Nie widziałem, nie znałem, nie pamiętam

Fotorzepa
Osiemnaście lat czekał Zbigniew Mentzel, by przeprowadzić dłuższą rozmowę z Leszkiem Kołakowskim. Gdy sławny filozof wyraził zgodę, radość jego interlokutora była tak wielka, że o nic już nie dbał
Mentzel pozwolił swemu rozmówcy mówić, co mu ślina na język przyniosła, kłopotliwych pytań nie zadawał, z niczym nie polemizował, niczego nie korygował, za to nie szczędził duserów („Leszku, ty wciąż czujesz się młodo, mam takie wrażenie”).W efekcie powstała książka minoderyjna, pełna uników, miejscami drażniąca. I, na nieszczęście, jest to dopiero pierwszy tom tego wywiadu-rzeki, na razie doprowadzonego do 1968 roku.A przecież mogłaby to być książka wyjątkowa. Kołakowski przez lata chronił swoją prywatność, nie udzielał wywiadów, ciekawym jego życia i twórczości musiało wystarczyć to, co sam o sobie w swoich książkach napomknął. A że nie wystarczało, tym większe więc są nadzieje, z jakimi czytelnik otwiera książkę Mentzla i tym większe jest rozczarowanie po jej zamknięciu.Już na wstępie Leszek Kołakowski zastrzega, że nie będzie mówił o swoich rodzicach, a to dlatego, że jest „bardzo przywiązany do bliskich Zmarłych” (...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL