Ekonomia

Polska jest dobrze przygotowana do programów UE

SPINKA
Danuta Hübner, komisarz Unii ds. regionóww rozmowie z Karoliną Bacą
U biegły tydzień był przełomowy dla polskich regionów. Komisja Europejska praktycznie zakończyła zatwierdzanie planów wydatkowania 16,6 mld euro na poziomie województw. Do rozstrzygnięcia pozostał tylko projekt woj. świętokrzyskiego. Programy te określają, na co zostaną wydane pieniądze, kto uzyska wsparcie oraz jaka będzie wysokość pomocy. Najważniejsze priorytety, jakie ustalili samorządowcy, to wsparcie przedsiębiorczości, budowa lokalnych dróg i linii kolejowych, inwestycje w ochronę środowiska, rewitalizacja zdegradowanych obszarów czy zapewnienie jak największej liczbie mieszkańców dostępu do Internetu.
Mocno zaawansowane są także prace nad krajowymi programami. Dotychczas eksperci z UE zgodzili się na nasze propozycje, jak wydać 9,7 mld euro na podnoszenie kwalifikacji zawodowych Polaków i zapobieganie wykluczeniu społecznemu, 8,3 mld euro na zwiększenie innowacyjności gospodarki oraz 2,3 mld euro na pomoc dla pięciu regionów ze ściany wschodniej. Prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu Bruksela zatwierdzi już ostatni program krajowy – 27,9 mld euro na inwestycje drogowe i środowiskowe. Akceptacja Komisji Europejskiej oznacza, że teraz już tylko od strony polskiej zależy, jak szybko zaczniemy wykorzystywać największe w historii UE fundusze pomocowe.
Rz: Jak pani ocenia przygotowanie Polski do projektów na lata 2007 – 2013? I kto w naszym kraju był lepiej przygotowany – samorządowcy tworzący regionalne programy operacyjne czy może rząd w programach sektorowych? Danuta Hübner: Warto powiedzieć, że jeszcze nigdy tak szybko Komisja Europejska nie skończyła negocjacji w sprawie podziału pieniędzy, a przecież w tym samym czasie był też negocjowany m.in. budżet. Lata 2004 – 2006 pokazały, że Polacy całkiem dobrze radzą sobie z unijnymi środkami. Oczywiście przygotowanie programów to jedno, a ich realizacja to drugie. O ile i samorządy, i rząd były dobrze przygotowane do negocjacji, o tyle przy realizacji spokojniejsza jestem o projekty lokalne niż narodowe. Trzeba pochwalić marszałków województw. Bardzo dobrze odrobili pracę domową, do przygotowań zatrudnili ekspertów, a w negocjacjach byli otwarci na sugestie i uwagi, co przyspieszyło osiągnięcie kompromisu. Mam nadzieję, że z realizacją projektów będzie tak samo. Wierzę, że programami na najbliższych siedem lat zaczynamy realizację dobrej polityki regionalnej. Mówi pani, że ze środkami z poprzednich lat Polska radzi sobie nieźle. Czy jakiemuś krajowi udało się wykorzystać je w 100 procentach? Polski rząd chciałby, by tak stało się u nas. Moja dewiza brzmi, że wszyscy mają obowiązek wykorzystać pomoc unijną co do euro. Oczywiście 100 proc. jest tutaj umowne, bo np. może się zdarzyć, że zmniejszy się koszt jakiegoś projektu, a nadwyżki środków po prostu nie zdąży się już wykorzystać. Polska radzi sobie dobrze, choć z nowych państw członkowskich jeszcze lepiej absorbują fundusze Słowenia i Estonia. Czy komuś się udało? Owszem, Hiszpanii, która wydała kiedyś nawet 110 proc. z funduszu spójności, bo taki był system, że mogła wydawać pieniądze, których inni nie zdążyli wydać. Po 2007 r. taka zasada nie będzie już obowiązywać. A może przeszkodą w wydawaniu unijnych pieniędzy są rozbudowane biurokratyczne procedury? Dyskusja o barierach biurokratycznych trwa od dawna. Cieszę się np że minister Grażyna Gęsicka zgodziła się, by rząd nie wymagał od samorządów ostatecznej wersji projektów, a tylko zarysu, bo to ułatwia pracę, gdy nie jest np. odrzucany cały projekt. Zarządzanie funduszami UE jest trudne, dlatego trzeba inwestować w administrację, która się tym zajmuje zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym. Praca tych urzędników musi być dla nich atrakcyjna i dobrze płatna. Proszę spojrzeć na Hiszpanię. To najlepszy przykład. Zainwestowali mnóstwo pieniędzy w administrację, ale teraz są efekty, bo od lat świetnie potrafią wykorzystywać unijne dotacje nawet na najniższym szczeblu lokalnym. Podobnie jest z północną Szwecją. W ciągu dwóch, trzech lat wybudowano 3 tysiące kilometrów łącza szerokopasmowego, dzięki temu poprawiła się komunikacja, wspaniale rozwija się uniwersytet. Inwestowanie w czynniki ludzkie przyczynia się do rozwoju innowacyjności gospodarczej. Jak pani ocenia rozwój regionów? Czy dysproporcje między bogatymi a biednymi regionami się pogłębiają czy zmniejszają? Różnice między regionami, choć może odrobinę mniejsze niż parę lat temu, nadal są ogromne i nigdy nie będzie tak, że wszystkie regiony będą się rozwijać równomiernie. Ważne, by te biedniejsze motywował do działań proces doganiania najlepszych. Po to UE prowadzi politykę spójności, by dać możliwość korzystania z integracji wszystkim na w miarę równym poziomie. Regiony potrzebują stymulacji. Bogatsi korzystają z rynku, biedniejsi z transferu. Na Śląsku ma powstać metropolia. Na Mazowszu zaś coraz częściej mówi się o pomyśle wyłączenia Warszawy z regionu, by nie zawyżała średniej, co mogłoby obniżyć wysokość unijnych dotacji. Jak pani ocenia takie ruchy? Śląsk mnie przekonuje, bo wiem, że metropolia wychodzi, gdy się jej chce, a nie wychodzi, gdy się ją narzuca. Na Śląsku jej chcą. I dobrze, bo w tym regionie wiele przedsięwzięć można będzie prowadzić wspólnie, np. budować drogi. To pozwala obniżać koszty. Dyskusja o wyłączeniu podregionu warszawskiego z Mazowsza wymaga rozwagi. Jestem zwolenniczką spójności, uważam, że miasto ściąga inwestorów. Trzeba to przeanalizować, bo wyłączenie miasta z regionu nie zawsze wychodzi na dobre. Przykładem niech będzie Berlin wyłączony z Brandenburgii. Nie korzysta odpowiednio na tym ani miasto, ani region. Nie chcę, by odbierano Warszawie dostęp do unijnych środków, ale stolica musi też odpowiednio te pieniądze wykorzystać – przede wszystkim inwestować w nowoczesny transport oraz innowacyjność. Musi mieć m.in. lotnisko konkurencyjne dla innych w Europie czy wykorzystać transfer wiedzy. Jak pani zdaniem pogodzić inwestycje infrastrukturalne z ochroną środowiska? U nas ekolodzy blokowali budowę drogi przez dolinę Rospudy, niebawem może się okazać, że zablokują budowę lotniska w Modlinie. Przygotowywany jest raport badający m.in. wpływ inwestycji na życie nietoperzy zamieszkujących ten teren. Mam wielką nadzieję, że przy wielu ważnych inwestycjach znikną problemy ochrony środowiska, że opinie ekologów nie będą blokowały możliwości zdobywania unijnych pieniędzy. Słyszałam, że jest na to sposób. Opowiadał mi o tym marszałek województwa lubelskiego, a ja się z nim zgadzam. Ważny jest układ partnerski. Jeżeli władze od początku będą się starały nawiązać rozmowy i porozumienie z organizacjami ekologicznymi, łatwiej będzie wypracować jakieś porozumienie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL