Ekonomia

Litwa straszy Polskę możliwym upaństwowieniem Możejek

„Możejki z powrotem dla Litwy”, „Rafineria w Możejkach wyślizgnie się z rąk Polaków?” – takie elektryzujące informacje pojawiły się wczoraj na czołówce jednego z największych litewskich dzienników „Respublika”.
To kolejna odsłona antypolskiej histerii na Litwie.Publikacja w „Respublice” opiera się na litewskim ustawodawstwie pozwalającym rządowi na nacjonalizację sprywatyzowanych spółek. Może to zrobić, gdyby pojawiła się groźba dostania się w obce ręce struktur niosących zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Litwy. Jak twierdzi gazeta, mogłoby tak się stać, gdyby potwierdziły się informacje, że Rosjanie skupują akcje Orlenu, do którego należy litewska rafineria, na warszawskiej giełdzie.
Litwini obawiają się, że w ten sposób Kreml przejąłby także kontrolę nad Możejkami. Ale jest jeszcze drugi scenariusz. Wiąże się z planami połączenia Orlenu z Lotosem. Litewskie media już wcześniej przedstawiały wątpliwe powiązania Lotosu ze spółką Dujotekana reprezentującą na Litwie interesy Gazpromu. W minionym tygodniu w mediach było głośno o tym, że Lotos może być zamieszany w próby przekupstwa litewskich polityków. Takie działania także mogą być odebrane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa Litwy, co po połączeniu tej spółki z Orlenem staje się powodem nacjonalizacji Możejek.Publikacja ta jest kolejnym elementem antypolskiej kampanii, która zaczęła się przed dwoma tygodniami, gdy podczas wizyty w Wilnie minister gospodarki Piotr Woźniak powtórzył żądania większej mocy z planowanej elektrowni atomowej w Ignalinie w zamian za budowę mostu energetycznego. Wtedy Polska została oskarżona o prowadzenie imperialistycznej polityki.
Tymczasem żądanie 1200 megawatów pojawiło się już latem podczas unijnego szczytu w Lizbonie. Była to polska odpowiedź na przyjęcie przez Litwę, bez konsultacji z Polską, Łotwą i Estonią, ustawy o budowie elektrowni atomowej. Tamtejszy Sejm jednostronnie zarezerwował 34 proc. udziałów w nowej elektrowni dla Litwy oraz dopuścił do konsorcjum prywatną spółkę. Pozostałym udziałowcom pozostało po 22 proc. udziałów. W tej sytuacji dla Polski jedynym uzasadnieniem wejścia do projektu stał się zakup odpowiedniej ilości energii. Opór Litwinów może się wiązać z ich planami reeksportu do Europy przez polsko-litewski most energetyczny prądu z Rosji. Jak niedawno oświadczył minister gospodarki Vytautas Navickas, jego kraj chciałby, aby do europejskiego systemu energetycznego UCTE razem z republikami bałtyckimi dołączył także obwód kaliningradzki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL