Warszawa

Czerwona rewolucja w Zielonce

Rzeczpospolita
Radzieckie hasła chwalące bolszewizm ponad pół wieku przetrwały na ścianach budynku w Zielonce. Czy teraz powinny zniknąć?
Hasła wymalowane białą farbą na czerwonej cegle można zobaczyć na budynku przy ul. Armii Ludowej 4a w Zielonce. W latach 1944 – 1945 był tu sztab wojsk sowieckich. Napisy w języku rosyjskim: „Niech żyje 27. rocznica wielkiej rewolucji październikowej” i „Żołnierze wielkiego radzieckiego mocarstwa! Naprzód, na zachód...” mocno przyblakły, ale wciąż są widoczne.
Zdjęcia domu umieścił na blogu Aleksiej Pamiatnych, pracownik Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN w Warszawie. – Napisy zauważyłem podczas rowerowej przejażdżki. To unikat na europejską skalę! – uważa rosyjski naukowiec i przypomina, że podobne hasła zostawione przez radzieckich żołnierzy w berlińskim Reichstagu poddane zostały renowacji. Tymczasem ślady po Rosjanach stacjonujących w Zielonce mają zniknąć. – W przyszłym roku chcemy remontować budynek, ale napisy wcale nam nie przeszkadzają – zapewniają mieszkańcy domu, którym zarządza wspólnota. Podobne napisy były w domu przy ul. Okrzei, w którym pod koniec wojny mieścił się radziecki szpital. Już nie ma – budynek został dwa lata temu odnowiony i otynkowany.– Te muszą zostać zachowane. Nawet kosztem konserwacji droższej od remontu – przekonuje Pamiatnych.
– Historia jest jedna, nie zła i dobra, po prostu taka, jaka jest. Wymazywać ją i zakłamywać – to jest orwellowskie działanie. Według historyka prof. Wojciecha Roszkowskiego należy poważnie rozważyć zachowanie haseł. – Stanowią historyczny dowód. Świadczą o tym, że sowieckie wojska w listopadzie 1944 r., kiedy powstały napisy, biernie czekały i patrzyły, jak Warszawa kapituluje – mówi „Rz” prof. Roszkowski. – Skoro nie skuto i nie zdemolowano napisów w 1989 r., to powinny już teraz chyba zostać. Odkrycie podzieliło lokalnych polityków. Radny Marek Makuch (PiS) uważa, że napisy nie przedstawiają żadnej wartości: – Nie widzę powodów do upamiętniania sowieckiego okupanta. Dla Jacka Pużuka, szefa SLD na Mazowszu, te hasła są już zabytkiem i powinny być chronione. – Samorząd powinien o nie zadbać – mówi Pużuk. Salomonowe rozwiązanie zaproponował wojewódzki konserwator zabytków Barbara Jezierska. – Można napisy uratować, demontując fragment ściany i przenosząc cegły np. do muzeum komunizmu, ale byłaby to operacja szalenie kosztowna. Może wystarczy wykonanie dokumentacji fotograficznej i umieszczenie pamiątkowej tablicy? Pomysł spodobał się prof. Roszkowskiemu. Urzędnicy w Zielonce nie palą się jednak do działania. – Nawet nie wiedziałem o tych hasłach – przyznał Andrzej Seń z urzędu miasta w Zielonce. – Nie będziemy przeszkadzać wspólnocie w remoncie. Moim zdaniem na takie napisy nie ma u nas miejsca. Dyskusja na temat teksu na blog.rp.pl/warszawa
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL