Świat

Paryż czeka na Kaczyńskiego

Nicolas Sarkozy już podczas czerwcowej wizyty w Warszawie zademonstrował polityczne poparcie dla Polski
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
W relacjach z Europą Środkową i Wschodnią Nicolas Sarkozy kieruje się swoją programową dewizą: zerwać z epoką Chiraca
Sarkozy chce wzmocnić pozycję Paryża w świecie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej. Prowadzi więc bardzo aktywną politykę zagraniczną, dzięki czemu dla krajów takich jak Polska Francja staje się istotnym partnerem -być może nawet ważniejszym niż Niemcy.
Co więcej, jak zauważają eksperci, Sarkozy nie widzi sprzeczności między opcją atlantycką a tożsamością europejską. Reaktywuje strategiczne przymierze z USA i nie wyklucza powrotu Francji do militarnych struktur NATO. W tej sytuacji sens traci nazywanie Polski "koniem trojańskim Amerykanów w UE". Jak zauważa politolog Alain Besancon, Francji Sarkozy'ego łatwiej przyjdzie zrozumieć, że Polska, Węgry czy Rumunia swoje bezpieczeństwo powierzają USA.
W piątek, po powrocie z Bułgarii, Sarkozy przyjmował w Paryżu Wiktora Juszczenkę. W poniedziałek będzie gościł Lecha Kaczyńskiego i premiera Czech Mirka Topolanka. Dzień później pojedzie do Rosji. Zdaniem StefanaMellera, byłego szefa MSZ, tak intensywne kontakty prezydenta Francji z przywódcami naszego regionu bezpośrednio przed jego wizytą na Kremlu to wyśmienite znaki, sugerujące - także Putinowi -że Paryż zrywa z realpolitik wobec Moskwy i nie zamierza prowadzić polityki wschodniej z pominięciem interesów swych partnerów z byłego bloku sowieckiego. Nowe rozłożenie akcentów we francuskiej geostrategii jest bliskie polskiej racji stanu. Obu prezydentów łączy znaczenie, jakie przywiązują do takich wartości, jak patriotyzm, praca, rodzina czy wiara. Nicolas Sarkozy zdążył już złożyć dowody i politycznego wsparcia dla Polski (wizyta w Warszawie wkrótce po objęciu władzy; solidarność na czerwcowym szczycie UE w Brukseli), i sympatii dla Polaków (był na miejscu katastrofy polskiego autokaru pod Grenoble; w poniedziałek Lech Kaczyński odznaczy francuskich ratowników). Czy to oznacza, że paryskie spotkanie jest skazane na sukces? Niekoniecznie. Jego głównym tematem będzie bowiem bliski szczyt UE w Lizbonie, w trakcie którego osamotniona polska delegacja chce bronić własnej interpretacji ustaleń w sprawie tzw. mechanizmu z Joaniny pozwalającego na odwlekanie decyzji. - Jeśli Francja poważnie myśli o współpracy z Polską, powinna się zastanowić nad poparciem naszych zabiegów o silną pozycję, czyli wpisaniem do nowego traktatu mechanizmu z Joaniny - powiedział "Rz" przewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Zalewski. Pośrednio odpowiedział mu -w rozmowie z "Rz" - jego francuski odpowiednik Axel Poniatowski. - W nowej polityce zagranicznej Francji Polska zajmuje miejsce jednego z sześciu najważniejszych państw UE; dla Paryża jest to już ustalenie wiążące - zapewnia szef Komisji Spraw Zagranicznych Zgromadzenia Narodowego. Jeśli rzeczywiście Warszawa chce więcej, a Paryż uważa, iż dał już dostatecznie dużo, to poniedziałkowy szczyt francusko-polski nie przyniesie znaczących rezultatów. Taką prognozę stawia Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego. W jego opinii Polska jest w UE izolowana; również Francji nie proponuje niczego istotnego. Skądinąd, Smolar nie przywiązuje większego znaczenia do projektu Sarkozy'ego sugerującego stworzenie wiodącej grupy G6 z udziałem Polski: w instytucjach UE nie ma miejsca dla takiego kolegium. Z kolei ekspert Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych Olivier Louis przestrzega przed uleganiem złudzeniu, że Paryż zwraca się ku Warszawie w celu osłabienia pozycji Berlina w łonie UE. -To iluzja, przymierze francusko-niemieckie pozostanie fundamentem Europy - mówi. W jego przeświadczeniu zbliżenie Polski i Francji nie powinno być traktowane jako efekt politycznej koniunktury, lecz jako powrót do naturalnego stanu rzeczy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL