fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Cel darmowa dostawa

Kolejka po odbiór osobisty w jednym z punktów sklepu Merlin
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Piotr Mazurkiewicz
E-sklepy na świecie stawiają na darmową dostawę towarów do klientów niezależnie od kwoty zamówienia. W Polsce to ciągle rzadkość
Jak napisał "Wall Street Journal", sklep Amazon.com chce w całych Stanach Zjednoczonych wprowadzić program zwolnienia klientów z koszty dostawy i to niezależnie od wartości zamówienia. Pilotażowy serwis AmazonTote na razie działa w Seattle, gdzie mieści się centrala największej internetowej księgarni na świecie. Jak podaje gazeta, wkrótce jego działanie obejmie cały kraj. Klient będzie miał prawo do dostawy bez dodatkowych kosztów przez tydzień od złożenia zamówienia. Co najciekawsze, nie będzie obowiązywała żadna kwota minimalnej wartości zamówienia, aby z tego przywileju skorzystać. Firma liczy na przyciągnięcie zwłaszcza klientów robiących zakupy spożywcze.
Jak podaje "Wall Street Journal", to jednak ryzykowna taktyka. Pionierski na rynku e-zakupów spożywczych sklep Webvan Group w 2001 r. ogłosił bankructwo.
- Jednak przywileje w zakresie kosztów dostawy mogą zachęcić klientów do częstszych zakupów podstawowego asortymentu sklepu, czyli książek czy płyt - wyjaśnia Fiona Dias, wiceprezes GSI Commerce.
Amazon otwiera się także na inne rynki. W ubiegłym roku jego brytyjski oddział wprowadził darmową dostawę dla klientów z Polski. Trzeba jednak wydać jednorazowo co najmniej 25 funtów. Konkurenci w naszym kraju nie zareagowali na to specjalnymi ofertami, jednak nie wiadomo na jaką skalę Polacy korzystają z oferty sklepu.
- Nie podajemy żadnych danych na temat liczby klientów z konkretnych krajów - usłyszeliśmy w biurze prasowym Amazon.
W przepadku polskich sklepów internetowych z żywnością darmowa dostawa jest możliwa, ale tylko w przypadku zamówienia z minimalną kwotą. Jej wysokość różni się nie tylko zależnie od dnia, ale nawet godziny dostawy. Z reguły jest to co najmniej 150 zł. W przypadku innego asortymentu jest podobnie. Klienci Empiku czy Merlina można uniknąć dodatkowych kosztów, odbierając zamówienie osobiście w ich sklepach. Siłą rzeczy jest to oferta ograniczona raczej do największych miast.
Z kolei sklepy ze sprzętem elektronicznym niezależnie od wydanej kwoty doliczają opłaty za dostawę.
- Dopóki jeden z liderów od tego nie odejdzie, trudno liczyć na zmiany na rynku. E-sklepy pracują na niskich marżach, więc niechętnie przejmą na siebie ten dodatkowy koszt - mówi prezes jednego ze sklepów internetowych.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA