Wywiady i rozmowy

Elita my-kształciuchów

Rozmowa z Grzegorzem Miecugowem
RZ: Czuje się pan wykształciuchem?
Grzegorz Miecugow: Czuję się wykształciuchem – zgodnie z definicją marszałka Ludwika Dorna, że wykształciuchy to ludzie z wykształceniem wyższym, inteligenci, którzy nie potrafią zrozumieć procesu dokonujących się zmian. I ponieważ ja nie rozumiem tego procesu, to jak najbardziej czuję się wykształciuchem. Z badań opublikowanych w piątkowej „Rzeczpospolitej” wynika, że 59 proc. Polaków uważa określenie wykształciuch za obraźliwe. Pana ono nie obraża?
Z kontekstu, w jakim tego słowa użył marszałek Dorn, wnioskuję, że to słowo w założeniu miało być obraźliwe. Ja się bynajmniej nie czuję obrażony, ponieważ pan Dorn słowem tym określił inteligencję, która krytykuje władzę. A ja się boczę na każdą władzę konsekwentnie od 18 lat. Ale wykształciuchy boczą się nie na każdą władzę, lecz na tę konkretną – PiS-owską... Bo poprzednia władza nie wyzywała i nie próbowała mnie obrażać. Dopiero ta władza próbuje dać wyraźny sygnał, że osoba lepiej wykształcona staje się podejrzana, ta władza pokazuje palcem: to są ci źli, na nich warczcie, na nich gwiżdżcie. Fenomenem tej władzy jest jednak to, że poprzednie rządy zazwyczaj po dwóch latach rządzenia dostawały czerwoną kartkę od wyborców. Obecna władza zaś przyjrzała się mocniej społeczeństwu i zaobserwowała, że 80 proc. ludzi chce mieć po prostu święty spokój, nie interesuje ich żadna rewolucja, ale dom, rodzina, kształcenie dzieci. I do tych osób zwraca się partia obecnie rządząca, używając takiego, a nie innego języka. Wytyka zaś palcem tych, którzy chcą czegoś więcej, którzy dążą do tego, by polskie społeczeństwo przypominało społeczeństwo francuskie czy belgijskie – otwarte i nowoczesne. Jako wykształciuch w „Szkle kontaktowym” staje pan w obronie innych wykształciuchów. No tak. Z tym że nie jest to żadne zorganizowane przedsięwzięcie, bo ja jako dziennikarz mogę najwyżej wyrażać swoje opinie, zadawać pytania i formułować wnioski wynikające z odpowiedzi na te pytania. Wiem jednak, że w Polsce są takie ruchy i widzowie „Szkła kontaktowego” organizują różne spotkania. Z tego, co wiem, nazwali się my-kształciuchy, założyli własną stronę internetową, za pomocą której umawiają się na spotkania. Całkiem niedawno takie spotkanie odbyło się w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Jednak wykształciuchy należą do mniejszości. Aż 72 proc. Polaków nie utożsamia się z tym określeniem. Ludzie bardziej aktywni i z większymi aspiracjami – i w sensie intelektualnym, i w sensie życiowym – zazwyczaj są w mniejszości, co zresztą zgadza się z tym, że większość polskiego społeczeństwa po prostu polityką się nie pasjonuje. A może po prostu Polacy nie dali się przekonać, że wykształciuch to brzmi dumnie? Myślę, że ta część Polaków, o których pani mówi, nie biorąc udziału w życiu publicznym, zapewne nie zdaje sobie sprawy z innego znaczenia tego słowa niż to, które się intuicyjnie samo nasuwa. Bo w samej konstrukcji semantycznej słowa jest już coś negatywnego czy obraźliwego – wykształciuch brzmi jak obdartuch, ale jeśli się zastanowić nad treścią, to nie ma tam nic obraźliwego. Pana zdaniem przynależność do wykształciuchów jest powodem do dumy? Jako gadżet przedstawiliśmy w programie telewizyjnym koszulkę z napisem „wykształciuch” – została mi jedna, a miałem kilka tysięcy, co świadczy o popularności i chęci przynależności do tej grupy, która w pewnym sensie rzeczywiście jest elitarna. 35 proc. Polaków w naszym sondażu określiło wykształciucha jako osobę wykształconą, a 25 proc. jako zadufaną. Ja się nie czuję zadufany. Ja jestem po prostu krytyczny i ostrożny wobec polityków.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL