fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Offensywa Deluxe - jazzowy Pink Freud i rockowy Kim Nowak

Pink Freud
materiały prasowe, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Specjalny wieczór Offensywa Deluxe uhonorował dwa najlepsze, zdaniem redaktora Piotra Stelmacha i współtwórców Offensywy, polskie zespoły 2010 roku: jazzowy Pink Freud i rockowy Kim Nowak.
Koncerty transmitowane były na żywo w piątkowy wieczór na antenie Trójki ze Studia im. Agnieszki Osieckiej.
Takiego spotkania na szczycie polskiego rocka i jazzu dawno nie było. Po koncercie Piotr Stelmach powiedział mi, że Pink Freud to jego zdaniem nie jest czysty jazz, a Wojtek Mazolewski i jego ekipa to punkowcy. Trochę tak jest. Ale nikt nie ma wątpliwości, że to muzyka improwizowana, rozkołysana (swingująca?), tętniąca rytmem, melodyjna (a jakże, nucić też można), a przede wszystkim niosąca pozytywną energię.
Żadna inna muzyka tak skutecznie nie poprawia mi dziś nastroju jak właśnie Pink Freud. Owszem przeżycia estetyczne, intelektualne, znajduję w wyrafinowanym jazzie: Włodka Pawlika, Tomasz Stańki czy Marcina Wasilewskiego. Jednak czystą energię dostaję za pośrednictwem fal akustycznych płynących bezpośrednio ze strun gitary basowej Wojtka Mazolewskiego, a jego kompani dodają swoje w wybornym stylu.
Ale zanim na scenie Trójki pojawiła się formacja Pink Freud, doznałem olśnienia. Nie tak dawno lamentowałem w gronie znajomych, że nie ma u nas prawdziwie rockowego zespołu, który nawiązywałby do dokonań Led Zeppelin, Hendrixa czy Deep Purple. Jakże głęboka była moja niewiedza. Taki zespół jest, działa od 2008 roku i nazywa się Kim Nowak.
Jak wysoki prezentuje poziom i jakiego potrafi dać czadu, przekonałem się na własne oczy i uszy podczas piątkowego koncertu. Trio w składzie: Michał Sobolewski - gitara, Bartek Waglewski (Fisz) - gitara basowa i Piotr Waglewski (Emade) - perkusja improwizują z zacięciem najlepszych rockmanów, a przede wszystkim mają doskonałe brzmienie, pomysły na ciekawe aranże i ten błysk geniuszu, który każe stawiać trio wśród najlepszych w polskiej muzyce, nie tylko rockowej.
Gościem specjalnym zespołu był artysta Mariusz „Wilk” Wilczyński, który w trakcie jednego z utworów jedną ręką rysował, a drugą trzymał kamerę przesyłającą powiększony obraz na duży ekran.
Szkoda, że Pink Freud miał na początku problemy, a to z mikrofonem, a to z odsłuchem. Ale kiedy wszystko już działało, jak trzeba, basista Wojtek Mazolewski, saksofonista Tomasz Duda, trębacz Adam Baron i perkusja Jerzego Rogiewicza zabrzmieli jak jeden muzyczny organizm.
Słusznie podkreślił w rozmowie w [link=http://tv.rp.pl/video/Kultura,Rozmowy/Muzyka-to-pasja-Pink-Freud]tv.rp Wojtek Mazolewski[/link], że przez te lata Pink Freud nauczył się grać... ze sobą. Taki poziom porozumienia pomiędzy instrumentalistami osiąga się tylko wówczas, kiedy tworzy się razem muzykę, którą się lubi i oddaje się jej całym sercem. Ten przepływ idei i pozytywnej energii pomiędzy muzykami promieniuje na publiczność, która reaguje entuzjastycznie.
Dlatego ich koncerty cieszą się taką popularnością. Pink Freud zagrał utwory z wyróżnionego przez Offensywę albumu „Monster of Jazz”, ale także wcześniejsze.
Dodam jeszcze, że już 18 lutego ukaże się nowy album sygnowany: Wojtek Mazolewski Quintet - „Smells Like Tape Spirit”. Już wiem, że to będzie wydarzenie.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA