Piłka nożna

Do Ebiego trzeba dużo cierpliwości

SPINKA
Leo Beenhakker: Czasami się zastanawiam, co Smolarek robi na boisku, ale go nie zmieniam. Wiem, że o sobie przypomni – mówi trener reprezentacji Polski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”
Rz: Po pierwszej połowie nie mogło się panu przytrafić chyba nic lepszego niż dodatkowa półgodzinna przerwa w grze z powodu awarii oświetlenia.
Leo Beenhakker: Tak, widziałem, że nam nie idzie i że przyda się jeszcze trochę czasu na przemyślenia. Na szczęście w naszej ławce rezerwowych była wtyczka, tuż przy moim krzesełku. Wyciągnąłem ją, żeby jeszcze z chłopakami pogadać. Wytrzymałem dozwolone maksimum, aż w końcu pozwoliłem wznowić grę. Żartujemy, ale przecież gra Polaków wyglądała dramatycznie. Przegrywaliśmy z Kazachstanem.
Ani przez chwilę nie zwątpiłem w to, że wygramy. Przy tych zawodnikach jeszcze nigdy mi się to nie przydarzyło. Trzeba było tylko trochę uspokoić grę. W futbolu jest tak, że czasami jak się za bardzo chce, to nic nie wychodzi. Moi piłkarze pierwszą połowę zagrali z sercem, chcieli szybko załatwić sprawę i za bardzo się spięli. A serce jest potrzebne tylko do odzyskiwania piłki, a kiedy już jest się w jej posiadaniu, to trzeba włączyć głowę i na spokojnie zacząć myśleć. Głośno krzyczał pan na zawodników w przerwie? Znowu musiał ich pan obudzić? Ale ja wcale nie uważałem, że w pierwszej połowie zagraliśmy źle. Przecież stworzyliśmy wiele groźnych sytuacji pod bramką przeciwnika i wiedziałem, że w szatni nikogo nie muszę budzić. Wręcz przeciwnie, zapewniałem piłkarzy, że jeśli tylko trochę uspokoją grę, gole dla naszej reprezentacji w końcu padną. Byli zdenerwowani, popełniali zbyt wiele głupich błędów i chociaż mogli denerwować nieporadnością, widać było, że i tak w końcu sobie poradzą. Po dwóch minutach drugiej części meczu na stadionie zgasło światło i na tak wyjątkową sytuację znowu trzeba było coś wymyślić... I co pan wymyślił? Już wiele nie mówiłem, ale starałem się utrzymać ich koncentrację. Ani na chwilę nie mogli zapomnieć, że gramy ważny mecz o punkty, a taka dodatkowa przerwa mogła ich przecież rozluźnić. Cieszę się, że to wytrzymali, a po wznowieniu gry pokazali dokładnie to, o czym rozmawialiśmy w szatni. Z powodu awarii nie trzeba robić wielkiej afery, takie rzeczy zdarzają się na całym świecie. Uczestniczyłem w wielu takich meczach. Trzy gole strzelił Ebi Smolarek, który przed przerwą był zupełnie niewidoczny. Bo to taki piłkarz. Swoją dyspozycją zaskakuje pewnie nawet samego siebie. Do niego trzeba dużo cierpliwości. Czasami się zastanawiam, co on robi na boisku. Patrzę, czy w ogóle jest w składzie, ale wytrzymuję ciśnienie i spokojnie czekam, a on w jakiś sposób zawsze o sobie przypomina. W sobotę strzelił trzy gole, ale nie chodzi mi tylko o jego skuteczność, ale w ogóle o sposób gry, o przyspieszenia akcji. Powtarzam sobie w myślach: „zostaw Ebiego w spokoju, on zaraz eksploduje” i zazwyczaj ten moment nadchodzi. To jest wielkość Smolarka. Po drugiej bramce kazał pan swoim piłkarzom dalej atakować? Chciałem, żeby zaczęli bronić już w linii pomocy. Odrobiliśmy straty, objęliśmy prowadzenie i najgorsze w tym momencie byłoby cofnięcie się pod własną bramkę. To byłoby polskie, a my chcemy grać po europejsku. Dopuszczając przeciwnika pod własne pole karne, trzeba byłoby ponosić wszystkie konsekwencje rzutów wolnych, rożnych, a może trafiłby się i karny. Faul pod bramką może kosztować wiele, 40 metrów od niej nie jest niebezpieczny. A bramkę trzeba w takim momencie zostawiać tylko Borucowi. Maciej Żurawski znowu pokazał, że dla reprezentacji jest przydatny nawet jako piąty napastnik Celticu Glasgow, który w ogóle nie gra w lidze... Dał świetną zmianę. Ten piłkarz dla kadry jest niezbędny, ma w sobie coś ekstra, coś, co powoduje, że potrafi odmienić grę w trudnym momencie. Cieszę się, że także kibice dostrzegli jego występ, bo może wreszcie zrozumieją, że w tej drużynie nikt nie gra za zasługi. Nie chcą go w Celticu – ich prawo, ja chcę go w reprezentacji. Dzięki swojemu doświadczeniu w meczu z Kazachstanem wprowadził wiele spokoju. Dlaczego Wojciech Łobodziński, gdy w Zagłębiu Lubin dostaje szansę gry, nie prezentuje się nawet w połowie tak dobrze jak pod pana okiem? To się nazywa zarządzanie zasobami ludzkimi. Żeby zawodnik dobrze grał, musi trafić na trenera, który ma wiedzę o ludziach, potrafi dotrzeć do ich wnętrza. Łobodziński zagrał fantastyczną pierwszą połowę, był najaktywniejszy na boisku. Kocham go jako piłkarza. Chyba potrafiłbym wyjaśnić, dlaczego nie idzie mu w Zagłębiu, ale tego nie zrobię. W sobotę rywale znowu zagrali dla reprezentacji Polski. Serbowie i Finowie zremisowali mecze ze słabszymi rywalami. To już banał, ale nie ma słabszych rywali, o czym przekonał nas też mecz z Kazachstanem. Oczywiście rezultaty osiągnięte przez naszych bezpośrednich rywali do awansu są dla nas korzystne, ale tak jak nie zwracałem na nie uwagi na początku eliminacji, tam samo nie interesują mnie teraz. Moi zawodnicy wiedzą, że pojadą na mistrzostwa tylko wtedy, kiedy sami to wywalczą i nie mogą się na nikogo oglądać. Trzymajmy nogi na ziemi, jeszcze nie jesteśmy finalistami Euro 2008, ale zrobiliśmy kolejny ważny krok w tym kierunku. Nie zaprzeczę, że awans miło byłoby wywalczyć 17 listopada w Chorzowie, wygrywając z Belgią. Towarzyskie spotkanie z Węgrami to okazja, by przetestować zawodników rezerwowych? Już rozmawiałem z niektórymi piłkarzami, którzy zagrali w sobotę, że teraz nie zmieszczą się nawet w meczowej osiemnastce. Muszę przyjrzeć się innym kadrowiczom.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL