Świat

Niemcy, którzy wybrali islam

Liczba konwersji na islam rośnie z roku na rok. W 2005 roku zdecydowało się na to 4 tysiące Niemców. W całym kraju mieszka już 60 tysięcy konwertytów
AP
Kilku Niemców, którzy po przejściu na islam zostało ekstremistami, może zaszkodzić całej muzułmańskiej społeczności w Niemczech
Kilku konwertytów jest wśród dziesięciu członków Islamskiej Unii Dżihadu, za którymi trwa w Niemczech pościg. Na islam przeszli też dwaj Niemcy, którzy zamierzali wysadzić w powietrze amerykańską bazę Ramstein i inne obiekty. - To prawdziwa mieszanka wybuchowa - piszą niemieckie media o udziale konwertytów w islamskiej siatce terrorystycznej. - Z terroryzmem nie mamy nic wspólnego podobnie jak nasi muzułmańscy bracia, imigranci - bronią się niemieccy konwertyci.
Mimo to w Niemczech można odczuć pojawiającą się wobec nich nieufność.
W niewielkiej sali dzielnicowego domu kultury w Berlinie, tuż za płotem lotniska Tempelhof, siedzi przy stolikach kilkanaście osób. Przynieśli domowe ciasto. Słuchają każdego słowa imama, który wprowadza ich w tajniki wiary. Mówi po niemiecku z berlińskim akcentem. To Mohammed Herzog, Niemiec z dziada pradziada. Przeszedł na islam trzydzieści lat temu. Pracował wtedy w firmie tytoniowej razem z Turkami. -Tam po raz pierwszy dowiedziałem się, co to islam - mówi Herzog. Nie zna arabskiego, ale zna setki cytatów z Koranu. Co go pociąga w islamie? -Jest religią logiczną, pragmatyczną i wolną od abstrakcyjnych pojęć, takich jak Trójca Święta i Zmartwychwstanie, a postać proroka jest zdefiniowana wyraziście i nie ma nic wspólnego z obrazem cierpiącego Jezusa Odkupiciela. Koran daje proste odpowiedzi na życiowe wezwania, precyzyjnie określa, co wolno i co jest zakazane i nie podlega interpretacji - wyjaśnia. Przygotowuje właśnie do przejścia na islam Suzanne. Skromną, pełną egzystencjalnych wątpliwości 26-letnią blondynkę. Jest menedżerem w firmie cateringowej. Do niedawna była zagorzałą ateistką. W meczecie była po raz pierwszy w Egipcie. - Nie wiem, co się ze mną stało, ale odczułam potrzebę kontaktu z Bogiem - opowiada o swych przeżyciach. Już w Niemczech przeczytała wszystko, co było w księgarniach na temat islamu i odnalazła imama Herzoga. Co innego przyciągnęło do islamu Kathrin. Trzydzieści lat temu wyszła za mąż za amerykańskiego żołnierza. - Był ciemnoskóry - dodaje. Żołnierz wyjechał do USA i ślad po nim zaginął. - Moi chłopcy, mulaci, nie zostali zaakceptowani przez swych niemieckich rówieśników. Znaleźli przyjaciół w środowisku tureckim. Gdy dorośli, obaj przeszli na islam. Przekonali i mnie -opowiada Kathrin. Liczba konwersji na islam rośnie z roku na rok. W 2005 roku zdecydowało się na to 4 tysiące Niemców. Cztery razy więcej niż rok wcześniej. W całym kraju mieszka już 60 tysięcy konwertytów. Większość to Niemki, które wyszły za muzułmanów. Motywy pozostałych badała przez lata socjolog Monika Wohlrab-Sahr. - Część pragnie się wyróżnić z otoczenia, część chce rozpocząć nowe życie. Dla sporej grupy konwersja jest swego rodzaju aktem symbolicznej emigracji - wyjaśnia. Jej zdaniem popularność islamu jest także wynikiem jego wszechobecności w mediach, zwłaszcza po ataku al Kaidy na Nowy Jork. Dla niespełna czterdziestoletniego Abu Bakra Riegera przygoda z islamem rozpoczęła się dużo wcześniej. W latach 90. snuł plany utworzenia w Weimarze muzułmańskiego osiedla z wielkim meczetem w centrum. Miał bogatych sponsorów w krajach islamskich i gotowe projekty. Nic z nich nie wyszło, bo napotkał mur nie do przebicia w niemieckich urzędach. Dlaczego wybrał Weimar? - Bo to miasto Goethego, znanego apologety islamu - mówi. Proponował nawet dokonanie symbolicznej konwersji poety na islam. Słuchając Riegera, można odnieść wrażenie, że jest zdeklarowanym marksistą. Udowadnia, że największymi wrogami ludzkości są kapitaliści i kapitał, gospodarka rynkowa oraz zachodni liberalizm. - Kapitalizm nie jest chroniony konstytucją, więc trzeba go zastąpić gospodarką opartą na zasadach islamu - głosi. Zorganizował nawet kiedyś happening "Dżihad przeciwko gospodarce rynkowej". Proponuje coś w rodzaju nowoczesnego kalifatu. Powołując się na Nietzschego, twierdzi, że Europa ma dwa zasadnicze problemy: alkoholizm i chrześcijaństwo. Rieger jest wydawcą pisma "Islamische Zeitung". Właśnie ukazało się setne wydanie w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy. Abdul Hadi Hoffmann jeszcze kilkanaście lat temu miał przed sobą obiecującą karierę polityczną w CDU. Christian Hoffmann, jak nazywał się wtedy, był gościem programów telewizyjnych, a z jego zdaniem liczył się Kurt Biedenkopf, jeden z liderów niemieckiej chadecji. -Pewnej letniej niedzieli na balkonie mieszkania moich rodziców poczułem nagle bliskość Allaha -opowiada. Po roku recytował szahadę (muzułmańskie wyznanie wiary) w budynku ambasady Arabii Saudyjskiej w Bonn. Gdy niebawem został rzecznikiem bońskiej organizacji CDU, do centrali partii zaczęły docierać listy, że w Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej znajduje się zdrajca. Hoffmann zadzwonił do sekretariatu kanclerza Kohla z pytaniem, czy powinien podać się do dymisji. - Nie widzimy żadnego powodu - brzmiała natychmiastowa odpowiedź. Wszystko się zmieniło , gdy sekretarzem generalnym CDU został pastor Peter Hinze. -Wtedy wiedziałem, że moja kariera w CDU dobiegła końca -opowiada. Ludzi takich jak Hoffmann i Rieger jest w Niemczech wielu. Jeden z bardziej znanych to Ayyub Axel Köhler, który stoi na czele Centralnej Rady Muzułmańskiej, jednej z największych organizacji muzułmańskich w Niemczech. - Nie znajduję już słów na wyjaśnienia, że nasza wspólnota nie ma z terroryzmem nic wspólnego. Byliśmy i jesteśmy zwykłymi obywatelami Niemiec, a islam to religia pokoju -tłumaczy Köhler. Kai Hirschmann wiceszef niemieckiego Centrum Badań nad Terroryzmem Nieporozumieniem byłoby oskarżanie konwertytów o chęć współpracy z terroryzmem. Prawdą jest jednak, że organizacje terrorystyczne prowadzą w Europie rekrutację tzw. męczenników, czyli osób gotowych do wykonania samobójczych ataków. Zależy im przede wszystkim na kobietach. Nie widać jednak wzmożonej aktywności w środowiskach konwertytów. Wszyscy wiedzą, że środowiska te są pod szczególnym nadzorem służb wywiadowczych. Dzięki temu udało się uniknąć zamachów w Niemczech.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL