Kraj

Za cztery lata wrócimy do władzy

Nie będziemy szkodzić rządowi – mówi wiceprezes PiS
Rz: Wyciągniecie wnioski wobec odpowiedzialnych za porażkę?
Adam Lipiński: Podsumujemy wyniki i jeśli uznamy, że przegraliśmy, to oczywiście będziemy chcieli wyciągnąć wnioski, z jakiego powodu tak się stało. Poczekamy jednak na ostateczne wyniki. Zwycięstwem byłyby samodzielne rządy PiS albo w koalicji z PSL. Ale za sukces można też uznać powiększenie naszego elektoratu. Uzyskanie – przy tak dużej frekwencji – ponad 30 procent oznacza, że jesteśmy trwałym elementem sceny politycznej. Parę dni temu premier mówił o samodzielnych rządach PiS. Kto jest odpowiedzialny za porażkę?
Podjęliśmy decyzję o przyspieszonych wyborach, ponieważ powstał ostry kryzys polityczny. Straciliśmy większość w Sejmie po usunięciu z rządu Leppera, ale musieliśmy to zrobić. Gdybyśmy wtedy takiej decyzji nie podjęli, to dziś PiS miałby 15 procent poparcia, a nie 30. Ale jeszcze tydzień temu sondaże dawały wam szanse na zachowanie władzy. Co się wydarzyło? Wiele. Były debaty, których rola nie była doceniana. Po 1989 r. nigdy nie traktowaliśmy ich jako przekazu, który może mieć istotny wpływ na ostateczny wynik. Była też korupcyjna sprawa posłanki Beaty Sawickiej, która zorganizowała histeryczną konferencję prasową. Były też sprawy drobniejsze, jak np. deklaracja Kazimierza Marcinkiewicza o poparciu dla PO. Co dla was oznaczają cztery lata w opozycji? Jeśli będziemy formacją opozycji centroprawicowej, to mamy duże szanse za cztery lata wygrać wybory. To my będziemy depozytariuszem błędów rządu PO, czyli ich klęski. Nam jest łatwo funkcjonować w opozycji. Nie będziemy jednak przeszkadzać w rządach. Przy pewnych projektach będziecie wspierać rząd Donalda Tuska? Jeśli będą jakieś pozytywne projekty, to nie wyobrażam sobie, żebyśmy je bojkotowali. Jakie? W polityce zagranicznej nie powinniśmy podważać pozycji polskiego rządu tylko dlatego, że oparty jest na PO. Niestety, tak się ostatnio działo wobec rządu Jarosława Kaczyńskiego. Kilka dni przed wyborami politycy PO deklarowali chęć wycofania wojsk polskich z Iraku. Robienie tego w ostatnim tygodniu kampanii wyborczej jest niebezpieczne. Czy PiS będzie składało protesty do PKW w związku z tym, że w niektórych komisjach zabrakło kart do głosowania i powstało zamieszanie w wyborach? To przykre, bo miliony Polaków długo oczekiwały na wynik wyborów, ale nie jest to wydarzenie tak istotne dla polskiej demokracji, żeby z tego powodu podważać wynik wyborczy czy robić awanturę. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. To ewidentna wpadka PKW, ale nie rzutuje na to, co się wydarzyło: zakończyły się demokratycznie przeprowadzone wybory i jedni je wygrali, a drudzy przegrali.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL