fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Politechnika Wrocławska: wojna naukowców i utracony grant

Politechnika Wrocławska musiała oddać Ministerstwu Nauki pieniądze na projekt
Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Izabela Kacprzak
Jerzy Haszczyński
Politechnika Wrocławska dostała prawie 3-milionowy grant na badania. Po dwóch latach w atmosferze skandalu musiała go oddać
– Oszukano mnie i okradziono – mówi prof. Marian Mazurkiewicz, autor projektu, który otrzymał ministerialny grant.
– To my zapobiegliśmy kradzieży wyników przez tego człowieka i wdrożeniu projektu w prywatnej firmie – ripostuje Edward Chlebus, profesor Politechniki Wrocławskiej kierujący badaniami.

Profesor kontra profesor

Prof. Marian Mazurkiewicz, autor ponad 120 publikacji naukowych, 50 patentów, emerytowany profesor Uniwersytetu Missouri-Rolla w USA, specjalista inżynier ds. technologii wysokoenergetycznych strumieni cieczy, czuje się dotknięty sposobem potraktowania go na dolnośląskiej uczelni. Pisze do „Rz" o „obrzydliwym oszustwie wśród elity profesorskiej Politechniki Wrocławskiej". „Uważam, że świat nauki nie tylko w Polsce, ale i na świecie, powinien poznać tę historię" – podkreśla.
– Byłem przygotowany na taki finał sprawy – odpowiada prof. Edward Chlebus, dziekan i dyrektor Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji Politechniki Wrocławskiej. Jest autorem 235 publikacji naukowych, recenzentem naukowym zagranicznych czasopism i kilkunastu projektów badawczych, zasiada w zarządach licznych stowarzyszeń naukowych i gremiach eksperckich Komisji Europejskiej. Odebrał z rąk premiera nagrodę za wybitne krajowe osiągnięcia naukowo-techniczne w 2009 r.
To jego zespół realizował badania i to głównie jego oskarża prof. Mazurkiewicz. – To Politechnika Wrocławska o mało co nie została okradziona przez niego z wyników badań, na które budżet państwa wyłożył ogromne pieniądze – twierdzi prof. Chlebus. – Wpuściliśmy wilka między owce.

Wyjątkowa czy tylko interesująca

Prof. Mazurkiewicz od 50 lat pasjonuje się technologią rozdrabniania cząstek materiałów metalicznych i mineralnych do wielkości mikro- i nanometrycznej (jako jeden z dwóch pierwszych naukowców na świecie). Zajmował się tym prawie całe swoje naukowe życie, także w Stanach Zjednoczonych, dokąd wyjechał w 1981 r.
– Współcześnie postęp niemal w każdej gałęzi przemysłu jest uzależniony od możliwości produkowania nanocząsteczek w urządzeniach o dużej wydajności – tłumaczy Mazurkiewicz.
Efektem tej technologii ma być bardziej ekologiczne spalanie węgla. Po powrocie do Polski, już na emeryturze, postanowił – jak podkreśla – przekazać tę unikatową technologię XXI w. swojej macierzystej uczelni Politechnice Wrocławskiej.
Prof. Chlebus o technologii mówi wprost: gruba przesada. – To jedna z wielu metod rozdrabniania mikrocząsteczek, a nie jedyna, jak twierdzi Mazurkiewicz. Ale interesująca – przyznaje.
Na początku wszystko idzie świetnie. W listopadzie 2007 r. autorski projekt prof. Mazurkiewicza uzyskał w konkursie grant Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – 2 mln 821 tys. zł.
– Propozycja, którą przedłożyłem, była kolejną udoskonaloną wersją moich amerykańskich rozwiązań – mówi prof. Mazurkiewicz
– Które przez ponad 20 lat nie doczekały się tam wdrożenia – ironizuje prof. Chlebus i przypomina, że projekt uzyskał ministerialne dofinansowanie tylko dzięki temu, że tym razem stał za nim autorytet Politechniki Wrocławskiej. – Jego wcześniejsze wnioski odrzucano, choć Mazurkiewicz forsował go za pośrednictwem innych uczelni – wspomina.

Kto był nielojalny

Prof. Mazurkiewicz zostaje kierownikiem projektu, a nadzór i kontrolę nad nim ma rektor Politechniki Wrocławskiej. Do projektu wchodzi też prof. Chlebus ze swoim zespołem, który ma opracować metody i urządzenia do rozdrabniania cząstek. Ministerstwo Nauki przekazuje politechnice pierwszą transzę: 1 mln 950 tys. zł.
Tego samego dnia prof. Chlebus składa do rektora Politechniki Wrocławskiej wniosek o otwarcie zlecenia wewnętrznego. To formalność, która pozwala prowadzić badania. Tyle tylko, że we wniosku prof. Chlebus zostaje – na mocy specjalnego pełnomocnictwa rektora, o które osobiście występuje – zastępcą kierownika projektu.
Według prof. Chlebusa inicjatywa wyszła od rektora PWr, a argumentem był wiek Mazurkiewicza. – Zakres czasowy związany z przeprowadzeniem i rozliczeniem projektu to w sumie osiem lat – zauważa Chlebus. – A prof. Mazurkiewicz był już po siedemdziesiątce.
Prof. Mazurkiewicz dowie się o tym kilka miesięcy później. – Cała reszta wygenerowanych później nieprawidłowości, patologii i naruszeń prawa jest już następstwem tej sytuacji z kradzieżą mojego projektu – twierdzi Mazurkiewicz.
Pierwszy zgrzyt pomiędzy naukowcami nastąpił – według prof. Chlebusa –  gdy Mazurkiewicz zaproponował, że podróże do USA będzie ujmował jako koszt badań. Na to nie zgodził się Chlebus. – Nie rozliczono by nam tego i jest to nieetyczne – wyjaśnia.
Prof. Chlebus twierdzi też, że nieufność w stosunku do prof. Mazurkiewicza wzrosła, kiedy wyszło na jaw, że choć formalnie jest pracownikiem Politechniki Wrocławskiej, rejestruje amerykański patent w Polsce nie poprzez uczelnię, lecz prywatną firmę. – Formalnie miał prawo, ale pod względem etycznym to ewidentna nielojalność w stosunku do nas, czyli politechniki – uważa prof. Chlebus. I wytyka: – Później się okazało, że prowadził też konkurencyjny projekt na rzecz innej firmy. Ponadto nie zgłosił Politechnice Wrocławskiej, że pracuje w innym miejscu (a ma taki obowiązek pod rygorem dyscyplinarnego zwolnienia – red.) i jest zaangażowany w podobny projekt, jak ten finansowany ze środków publicznych.
Prof. Mazurkiewicz twierdzi, że te badania, zakończone przed podjęciem pracy na politechnice, dotyczyły zupełnie czego innego. – Przez sześć miesięcy byłem konsultantem spółki w zakresie budowy urządzenia do produkcji paliwa węgiel-woda – tłumaczy. – W tym czasie zostały zgłoszone do Urzędu Patentowego dwa patenty: „Urządzenie do homogenizacji" i „Linia technologiczna do produkcji ciekłego paliwa". Działo się to w czasie, kiedy starania Politechniki Wrocławskiej o grant były w toku i wynik tych starań był nieznany.

Blokada informacyjna

Kilka tygodni po podpisaniu umowy o grant prof. Mazurkiewicz – autor i kierownik projektu – stopniowo traci na niego wpływ. Wszystkie decyzje, w tym finansowe, podejmuje prof. Chlebus. Wyrabia sobie nawet pieczątkę o treści „Kierownik Projektu prof. dr hab. inż. Edward Chlebus". Stempluje nią wszystkie dokumenty.
Prof. Chlebus twierdzi, że taką decyzję podjął ówczesny rektor politechniki. – Uznał, że skoro prof. Mazurkiewicz chce jeździć na dwa tygodnie w miesiącu do Stanów, to projekt nie może być co rusz zawieszany w oczekiwaniu na akceptację dokumentów. Poza tym finansowo odpowiada za to dyrektor instytutu, w którym jest realizowany, czyli ja – dodaje Chlebus.
Mazurkiewicz mówi dziś, że „to oszustwo" odkrył po dwóch latach. – Ukradziono mi mój projekt, a mnie ubezwłasnowolniono – zarzuca.
Latając między Wrocławiem a USA, bezskutecznie próbował się dowiedzieć, w jakim stadium są badania. W listopadzie 2008 r. dostał e-maila od adiunkta pracującego przy projekcie: „otrzymaliśmy służbowe polecenie prof. Chlebusa nieudzielania informacji na temat projektu".
Prof. Chlebus potwierdza, że nakazał pracownikom blokadę informacyjną. Ale przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdzi, że gdy wybierano dostawcę urządzeń – poleconego przez Mazurkiewicza – ten wygadał się, że podobne instalował już w Bydgoszczy.
– Zainteresowałem się, czy przypadkiem nie jest tam realizowany podobny projekt – opowiada Chlebus. – Okazało się, że tak, a zaangażowany weń jest prof. Mazurkiewicz. Gdy zapytałem go o to wprost, wykręcił się od odpowiedzi. Wszystko wskazywało, że chciał zrobić badania na rzecz prywatnej firmy kosztem badaczy politechniki za ministerialne pieniądze.
Mazurkiewicz: – Prof. Chlebus wyciągnął ten argument półtora roku później na potrzeby kontroli ministerstwa.
Jako autor projektu zażądał od rektora politechniki kontroli wewnętrznej. – Protokół udostępniono mi po dziewięciu miesiącach od zakończenia – wytyka Mazurkiewicz.
W tym samym czasie uczelnia prosi ministerstwo o zgodę na zmianę kierownika projektu na prof. Chlebusa. Resort odmawia i na prośbę prof. Mazurkiewicza przeprowadza kontrolę.
Nie rozstrzyga, z czyjej winy doszło do nieprawidłowości. Koncentruje się na formalnych aspektach: nieprawidłowy sposób zmiany kierownika projektu, brak jego podpisów pod
sprawozdaniami finansowymi. Resort nakazuje wstrzymać realizację projektu i żąda zwrotu całości przekazanych do tej pory pieniędzy. Nie zgadza się też, by przenieść projekt Mazurkiewicza do innej jednostki.

Grant wraca do ministerstwa

Politechnika Wrocławska zwraca grant. W dwóch transzach: w grudniu 2009 r. 1 310 485 zł (pieniądze, których nie zdążyła wydać), a w marcu 2010 r. resztę – 645 945 zł. Zdaniem Bartosza Loby, rzecznika resortu nauki, to uczelnia jako beneficjent grantu odpowiada za realizację umowy.
Prof. Mazurkiewicz składa zawiadomienie do prokuratury. Ta sprawę umarza, stwierdzając, że nie było przestępstwa, skoro uczelnia zwróciła pieniądze. Przegrywa też sprawę sądową o kradzież patentu.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr, przyznaje, że koszty projektu uczelnia „pokryła z własnych przychodów, do czego ma prawo". – Aparatura kupiona w ramach projektu została na uczelni i jest wykorzystywana w innych pracach badawczych i w dydaktyce – zapewnia.
Czy jednak nie szkoda ważnych badań? – Był to jeden z kilkudziesięciu projektów realizowanych na politechnice. Bez jednego projektu też sobie dobrze radzimy – bagatelizuje prof. Chlebus. Zarzuty o kradzież projektu uważa za śmieszne: – Przecież Mazurkiewicz przegrał w sądzie wszystkie rozprawy. W trakcie badań możemy weryfikować każdy patent, co innego jego komercjalizacja bez licencji. Ale do tego na szczęście nie doszło. Nie wiadomo, czy nie wynikłaby z tego jeszcze większa awantura.
Prof. Mazurkiewicz jest rozżalony: – Wróciłem do mojej Alma Mater i przywiozłem bagaż doświadczeń zdobytych w czasie 25 lat pracy w USA, ażeby dać jej szanse wyrównania dystansu do czołowych ośrodków naukowych na świecie w dyscyplinie najbardziej ważkiej, jaką jest nanotechnologia.
Jego technologią są zainteresowani naukowcy z Koreańskiego Instytutu Energii Atomowej i Instytutu Energetyki. – Jest szansa, by badania kontynuować – zapewnia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA