Finanse

Euro w Polsce - nadzieja czy zagrożenie?

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Dyskusja o wprowadzeniu w Polsce euro może być bardzo trudna. W 2004 r. NBP wyliczył, że dzięki wstąpieniu do strefy euro wzrost gospodarczy będzie wyższy o 0,2 - 0,4 pkt proc. rocznie.
Europarlamentarzysta prof. Dariusz Rosati uważa, że będzie to nawet więcej. Ale pojawiają się też głosy, że polskie społeczeństwo na razie nie jest przygotowane do wyrzeczeń koniecznych przy operacji zmiany waluty. A niektórzy uważają wręcz, że byłoby to dla polskiej gospodarki niekorzystne.Jeżeli zaś rząd, zgodnie z zapowiedziami, będzie chciał przeprowadzić referendum w tej sprawie (co zdaniem Komisji Europejskiej jest bezprawne, ponieważ zobowiązaliśmy się przyjąć euro, przystępując do UE), pojawi się dodatkowa trudność. Tylko około 2 proc. Polaków czuje się dobrze poinformowanych o skutkach rezygnacji ze złotego. Dyskusje o zaletach i wadach tego procesu często dotyczą trudnych kwestii ekonomicznych, które dla przeciętnego obywatela mogą być niezrozumiałe. Cykl debat organizowanych przez "Rz" i NBP ma wyjaśnić wątpliwości. A przynajmniej przedstawić niektóre najważniejsze problemy.
Powtarzam za Miltonem Friedmanem: Polska powinna przystąpić do strefy euro wtedy, kiedy będzie to dla niej najbardziej korzystne. Z technicznego punktu widzenia nie będzie mogło to nastąpić wcześniej niż w 2012 r. Zgodnie z traktatem akcesyjnym Polska zaakceptowała przyjęcie wspólnej waluty. Praktycznie dyskusja nie powinna dotyczyć tego, czy przyłączyć się do strefy euro, ale kiedy to zrobić. Gotowi do przystąpienia do strefy euro będziemy najwcześniej w drugiej połowie przyszłej dekady. Obecnie żaden demokratycznie wybrany rząd nie zaakceptuje kosztów tego procesu. W 2003 r. mówiono, i ja sam o tym pisałem, że euro przyjmiemy w 2008 r. Może ktoś wreszcie zastanowi się, dlaczego data wprowadzenia euro wciąż się odsuwa. Czy to jest efekt braku woli, czy też obiektywnych ograniczeń? Należy odłożyć przyjęcie euro do 2015 r., aż dokończymy procesy transformacji. Należy też przeprowadzić w tej sprawie referendum. Korzyści są dyskusyjne, życzeniowe, niekoniecznie muszą się spełnić. A koszty są pewne. Polska, aby wyrównać poziom rozwoju gospodarczego, musi się szybciej rozwijać w długim okresie. Do tego niezbędne są instrumenty polityki pieniężnej. Jestem za szybkim i przygotowanym przystąpieniem do strefy euro. Im później to uczynimy, tym więcej korzyści zostanie utraconych. Jeżeli dostosowanie finansów publicznych jest elementem wchodzenia do euro, to znaczy, że takiego dostosowania musimy dokonać. Nie chcę dyskutować, kiedy jest to możliwe. W Europie jest przykład Hiszpanii, która przeprowadziła najwyższej klasy reformę finansów publicznych. Dla mnie sprawa jest oczywista, w miarę upływu czasu luka w tempie rozwoju między Polską a strefą euro będzie się zamykać. Wobec tego im później przejdziemy na wspólną walutę, tym mniejsze będą z tego korzyści. Realnie biorąc, gdyby była wola polityczna, Polska mogłaby wejść do strefy euro 1 stycznia 2010 r. Ale jeżeli nie będzie woli, to możliwe, że rzeczywiście będzie to dopiero po 2015 r. Postulatu wejścia do strefy euro nie można formułować bezwarunkowo: czy to ma być jutro, pojutrze czy popojutrze. Termin wejścia do strefy euro jest funkcją stanu przygotowania naszej gospodarki. Powinniśmy o tym pamiętać. Te kraje, które przygotowały się gorzej do przyjęcia wspólnej waluty, rozwijały się też gorzej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL