Opinie

Nie zniosę koalicji z udziałem postkomunistów

SPINKA
Przemysław Gintrowski, pieśniarz, kompozytor, bard "Solidarności"
RZ: Dlaczego wszedł pan w skład komitetu honorowego PiS?
Przemysław Gintrowski: Bo wizja rządów postkomunistów z PO jest dla mnie nie do zniesienia. Donald Tusk nigdy temu nie zaprzeczył, chociaż był wielokrotnie do tego wzywany. Taka koalicja jest kolosalnym zagrożeniem dla Polski, gdyż poprzedni rząd lewicowy z Leszkiem Millerem na czele wpędził nas w potworne polityczne kłopoty. Przykładowo: zerwał kontrakt z Norwegami, który uniezależniłby nas od dostaw rosyjskich. Choć w poprzednich wyborach głosowałem na PO (sądząc, że powstanie PO – PiS), to tym razem zadecydowałem inaczej. Co się zmieniło od tamtego czasu?
Przez te dwa lata PiS przekonało mnie o skuteczności swoich rządów. Oczywiście koalicja z LPR i Samoobroną była niefortunna i byłem nią szczerze oburzony. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Innej możliwości wtedy nie było. Wielu ludzi z rodowodem solidarnościowym przechodzi z PiS do PO. Ja mam takie szczęście w wyborach, że ten, na kogo zagłosuję, przegrywa, więc może powinienem zostać przy PO. Tfu! (śmiech) Spacery polityczne zdarzają się w obydwie strony. Dla mnie bardziej bolesne – chociaż nie budzi mojego zdziwienia – jest powstanie LiD, czyli koalicji zawartej z postkomunistycznym SLD przez byłych działaczy Unii Wolności. A nie uważa pan, że rządy PiS zagrażają demokracji w Polsce? Takie twierdzenie można jedynie wyśmiać. Jeśli ktoś poważnie opowiada takie rzeczy, to albo jest skończonym bałwanem, albo politycznym oszustem. Podobnie traktuję opinie o wprowadzeniu państwa policyjnego. Z Barbarą Blidą wydarzyła się wielka tragedia. Ale, na miłość boską, jeśli nie miałaby sobie nic do zarzucenia, to sam fakt przyjścia funkcjonariuszy ABW nie powinien jej popchnąć do targnięcia się na swoje życie. Sposób, w jaki posługuje się tym SLD, jest naprawdę obrzydliwy. Jestem uczciwym obywatelem i jeśli zapuka do mnie rano policja, stwierdzę, że to pomyłka albo moje dziecko coś przeskrobało. Kto wygrał w debacie Tusk – Kaczyński? Merytorycznie wygrał Kaczyński, chociaż zabrakło mu czasami argumentów. Wrażenie pozornego i wizualnego zwycięstwa Tuska sprawiała niezbyt kulturalna publiczność, co uważam za koszmarny błąd organizatorów. Strona zwolenników PiS zachowywała się kulturalnie – klaskała, ale nie było żadnych buczeń, gwizdów i śmiechów. Jeśli mam nazwać po imieniu zachowanie drugiej strony, to jest to po prostu chamstwo.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL