fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Opinia głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Polska statystyka przechodzi trudny okres. Źle, że przypada on na czas zawirowań na rynkach finansowych
Ze znacznym opóźnieniem poznaliśmy szacunkowe dane o wykonaniu budżetu w ubiegłym roku. Wciąż czekamy na znacznie bardziej interesujący inwestorów wynik całego sektora finansów publicznych. I tu natykamy się na bardzo ciekawą sprawę.
Jedynymi dostępnymi oficjalnymi danymi na ten temat są informacje z Biuletynu Statystycznego GUS, a konkretnie z Tablicy 24 „Źródła i sposób wydatkowania środków pieniężnych przez jednostki szczebla centralnego sektora instytucji rządowych i samorządowych według metodologii Międzynarodowego Funduszu Walutowego" (Finanse Państwa, str. 85). Dane te, w ujęciu kasowym, obejmują już cały ostatni kwartał 2010 r., a nawet styczeń 2011 r. (nie są one jednak w pełni kompatybilne z danymi dla Eurostatu). I to właśnie w grudniu działy się tu rzeczy naprawdę zastanawiające.

Dramatyczna poprawka

W pierwszym zeszycie Biuletynu, opublikowanym pod koniec lutego, po stronie wpływów pieniężnych w kategorii dotacje znaleźć można było kwotę 1247 mln zł. To wielokrotnie więcej od wpływów z poprzednich miesięcy ostatniego kwartału, kiedy wyniosły one odpowiednio 358 i
393 mln zł. Wpływy są przy tym blisko sześciokrotnie wyższe niż w grudniu 2009 r. W połowie roku, w czerwcu, wpływy też co prawda ostro skaczą (do 1136 mln z 417 mln w kwietniu i 361 w maju), ale po stronie płatności widzimy ustabilizowany poziom wydatków (w przedziale 8302 – 10678 mln). Trudno tu więc mówić o jakiejś sezonowości czy powtarzającym się wzorcu rozkładu dochodów – wydatków w trakcie roku. W grudniu 2010 r. mamy jakąś wymagającą wyjaśnień anomalię.
Ale jeszcze dziwniejsze rzeczy dzieją się ze statystykami po stronie płatności. Otóż w pierwszym zeszycie Biuletynu mieliśmy jeszcze sytuację o 180 stopni odwrotną niż po stronie dochodów. Płatności kasowe były akurat ponad trzykrotnie mniejsze (3109 mln zł) niż w grudniu 2010 (11871 mln zł) i dramatycznie (dwu-, trzykrotnie) mniejsze niż w dwóch poprzednich miesiącach kwartału (odpowiednio: 7500 mln zł i 10 898 mln zł).
I oto nagle, w drugim zeszycie Biuletynu, datowanym na 23 marca, mamy przy grudniowych płatnościach dramatyczną poprawkę (reszta niewielkich poprawek jest bez znaczenia); GUS poprawił wspomniane 3109 mln zł na 13 409 mln zł, czyli mamy ponad 10 mld zł więcej płatności kasowych! Takiej poprawki do tej pory w tych tablicach nigdy nie widziałem. Zmiany wstępnych wyników są w statystyce czymś normalnym. Ale żeby sięgały 0,8 proc. PKB w jednym miesiącu, to już chyba przesada.

Podejrzenia nie znikają

O ile po publikacji w pierwszym zeszycie Biuletynu Statystycznego można było powiedzieć, że wpływy nadspodziewanie wzrosły, a płatności zostały równie istotnie zredukowane, co było korzystne dla wyniku sektora finansów publicznych, o tyle – w zeszycie kolejnym – już po poprawkach – sytuacja wróciła nagle do normy i żadnej tajemniczej poprawy wyniku sektora w grudniu nie było. Rozrzedza się więc atmosfera podejrzliwości, co odnotować wypada z dużą satysfakcją.
Pozostaje tylko dość zasadne w tej sytuacji pytanie o wiarygodność danych GUS. W tej tablicy korekty nigdy nie były zbyt głębokie, bo ona pokazuje przepływy kasowe, wpisane w szablon MFW. Co stało się z danymi tym razem? Ciekawe, tym bardziej że „pierwszą anomalię grudniową" miałem okazję nagłośnić już pod koniec lutego w „Rz". Jak widać z dobrym skutkiem. Dalej tylko nie wiadomo, gdzie GUS najpierw zgubił, a później znalazł 10 mld zł? Trudno to wyjaśnić bez dostępu do informacji z resortu finansów, który dostarcza danych GUS.
Minister finansów podtrzymuje wciąż szacunek deficytu sektora finansów publicznych za ubiegły rok na poziomie 7,9 proc. PKB. Aby ten wynik zweryfikować, trzeba nie tylko zebrać dane z sektora lokalnego (co już zrobiono), ale – nade wszystko – określić nominalny poziom ubiegłorocznego PKB. A żeby to zrobić, trzeba się jakoś uporać z blisko 4-proc. saldem błędów i opuszczeń w bilansie płatniczym. Ma to też kluczowe znaczenie dla zweryfikowania już podanej przez MF relacji długu publicznego do PKB w 2010 r. I tak koło się zamyka.
Nasza statystyka przechodzi najwyraźniej jakiś wyjątkowo trudny okres. Szkoda, że przypada on akurat na czas, kiedy wszyscy są tak mocno wyczuleni na szybkie i wiarygodne informacje z gospodarki. Wielka szkoda.
Autor jest głównym ekonomistą Polskiej Rady Biznesu
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA