wokół nowego modelu uzyskiwania stopni naukowych i tytułu profesora. Nie zmienia jednak podstawowej kwestii, jaką jest obsadzanie katedr. Tutaj model niemiecki mógłby być ważnym źródłem inspiracji. Na polskich uczelniach należałoby z góry określić ilość poszczególnych katedr. Ta kwestia nie powinna być w gestii uczelni, jeżeli katedra ta finansowana ma być ze środków publicznych. Katedry nie powinny oznaczać instytutów z wieloma profesorami. W katedrze powinien być jeden profesor i jego asystenci. Profesorowie ci powinni być powoływani w drodze konkursów publicznych, w wyniku których przedstawiano by Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej trzech kandydatów. Tam ostatecznie zapadałby wybór. Profesor powinien być tak wynagradzany, aby mógł wyłącznie poświęcić się uniwersytetowi. Powinien móc wykładać pewną paletę przedmiotów, a nie tylko wąskie dziedziny (np. prawo cywilne, zarówno materialne jak procesowe). Taki profesor nie mógłby prowadzić praktyki. Przy jego powoływaniu jednak doświadczenie praktyczne miałoby znaczenie. Powinien obowiązywać zakaz powoływania własnych pracowników. Powołany profesor musiałby co najmniej pewien okres pozostać na nowej uczelni. Dopiero potem mógłby startować w dalszych konkursach. Podniesienie wynagrodzenia lub zwiększenie liczby asystentów byłoby możliwe jedynie w przypadku otrzymania powołania z innej uczelni – wtedy można by było przystąpić do negocjacji. Na wydziale wielkości Wydziału Prawa UJ powinno być najwyżej 20 takich profesorów.
Praktycy powinni mieć możliwość wykładania na Uniwersytecie, nie jako jego pracownicy, ale osoby stowarzyszone, wyróżniane po pewnym czasie tytułem honorowego profesora.
Dopiero powstanie takiej profesjonalnej kadry może zapewnić efektywną reformę procesów nauczania. Wprowadzanie nowoczesnych metod kształcenia, wymagających bardzo wiele czasu, wymaga w pełni profesjonalnej, skoncentrowanej na kształceniu kadry. Inaczej nie da się z powodów ograniczeń czasowych prowadzić badań naukowych, zarządzać grantami i wprowadzać innowacyjne metody nauczania.
W obecnej reformie szkolnictwa wyższego brak jest mechanizmów, które w przypadku wydziałów prawa spowodują rzeczywisty powrót na uczelnie. Zatrzymanie w nauce najlepszych prawników wymaga stworzenia bardzo atrakcyjnych warunków, połączonych z odpowiednimi wymaganiami. Nie jest możliwe wprowadzenie reformy bez uwzględnienia faktu, że prawnicy mają możliwości niezwykle atrakcyjnej kariery pozauczelnianej. Środki właściwe, być może w innych dyscyplinach, tu nie zadziałają.
Bez profesjonalizacji uczelni reforma kształcenia prawników nie będzie możliwa. Dopiero po przejściu tego progu może nastąpić kolejny etap. Potrzebna będzie wtedy jednolita wizja kształcenia prawników na etapie akademickim i postakademickim. Konieczna będzie odpowiednia koordynacja między korporacjami zawodowymi, Ministerstwem Sprawiedliwości, Ministerstwem Nauki, tak aby wspólnie zbudować konsekwentny i spójny model prawniczego kształcenia. Ale podjęcie takiej reformy nie będzie możliwe bez tego pierwszego progu. Wydziały prawa nie mogą jednoczyć hobbystów, lubiących oprócz wykonywania praktyki zajmowanie się nauką i dydaktyką. Takie osoby są bardzo potrzebne, ale mogą one stanowić jedynie uzupełnienie trzonu zespołu osób, dla których bycie nauczycielem prawa i uczonym jest jedynym zawodem. To jest warunek sine qua non wszelkiej dalszej reformy.
Więcej opinii i analiz w serwisie:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA