Historia

Arsenał minionych wieków

Choć walki na froncie wschodnim miały o wiele bardziej mobilny, manewrowy charakter niż na Zachodzie, a teren sprzyjał aktywnemu działaniu jednostek kawalerii, to jednak zdecydowany ciężar walk spoczywał na piechocie.
Żołnierze c.k. armii, która miała wziąć na siebie główny ciężar walk w początkowym okresie wojny, uzbrojeni byli w karabiny Mannlicher wzór 1895 kaliber 8 mm. Broń miała pięcionabojowy pudełkowy magazynek wystający z łoża i dwuchwytowy zamek. Ów zamek, choć z pewnością przyspieszał proces ładowania (powszechnie stosowano bowiem czterochwytowe zamki), miał dużą wadę – zacinał się. W normalnych warunkach działał dobrze, jednak wszechobecny frontowy brud dostawał się do stosunkowo skomplikowanego mechanizmu i wówczas odciągnięcie zamka było nie lada problemem.
Do wzoru 1895 stosowano krótki nożowy bagnet, którego ostrze po założeniu na karabin skierowane było do góry (też ewenement). Piechur miał parę dwukomorowych ładownic, w których znajdowało się 40 nabojów, po pięć w metalowym ładowniku. Wsparcie ogniowe zapewniały oddziały karabinów maszynowych, które znajdowały się w pułkach. Dysponowały ckm Schwarzlose wz. 1907/12; broń strzelała nabojem 8-mm, wykorzystując zasadę zamka półswobodnego, który działał z opóźnionym otwarciem dzięki dużej masie i systemowi dźwigni. Ciekawostką ckm Schwarzlose była, zainstalowana w przedniej części komory zamkowej, pompka z oliwą służącą do smarowania każdego naboju przed wprowadzeniem go w lufę. Było to niezbędne dla prawidłowego działania broni. Karabin działał bez zarzutu, był starannie wykonany i stosunkowo prosty w obsłudze. Chłodzony wodą i zasilany z parcianej taśmy ckm osadzano na trójnożnej podstawie; niekiedy stosowano także tarczę ochronną. Oficerowie dysponowali kilkoma wzorami broni krótkiej, spośród których niewątpliwie najlepszy był samopowtarzalny pistolet Steyr M1912. Przyjęto go na uzbrojenie c.k. armii dopiero z chwilą wybuchu I wojny światowej. Pistolet strzelał bardzo udanym nabojem kalibru 9 mm, nieco większym od niemieckiego 9 mm Parabellum. Ten silny nabój spowodował, że broń działała przy zamku zaryglowanym. Po oddaniu strzału lufa cofała się wraz z zamkiem, po czym następowało odryglowanie i dalej cofał się już sam zamek, który z kolei w drodze powrotnej wprowadzał nowy nabój do komory. M1912 ładowało się z łódki nabojowej po odciągnięciu zamka, niewymienny magazynek znajdował się w chwycie. M1912 był niezawodny i miał dużą siłę rażenia, wadą był brak wymiennego magazynka. Austro-węgierska artyleria nie mogła się równać z niemiecką, ustępowała również rosyjskiej w początkowym okresie wojny światowej. Przede wszystkim mimo dobrze rozwiniętego przemysłu nie udało się wojska wyposażyć w odpowiednią ilość artylerii ciężkiej. Poza tym zapasy amunicji były nikłe, co w trakcie walk prowadziło do katastrofalnych sytuacji. Taktyka walki sięgała założeniami głęboko w wiek XIX, preferując zdecydowanie ostrzał bezpośredni z odkrytych stanowisk. Wojna rosyjsko-japońska pokazała anachroniczność takiej strategii, Austriacy mieli się o tym przekonać na własnej skórze, kiedy ich szeregi dziesiątkowały rosyjskie działa strzelające z zakrytych stanowisk ogniem stromotorowym. Dominowała początkowo armata M1905 kaliber 8 cm. Nie ustępowała ona w zasadzie innym armatom stanowiącym wyposażenie pułków artylerii lekkiej armii europejskich (poza oczywiście francuską „siedemdziesiątką piątką”), chociaż miała lufę brązową, a nie stalową. Jej szybkostrzelność wynosiła do około 10 strzałów na minutę, a donośność skuteczna sięgała 7 km. Używano głównie ważących niecałe 7 kg szrapneli (316 kulek ołowianych o wadze 9 gramów i 16 o wadze 13 gramów). Chlubą c.k. armii były ciężkie moździerze – 48 moździerzy 240-mm i 24 o kalibrze 305 mm. Ten ostatni, produkowany w zakładach Skoda, wystrzeliwał pocisk o wadze 215 kg na odległość 26 300 m. Do jego transportu używano trzech ciągników. Baterie tych dział wspomogły Niemców podczas walk o twierdzę Namur w Belgii. Szczególnie przydatne okazały się polowe haubice kalibru 10 i 15 cm. W walkach pozycyjnych niezbędne były granaty ręczne i karabinowe, używano kilkudziesięciu różnych typów. Rosjanie zmagający się z dwoma potężnymi przeciwnikami ponosili olbrzymie straty w ludziach i sprzęcie. Uzupełniali je dzięki zagranicznym zakupom. Wielkie ilości mosinów, regulaminowych karabinów carskiej armii, dostarczały amerykańskie wytwórnie, m.in. Remingtona. Powszechnie używano też japońskich karabinów Arisaka oraz amerykańskich winchesterów. Liczba zakupionych karabinów szła w miliony. Na front wschodni trafiły także rkm-y Lewisa i ckm-y Colta. Od roku 1916 żołnierze rosyjscy zaczęli też otrzymywać stalowe hełmy francuskie wz. 1915 Adrian oraz wzorowane na nich hełmy produkowane w Finlandii (tzw. hełmy rosyjsko-fińskie). Broń „techniczna” nie znalazła takiego zastosowania jak na froncie zachodnim, niemniej należy odnotować użycie na Wschodzie pociągów pancernych, samochodów pancernych i samolotów. Z tych ostatnich warto wspomnieć o jednym z największych bombowców owych czasów, był to Ilia Muromiec, skonstruowany przez jednego z najsłynniejszych lotniczych konstruktorów Rosjanina Igora Sikorskiego. Ten wielosilnikowy samolot, naszpikowany kilkoma karabinami maszynowymi, wziął udział w wielu akcjach w czasie wojny, m.in. przeciwko twierdzy przemyskiej. Co ciekawe, był niezwykle groźny nawet dla myśliwców, wielokrotnie wygrywał pojedynki choćby z austriackimi albatrosami; jego załogę stanowiło pięciu ludzi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL