Społeczeństwo

Koniec świata sejmowych imprez

Nowy Dom Poselski przy ul. Wiejskiej to najbardziej znany hotel w Polsce. To tam Renata Beger z Samoobrony nagrała swoje słynne negocjacje z Adamem Lipińskim z PiS w sprawie odejścia z partii.
W pokoju poselskim przyjaciele Przemysława Gosiewskiego odśpiewali mu pieśń „Oto jest dzień, który dał nam Pan”, gdy z prostego ministra awansował na wicepremiera.
Ale najbardziej burzliwa historia hotelu dotyczy pierwszej połowy lat 90. – W Sejmie kontraktowym na początku wszyscy patrzyli na siebie wilkiem – wspomina Jacek Piechota z SLD, który kilkanaście lat mieszkał na Wiejskiej. – Ale w połowie kadencji byliśmy już zaprzyjaźnieni. I nic dziwnego, bo był to okres szalonych imprez. Ludowcy w hotelowych pokojach organizowali huczne przyjęcia z udziałem pań lekkich obyczajów. Podczas jednej z takich imprez pewna pani półnaga wypadła z okna. W latach 1991 – 1992 po Sejmie grasowała Anastazja Potocka, czyli Marzena Domaros, która w książce „Erotyczne immunitety” opisała swoje miłosne podboje na Wiejskiej. To dzięki niej każdy Polak dowiedział się, jak wygląda wnętrze pokoju poselskiego i zakrapiane alkoholem imprezy. Domaros, którą podejrzewano o związki ze służbami specjalnymi, wzięła na cel przede wszystkim polityków prawicy. Książkę wydała tuż przed wyborami w 1993 r. Prawica do dziś uważa, że „Erotyczne immunitety” przyczyniły się do jej wyborczej klęski.
Później imprezy były coraz mocniej zakrapiane alkoholem. W drugiej kadencji Sejmu (lata 1993 – 1997) znany z zamiłowania do hucznej zabawy senator Henryk Kanicki z PSL sprowadził do hotelu orkiestrę, która pod drzwiami marszałka Senatu Adama Struzika, również z PSL, odegrała w środku nocy marsz żałobny Fryderyka Chopina. Kaniewski nagabywany przez dziennikarzy, dlaczego zarządził odegranie właśnie tego utworu, niezmieszany odparł: „marszałek Struzik lubi Chopina”. Pod koniec III kadencji (1997 – 2001) komendant straży marszałkowskiej wydał podwładnym poufne polecenie, by „bezwzględnie chronić posłów przed kompromitacją”. Na czym miała polegać ta ochrona? Strażnik, który natknął się na pijanego posła w korytarzu lub na klatce schodowej, miał „jak najszybciej i jak najdyskretniej odprowadzić parlamentarzystę do jego pokoju”. Wesoła zabawa skończyła się w IV kadencji lata 2001 – 2005), gdy marszałek Sejmu Marek Borowski razem z dziennikarzami poszedł sprawdzić, czy poseł Witold Firak z SLD rzeczywiście się upił i dlatego nie przyszedł na obrady. – Od tego momentu wszystko zaczęło się psuć – mówi z żalem Piechota. Ale pracownicy Kancelarii Sejmu są zadowoleni z pomysłu zamknięcia hotelu. –To nie tylko relikt dawno minionej epoki, ale i powód naszych nieustannych utrapień – komentują.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL