fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Ustawa to ruch w dobrym kierunku

Archiwum
Prof. dr hab. Waldemar Tarczyński, rektor Uniwersytetu Szczecińskiego
Czy studenci powinni płacić za drugi kierunek?
Jestem przeciwnikiem płatnych studiów na uczelniach publicznych. Rozumiem jednak, że przy poprzednich regulacjach dochodziło do nadużyć w tym zakresie. Drugi kierunek studiów często wybierali ci, którzy niczym się nie wyróżniali. Niektórzy poszukiwali luk w uczelnianych regulacjach, by wielokrotnie korzystać z różnego rodzaju stypendiów, przede wszystkim socjalnych. Obecne przepisy mają umożliwić nieodpłatne studiowanie na drugim kierunku, ale tylko najlepszym. Życie pokaże, czy tak będzie. Każdy system, nawet najlepszy, sprawdzi się tylko, jeżeli będzie prawidłowo wprowadzony i konsekwentnie realizowany. Idea, by drugi kierunek był darmowy dla zdolnych, jest słuszna, ale o jej powodzeniu zadecydują szczegółowe przepisy wykonawcze.
To niejedyne zmiany. W myśl ustawy ma być m.in. zlikwidowana centralna lista kierunków studiów, nauczyciele akademiccy nie będą mogli pracować na kilku uczelniach, ma być uproszczona procedura habilitacyjna, wyłanianie najlepszych jednostek naukowych jako tzw. krajowych naukowych ośrodków wiodących i lepsze ich finansowanie. W ustawach zmieniono też system finansowania uczelni: najwięcej pieniędzy mają dostawać najlepsze. Jakie korzyści, a jakie minusy niesie ze sobą reforma polskich szkół wyższych?
Wprowadzane zmiany są duże i w wielu miejscach bardzo istotne. Największe korzyści dla uczelni upatruję w zmianach dotyczących ich prowadzenia. To przede wszystkim większe kompetencje rektora i dziekana, nowe zasady uzyskiwania doktoratów i habilitacji, zamiejscowe wydziały zamiast zamiejscowych ośrodków dydaktycznych.
Do szczególnie istotnych i korzystnych zaliczam też te, które dotyczą: jakości kształcenia i przyznają uczelniom większą autonomię programową, ale jednocześnie zwiększają ich odpowiedzialność za kulturę kształcenia; systemu zarządzania uczelnią (wzmocnienie roli organów jednoosobowych uczelni); kwestii studenckich oraz ścieżek kariery naukowej.
Nie jestem przekonany do proponowanej w nowelizacji zasady zatrudniania pracowników akademickich. Pracownikiem akademickim z mianowania będzie mógł być tylko naukowiec z tytułem profesora, pozostali będą zatrudniani na podstawie umowy o pracę poprzedzonej konkursem. Według mnie system konkursowy nie działał w Polsce dobrze i nie widzę w nowelizacji ustawy mechanizmów, które mogłyby to zmienić. Na pewno plusem jest wprowadzenie zasady uznającej prawa nabyte obecnych nauczycieli akademickich. Oznacza to, że po wejściu w życie nowej ustawy będą oni wykonywać pracę w dotychczasowej formie zatrudnienia.
Najwięcej wątpliwości mam co do nowego trybu przyznawania habilitacji. W zamyśle miał być łatwiejszy. Niestety, w gruncie rzeczy będzie mniej życzliwy niż ten, który teraz obowiązuje. Adiunkt będzie miał teraz tylko osiem lat na otwarcie i przeprowadzenie przewodu habilitacyjnego. Proponowana procedura jest zbiurokratyzowana, nadmiernie scentralizowana i marginalizująca pozycję rady wydziału. Adiunkt będzie składał wniosek do Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów, a nie, jak do tej pory, do rady wydziału. Po naliczeniu punktów komisja uzna, czy może robić habilitację, czy też nie. Jeśli tak, to decyzję o nadaniu stopnia będzie podejmować wybrana przez habilitanta rada wydziału na podstawie wniosku specjalnej komisji habilitacyjnej składającej się z czterech członków Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów i trzech członków rady wydziału. Procedura będzie bardziej skompilowana i niestety dłuższa niż w  obowiązującym systemie.
Przyjęte przepisy ograniczają także tzw. wieloetatowość, czyli pracę jednego wykładowcy na kilku uczelniach.
Wieloetatowość, obok finansów, to jeden z największych problemów szkół wyższych w Polsce. Jestem i zawsze byłem jej przeciwny. Najlepsze rozwiązanie to  jeden etat w podstawowym miejscu pracy, bez dodatkowego zatrudnienia. Wieloetatowość ma duży wpływ na jakość kształcenia. Nie jest ona w Polsce niska, ale przy jednoetatowości będzie mogła być jeszcze wyższa. Ta ustawa to ruch w dobrym kierunku, z pewnością przyczyni się do rozwoju szkolnictwa wyższego w naszym kraju oraz podniesienia jakości zarówno kształcenia, jak i badań naukowych.
Ten zapis wywołał wiele kontrowersji. Przeciwnikami są najczęściej ci, którzy pracują na wielu etatach. Oceniając problem wieloetatowości z perspektywy 14 lat pracy we władzach szkoły wyższej, obserwuję zły wpływ dotychczasowych uregulowań na jakość kształcenia i badań naukowych prowadzonych na uczelni.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA