fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia

Andrzej Wojtyna krytykuje J. K. Bieleckiego

Fotorzepa, Małgorzata Pstrągowska Mał Małgorzata Pstrągowska
Ciekawe, dokąd zaprowadzi nas przedefiniowywanie zakresu liberalizmu połączone z wykorzystywaniem antyrynkowych nastrojów części społeczeństwa - pisze Andrzej Wojtyna
Jak Jan Krzysztof Bielecki obszedł się z prawdą o Chile i tamtejszą reformą emerytalną? Nie dość, że szef Rady Gospodarczej przy Premierze obszedł się z nią mało troskliwie, a nawet dosyć okrutnie, to jeszcze próbuje przekonywać czytelników, by zaakceptowali jego mocno selektywny dobór faktów oraz sposób ich interpretowania jako "prawdziwą lekcję dla Polski" ("Rz" z 11 marca 2011 r.).
Nasza własna dyskusja nad przyszłością II filara systemu emerytalnego pokazuje, jak skomplikowany, wieloaspektowy jest to problem i jak trudno w związku z tym sformułować jednoznaczną ocenę. Wydawałoby się, że do podobnego wniosku musi dojść każdy ekonomista, który zada sobie wystarczająco dużo trudu, aby bliżej zapoznać się z doświadczeniami Chile – kraju, który w zakresie reformy emerytalnej był i pozostaje pionierem. Okazuje się, że nie każdy.
Szef Rady Gospodarczej przy Premierze postanowił "po ćwierćwieczu przyjrzeć się temu, co wydarzyło się w Chile" i jego zdaniem "wniosek jest prosty – ten kraj po prostu nie mógł i nie może być dla nas głównym modelem do naśladowania".
Dyskusja o przyszłości II filara systemu emerytalnego pokazuje, jak skomplikowany jest to problem
Jeśli przebieg i efekty reform w Chile wyglądałyby tak, jak przedstawia to Jan Krzysztof Bielecki, to rzeczywiście wniosek byłby prosty. Niestety, cały wywód zawiera tak zaskakująco poważne nieścisłości i przemilczenia, że aż trudno uznać je za przypadkowe u osoby, która intelektualnie próbuje zmierzyć się z problemem "umiejętnego łączenia liberalizmu w rozumieniu Adama Smitha z ideą solidarności". Wystarczy wskazać na kilka pozornie drobnych uchybień i nieścisłości, które jednak całkowicie zniekształcają obraz i bilans reform w Chile, i płynące stąd wnioski dla Polski.

Wątpliwy obraz

Pierwsza poważna nieścisłość dotyczy kontekstu historycznego. Należy przypomnieć, że system emerytalny obowiązujący w Chile od lat 20. XX w. był bardzo ostro krytykowany przez wszystkie właściwie opcje polityczne już w latach 60. Tak więc chociaż faktycznie, jak pisze Bielecki, "reformę emerytalną wprowadzono pod osłoną karabinów junty generała Pinocheta", to przekonanie o jej konieczności było w społeczeństwie już wcześniej silnie ugruntowane. Bielecki nie wyjaśnia, dlaczego po obaleniu dyktatury kolejne demokratyczne rządy nie tylko nie wycofały się z reformy, ale ją z dużym zaangażowaniem kontynuowały. Sugestia, że wystarczającym powodem mogło być tabu narzucone społeczeństwu przez interesy funduszy emerytalnych, jest w odniesieniu do okresu radykalnych rozliczeń z dyktaturą raczej mało realistyczna. Wygląda to raczej na mocno naciąganą próbę znalezienia argumentów dla własnej krucjaty przeciwko OFE – Bielecki puszcza zresztą do czytelnika oko, pytając "skąd my to znamy?".
Rząd Chile nie myśli bynajmniej o rozmontowywaniu drugiego filara, lecz o dalszym podnoszeniu jego efektywności
Natomiast za całkiem już karkołomną, i do tego mało elegancką, należy uznać konstrukcję myślową, poprzez którą Bielecki próbuje się dopatrzyć w "wypowiedziach niektórych osób w Polsce zazdrości, że w Chile grupa skrajnie wolnorynkowych mogła swobodnie modelować gospodarkę bez ingerencji polityków, czyli demokratycznie wybranych reprezentantów narodu". Otóż ciekawe, o czyją to zazdrość może mu chodzić. To właśnie obecnej ekipie można postawić zarzut, że próbuje w ekspresowym tempie rozmontować ważny element porządku instytucjonalnego, który w końcu lat 90. został stworzony przy dużo większym udziale partnerów społecznych oraz przy zdecydowanie pełniejszym uwzględnieniu demokratycznych procedur. Jak słusznie przypominają ostatnio prof. Otto i prof. Wiśniewski ("Rz" z 18 marca), "powinna tutaj obowiązywać zasada długiej inkubacji legislacyjnej, tak by żaden rząd nigdy nie mógł sięgać po pieniądze emerytalne dla siebie".
Druga bardzo poważna nieścisłość dotyczy sposobu przedstawienia istoty korekty reformy chilijskiej z 2008 r. Jan Krzysztof Bielecki skonstruował wywód w taki sposób, że czytelnik otrzymuje obraz tej korekty bardzo silnie rozmijający się z rzeczywistością i wypaczający jej sens. W artykule nie ma bowiem ani słowa o tym, co się stało wcześniej i po ostatniej korekcie z drugim filarem.
Słabiej zorientowany czytelnik, który obdarzy Bieleckiego zaufaniem, odniesie prawdopodobnie wrażenie, że w wyniku korekty II filar przestał istnieć i został zastąpiony przez państwowy filar I, który z kolei rzekomo wcześniej nie istniał. Trudno określić ten zabieg inaczej niż przykrawanie chilijskiej rzeczywistości – i to wielkimi i tępymi nożycami – do bieżących potrzeb politycznych i budżetowych polskiego rządu. Obecny rząd Chile nie myśli bynajmniej o rozmontowywaniu II filara, lecz o dalszym podnoszeniu jego efektywności.
Minimum rzetelności wymagało, by zamiast selektywnych cytowań z bliżej nieokreślonego raportu OECD, choćby w kilku punktach przedstawić bilans reformy w Chile, który zdaniem zdecydowanej większości komentatorów jest wyraźnie pozytywny. Można było na przykład zacytować następujący fragment streszczenia obszernego studium Augusta Iglesiasa-Palau "Pension reform in Chile revisited: what has been learned?" (OECD, 8 April 2009): "Jak dotąd rezultaty sugerują, że reforma okazała się skuteczna w poprawie długookresowej równowagi systemu emerytalnego w Chile; w tworzeniu bardziej sprawiedliwego systemu; w sprzyjaniu rozwojowi rynków kapitałowych oraz w usunięciu niektórych zakłóceń w funkcjonowaniu rynku pracy. Z drugiej strony istnieje miejsce dla obniżenia kosztów operacyjnych i cen w nowym systemie, a oczekiwania dotyczące zwiększenia liczby osób uczestniczących w II filarze się nie spełniły. Chociaż pewne zmiany regulacyjne mogłyby ulepszyć zakres i jakość programu składkowego, to długookresowe rozwiązanie problemu emerytur wiąże się z rynkiem pracy. Aby przyszłe emerytury były wyższe, potrzebne jest stworzenie większej liczby miejsc pracy w oficjalnej gospodarce, obniżenie bezrobocia oraz wydłużenie lat pracy".

Międzypokoleniowa sprawiedliwość

Trzecia nieścisłość dotyczy kwestii sprawiedliwości międzypokoleniowej. Szef Rady Gospodarczej przy Premierze wskazuje na rzekomą przewagę Chile, w którym to kraju "na sfinansowanie przejścia ze starego do nowego systemu (...) wykorzystano olbrzymie dochody z eksportu surowców (...)".
Należało sens tej decyzji wyjaśnić. Podobnie jak dochody z eksportu miedzi w przypadku Chile, dochody z prywatyzacji w Polsce są dochodami z przysłowiowej sprzedaży sreber rodzinnych, czyli sprzedaży "zasobów nieodnawialnych". Uzasadnienie było podobne – aby dzięki takiemu rozwiązaniu nie uprzywilejować jednego pokolenia, lecz "wygładzić" korzyści w czasie – zapewnić przyszłym pokoleniom lepiej funkcjonujący, bezpieczniejszy i bardziej sprawiedliwy system. To, że rządy w Chile respektowały tę zasadę, a rządy w Polsce temu wyzwaniu nie podołały, nie jest argumentem przeciwko samej istocie reformy. Znamienna z punktu widzenia poglądów Bieleckiego na temat reform jest przy tym jego myśl, że gdy po trzech latach wpływy z prywatyzacji okazały się niewystarczające, to należało zmodyfikować reformę, a nie zintensyfikować proces prywatyzacji.
Na koniec popatrzmy, co Jan Krzysztof Bielecki proponuje Polsce zamiast trudnego, konsekwentnego procesu budowania i udoskonalania ram instytucjonalnych gospodarki rynkowej, który w godny pozazdroszczenia sposób realizuje Chile po wyjściu z dyktatury.
Niestety tylko tyle, że lepiej być Danią niż Chile i że "cywilizacyjnym wzorem dla nas musi być społeczna gospodarka rynkowa". Może to bardzo ambitny cel, ale zdecydowanie zbyt ideologiczny i zbyt mało precyzyjny jak na szefa Rady Gospodarczej przy Premierze. Naprawdę frapujące jest natomiast testowanie przez Bieleckiego granic pojemności znaczeniowej pojęcia "liberalizm". Przyjęcie, że istotą liberalizmu staje się to, co w danym okresie czy kontekście jest dla danej osoby psychologicznie czy politycznie wygodne, jest jakimś rozwiązaniem problemu, szczególnie w okresie zamętu ideologicznego, jaki powstał w reakcji na obecny kryzys. Trudno jednak założyć, że rozwiązanie to będzie zwiększać wiarygodność wygłaszanych sądów.
Ciekawe zresztą, dokąd może nas zaprowadzić takie twórcze przedefiniowywanie zakresu liberalizmu połączone z wykorzystywaniem antyrynkowych nastrojów części społeczeństwa.  Być może ukoronowaniem tego procesu powinien być postulat rezygnacji z systemu bankowego? Przecież banki też pobierają prowizje, czasem zresztą wysokie. Można by wrócić do monobanku albo nawet do pożyczania pieniędzy w ramach pomocy sąsiedzkiej. Pożyczać można zresztą w naturze – to też przy silnej wierze w swoje nowe poglądy można uznać za "umiejętne łączenie wolnego rynku z poczuciem odpowiedzialności za wspólnotę" i  próbować przekonać do tych poglądów Polaków, których cechuje według Bieleckiego "skłonność do ortodoksji, trzymania się dogmatów i zero-jedynkowego myślenia".
Autor jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej i członkiem rady nadzorczej BNP Paribas Bank Polska

>debata o ofe w „rzeczpospolitej"

janusz jankowiak ? „Bliski koniec OFE?" („Rz" 21 marca)
BogusŁaw Grabowski ? „OFE generują dług publiczny" („Rz" 16 marca)
Jerzy Hausner ? „Zmiany w OFE burzą ład konstytucyjny" („Rz" 15 marca)
Jan Krzysztof Bielecki ? „OFE potrzebują zmian" („Rz" 20 grudnia 2010 r.) ? „Prawdziwa lekcja z Chile dla Polski" („Rz" 11 marca)
Witold OrŁowski ? „Kompromis, który nikomu się nie podoba" („Rz" 11 marca)
StanisŁaw GomuŁka ? „Zmiany wcale nie zmniejszają długu" („Rz" 9 marca)
Robert Gwiazdowski ? „Model węgierski jest dla nas najważniejszy" („Rz" 9 marca)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA