fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Szewach Weiss w Międzynarodowy Dzień Holokaustu

Fotorzepa, Monika Zielska Monika Zielska
Niemal w całej Europie zjawisko kolaboracji z Niemcami było powszechne. Polacy natomiast bili się z nimi od początku do końca wojny. Nigdy nie stworzyli proniemieckiego rządu czy proniemieckich oddziałów – w Międzynarodowym Dniu Holokaustu pisze były ambasador Izraela w Polsce
Dzisiaj cały świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Holokaustu. ONZ, która w 2005 roku podjęła decyzję o jego ustanowieniu, nie przez przypadek wybrała datę 27 stycznia. Tego dnia bowiem Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz-Birkenau. Gdy mówimy o Holokauście, pierwszą konotacją, która przychodzi nam do głowy, jest właśnie Auschwitz. Największa z niemieckich fabryk śmierci.
[srodtytul]Holokaust: polsko-żydowska tragedia[/srodtytul]
Ale zagłada narodu żydowskiego to nie tylko Auschwitz. To także dziesiątki innych obozów, ulice miast i miasteczek, wiejskie podwórka, lasy i pola, na których bestialsko mordowano Żydów. Naród ten bowiem w zamyśle Niemców miał zostać wymordowany do ostatniego mężczyzny, do ostatniej kobiety i ostatniego dziecka. Decyzję w tej sprawie podjęto w styczniu 1942 roku na konferencji na berlińskiej ulicy Wannsee.
Obradom – w których wzięło udział wielu prominentnych przedstawicieli reżimu narodowo-socjalistycznego, m.in. Adolf Eichmann – przewodniczył
Reinhard Heydrich. Padły wówczas słowa, że sprawa 1,5 miliona Żydów została już „załatwiona”. Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej – wtedy właśnie powstał ten straszny termin – miało zaś objąć 11 milionów ludzi.
Aby ludobójstwo na taką skalę było możliwe, należało stworzyć fabryki śmierci, które pozwoliłyby szybko, w sposób przemysłowy, uśmiercać gigantyczną ilość ludzi. To w końcu byli Niemcy, ludzie, którzy wszystko robili w sposób poukładany i systematyczny. „Ordnung muss sein”. Gdy pytają mnie, dlaczego Holokaust był zjawiskiem wyjątkowym, wskazuję właśnie na konferencję w Wannsee. Nigdy wcześniej i później w dziejach świata nie podjęto za biurkiem decyzji o fizycznym unicestwieniu całego narodu.
Niemcy swoje fabryki śmierci wybudowali na polskiej, okupowanej przez nich ziemi. W ten sposób Holokaust stał się wspólną, polsko-żydowską tragedią. Czasami mówi się, że Niemcy nieprzypadkowo dokonali dzieła zagłady w Polsce. Zgoda. Ale zrobili tak dlatego, że właśnie tutaj mieszkała największa w Europie społeczność żydowska. 3,5 miliona ludzi. Najwygodniej było więc ich wymordować na miejscu. Nie chcieli też tego robić na oczach własnych obywateli.
Niestety, jednak są ludzie, którzy próbują przerzucić na Polaków odpowiedzialność za to, co się stało. Opowiadają o „polskich obozach śmierci”, co jest haniebnym kłamstwem i niegodziwością. Przecież obok Żydów w tych obozach ginęły setki tysięcy Polaków. Intelektualistów, szlachciców, działaczy podziemia, oficerów, księży i zwykłych ludzi. Mordowanych tak samo jak mordowani byli Żydzi.
[srodtytul]Ocalony przez chłopskie rodziny[/srodtytul]
Żydzi mieszkali w Polsce przez 900 lat i kochali ten kraj. Uważali go za swoją ojczyznę. Ich związki z Polakami były bardzo bliskie. Jak ułożyły się stosunki między obydwoma narodami podczas Holokaustu? Różnie. Byli tacy Żydzi, którzy niestety spotkali się z obojętnością sąsiadów lub wręcz padli ofiarą szmalcowników. Byli jednak i tacy, którzy mieli szczęście spotkać na swojej drodze Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.
Jedną z tych osób jestem ja. Człowiek ocalony wraz z bliskimi przez zwykłe chłopskie rodziny. Zawsze protestuję, gdy słyszę, że Polacy zrobili „zbyt mało”. Jak można bowiem oceniać ludzi, którzy znajdowali się w tak trudnej sytuacji? Natura ludzka jest taka, że przede wszystkim dba się o życie swoje i swoich bliskich. To właśnie ich bezpieczeństwo jest najważniejsze.
[srodtytul]Żeby narazić się na śmierć[/srodtytul]
– swoją i swoich dzieci – aby ratować obcego człowieka, należy mieć wielką odwagę. Wymagać tego od zwykłych, sterroryzowanych przez okupanta ludzi to zbyt wiele. Naród żydowski takiego egzaminu sam nie przeszedł. Nie wiadomo, ilu takich bohaterów jak polscy Sprawiedliwi znalazłoby się wśród Żydów.
Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata powinno się więc oddawać największy hołd i hołd ten Żydzi oddają. Według naszej religii każdy z tych dzielnych ludzi ocali bowiem cały świat. Każdy człowiek jest bowiem osobnym światem. Gdyby to ode mnie zależało, nazwałbym ten dzień Dniem Holokaustu i Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Tym ludziom się to należy.
A co ze szmalcownikami i tymi, którzy – jak pisze w swojej książce „Złote żniwa” Jan Tomasz Gross – Żydów zabijali? Sprawa nie jest prosta. Gross opisuje bowiem wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce. Były to jednak patologia i margines, które podczas wojny, w warunkach straszliwego terroru niemieckiego okupanta, przybrały na znaczeniu i sile. Gdyby Niemcy nie zajęli Polski, tych zachowań by nie było.
Nie wolno więc wyciągać z tego ogólnych wniosków i przenosić zachowań tej patologii na cały polski naród. Obarczać za nie odpowiedzialnością wszystkich Polaków. Przypominam, że niemal w całej Europie zjawisko kolaboracji z Niemcami było powszechne. Polacy natomiast bili się z nimi od początku do końca wojny. Nigdy nie stworzyli proniemieckiego rządu czy proniemieckich oddziałów. Pozostali niezłomni.
Przed wojną mieszkałem w Bobrujsku i pamiętam pierwszy pogrom, do jakiego doszło w naszym miasteczku. Było to w sierpniu 1941 roku, gdy odeszli Sowieci i na ich miejsce przyszli Niemcy. Owi Niemcy podczas pogromu stali z boku. Mordowali nas nasi ukraińscy sąsiedzi. Ale ja nigdy nie powiedziałbym o narodzie ukraińskim, że jest narodem zbrodniarzy. Tym bardziej nie można więc tak mówić o Polakach, którzy w przeciwieństwie do Ukraińców nigdy nie byli przecież strażnikami w obozach zagłady.
[srodtytul]Najważniejsze przykazanie[/srodtytul]
Artykuł ten chciałbym zakończyć rozważaniem nad problemem winy. Problemem ofiar i oprawców. Z jednej strony mamy Hannah Arendt. Słynną filozof, która pochodziła z Królewca i pisała o banalności zła. Według niej nie można mówić, że jakiś naród jest z gruntu zły, że jego przedstawiciele przekazują swoim potomkom w genach jakieś złowieszcze, negatywne cechy.
Nie, według niej w każdym narodzie istnieje pewien patologiczny margines, który w pewnych sytuacjach się znacznie rozszerza. Taką sytuacją może być wojenne zdziczenie lub po prostu reżim polityczny, który zachęca obywateli do dokonywania zbrodni. Dlatego więc do ludobójstwa może dojść w każdym miejscu i w każdym narodzie znajdą się oprawcy.
Z drugiej strony mamy filozofię Karla Theodora Jaspersa. Niemca, który był przeciwnikiem reżimu i uciekł z Trzeciej Rzeszy. Po wojnie pisał zaś o winie kolektywnej. Uważał, że tylu Niemców poparło NSDAP, tylu brało udział w zbrodniach reżimu (600 tysięcy pracowało w samych obozach!) i tylu się na nich wzbogaciło, że jeżeli Niemcy chcą wrócić do cywilizacji judeochrześcijańskiej, to jako naród muszą na swoje barki przyjąć historyczną winę.
[wyimek]Wydarzenia opisywane przez Grossa rzeczywiście miały miejsce. Były to jednak patologia i margines, które w warunkach straszliwego niemieckiego terroru przybrały na sile[/wyimek]
A co z Żydami? Jedna trzecia narodu została eksterminowana. 6 milionów ludzi, w tym 1,5 miliona dzieci. A ci Żydzi z Europy Wschodniej, którzy przetrwali w krajach oddanych w Jałcie pod władzę Stalina, rozjechali się po świecie. Opuścili Polskę i inne ojczyzny, aby pojechać do Palestyny, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Ameryki Południowej czy Australii. Żydowskie życie w tej części świata, w której koncentrowało się przez wieki, wygasło.
Bogobojni Żydzi do dziś zastanawiają się nad tym, co się stało. I zadają pytania: Boże, dlaczego na to pozwoliłeś? Boże, gdzie wtedy byłeś? Boże, dlaczego akurat na nas spadła ta straszliwa kara? Ja na pytanie, gdzie wtedy był Bóg, odpowiadam: w sercach Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Proszę mi wybaczyć, że znów wracam do tego wątku, ale moim zdaniem jest on kluczowy.
Żydzi doskonale pamiętają o polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, o ludziach, którzy z poświęceniem ratowali naszych rodaków w godzinie największej próby. A także o tym tysiącu Polaków, którzy za swoją pomoc zapłacili najwyższą cenę. Zostali brutalnie zamordowani przez Niemców na podwórkach swoich domów, razem z ludźmi, których usiłowali ocalić. Każda z tych osób powinna zostać świętym.
Jaki więc wniosek wypływa dla potomnych z koszmaru Holokaustu? Powinniśmy w nowy sposób podejść do dziesięciu przykazań. Najważniejszym z nich powinno być przykazanie „nie zabijaj”.
[i] —not. p.z.[/i]
Szewach Weiss jest izraelskim politologiem i politykiem, był m.in. przewodniczącym Knesetu z ramienia Partii Pracy i ambasadorem Izraela w Polsce. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA