Publicystyka

Ciężki dzień Nicolasa Sarkozy’ego

Nieszczęścia chodzą parami. Dla prezydenta Francji przybrały one wczoraj postać strajku w sektorze publicznym oraz konieczności oficjalnego potwierdzenia rozstania z małżonką
Mimo wysiłków Pałacu Elizejskiego rozpadu stadła państwa Sarkozych nie dało się dłużej ukrywać. Postępowanie rozwodowe jest w toku od poniedziałku.
Chociaż Nicolas jest prezydentem wszystkich Francuzów, to najbardziej z nich kochał niewątpliwie Cecilię. Dlatego z końcem ich związku (oficjalnie: za obopólną zgodą) pogodzić mu się trudniej niż z protestami budżetówki. Niczego nie zmienia fakt, że Sarkozy jeden rozwód ma już za sobą, a z wielkim strajkiem jako prezydent jeszcze nie miał do czynienia. Nie można wykluczyć, że na kondycję szefa państwa osobiste zgryzoty będą miały większy wpływ niż niepowodzenia w polityce społecznej. Mówienie o niepowodzeniach – jak to robi lewicowa opozycja i część mediów – wydaje się zresztą przedwczesne. Strajk jest ulubioną masową rozrywką Francuzów. Prędzej czy później musiał wybuchnąć, chociaż prezydenta popiera dzisiaj więcej rodaków, niż go wybrało w maju. W podobnej proporcji (około 60 proc.) Francuzi uznali strajk za nieuzasadniony, ale aż 54 proc. zadeklarowało sympatię dla jego uczestników.
Raz jeszcze potwierdza się, że francuskiemu społeczeństwu łatwo proponować odważne reformy; dużo trudniej wcielać je potem w czyn. Ta kontestowana przez wszystkie związki zawodowe dotyczy odebrania pewnym kategoriom zawodowym z sektora publicznego (głównie kolejarzom i pracownikom sektora energetycznego) przywilejów emerytalnych. Od 2012 roku będą musieli płacić składki nie przez 37,5 roku, lecz przez lat 40 – jak wszyscy inni. Marksistowska centrala związkowa CGT, pięść pancerna wszelkich protestów socjalnych, uznaje, że to nie do przyjęcia. Wczorajszy strajk był już z góry porównywany do wielkiego paraliżu Francji z 1995 roku. Nie przybrał jednak aż takich rozmiarów. Najgroźniej wyglądał na kolei: spośród 700 szybkich linii TGV czynnych było 46. W Paryżu kursowała tylko jedna (na 20) linia metra: składy automatyczne. Ale inne gałęzie budżetówki pracowały względnie normalnie. Najbardziej spektakularną akcją energetyków było odcięcie prądu w rezydencji premiera. Rząd jednak nie stracił energii. Jego rzecznik powtórzył, że projekt reformy emerytur nie będzie wycofany. A Sarkozy zapewniał, że nadciągający protest nie przyprawia go o stres. – Powody do niepokoju pojawiłyby się, gdybym odstąpił od programu reform, dzięki któremu zostałem wybrany na szefa państwa – stwierdził. Zdaniem szefa CGT Bernarda Thibault „niezadowolenie społeczne nie dotyczy jedynie emerytur, lecz całego programu socjalnego rządzącej prawicy”. Jak dowodzą sondaże, jest to twierdzenie nieuprawnione, tak jak sugestie lewicy o „końcu okresu ochronnego nowego prezydenta”. – Francuzi zawsze oceniali konkretne działania Sarkozy’ego. I nadal wystawiają mu pozytywne oceny– uważa dyrektor instytutu badania opinii IPSOS Jean-Francois Doridot.jkiem jako prezydent jeszcze nie miał do czynienia. Nie można wykluczyć, że na kondycję szefa państwa osobiste zgryzoty będą miały większy wpływ niż niepowodzenia w polityce społecznej. Mówienie o niepowodzeniach – jak to robi lewicowa opozycja i część mediów – wydaje się zresztą przedwczesne. Strajk jest ulubioną masową rozrywką Francuzów. Prędzej czy później musiał wybuchnąć, chociaż prezydenta popiera dzisiaj więcej rodaków, niż go wybrało w maju. W podobnej proporcji (około 60 proc.) Francuzi uznali strajk za nieuzasadniony, ale aż 54 proc.zadekla-rowało sympatię dla jego uczestników. Raz jeszcze potwierdza się, że francuskiemu społeczeństwu łatwo proponować odważne reformy; dużo trudniej wcielać je potem w czyn. Ta kontestowana przez wszystkie związki zawodowe dotyczy odebrania pewnym kategoriom zawodowym z sektora publicznego (głównie kolejarzom i pracowni-kom sektora energetycznego) przywilejów emerytalnych. Od 2012 roku będą musieli płacić składki nie przez 37,5 roku, lecz przez lat 40 – jak wszyscy inni. Marksistowska centrala związkowa CGT, pięść pancerna wszelkich protestów socjalnych, uznaje, że to nie do przyjęcia.Wczorajszy strajk był już z góry porównywany do wielkiego paraliżu Francji z 1995 roku. Nie przybrał jednak aż takich rozmiarów. Najgroźniej wyglądał na kolei: spośród 700 szybkich linii TGV czynnych było 46. W Paryżu kursowała tylko jedna (na 20) linia metra: składy automatyczne. Ale inne gałęzie budżetówki pracowały względnie normalnie. Najbardziej spektakularną akcją energetyków było odcięcie prądu w rezydencji premiera. Rząd jednak nie stracił energii. Jego rzecznik powtórzył, że projekt reformy emerytur nie będzie wycofany. A Sarkozy zapewniał, że nadciągający protest nie przyprawia go o stres. – Powody do niepokoju pojawiłyby się, gdybym odstąpił od programu reform, dzięki któremu zostałem wybrany na szefa państwa – stwierdził. Zdaniem szefa CGT Bernarda Thibault „niezadowolenie społeczne nie dotyczy jedynie emerytur, lecz całego programu socjalnego rządzącej prawicy”. Jak dowodzą sondaże, jest to twierdzenie nieuprawnione, tak jak sugestie lewicy o „końcu okresu ochronnego nowego prezydenta”. – Francuzi zawsze oceniali konkretne działania Sarkozy’ego. I nadal wystawiają mu pozytywne oceny– uważa dyrektor instytutu badania opinii IPSOS Jean-Francois Doridot.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL