Opinie

Zgoda z Putinem na jego warunkach?

Rosja musi stawić czoła globalnym zmianom, jeśli chce przetrwać, być może nie tylko jako imperium, ale jako wspólnota polityczna w ogóle (na zdjęciu Władimir Putin w swojej podmoskiewskiej rezydencji, sierpień 2006)
AFP
Proces Chodorkowskiego przygotował osobiście prokurator Czajka. Ten sam, który po zakończeniu postępowania MAK będzie nadzorował śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej – pisze znawca Rosji
Rzeczpospolita” opublikowała ostatnio dwa istotne głosy wspierające linię „polityki odprężenia z Rosją” autorstwa dyrektora Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcina Zaborowskiego oraz profesora Instytutu Zachodniego Stanisława Żerki.
Dr Zaborowski stanowczo twierdzi, iż krytycy linii porozumienia z Putinem to „ideologowie” lub też ludzie nierozumiejący wyzwań nowej globalnej sytuacji geopolitycznej. Nową politykę realizowaną przez swojego przełożonego ministra Sikorskiego nazywa „polityką zrywania z dominującym do niedawna tabu” – a to, jak protekcjonalnie dodaje – „budzi opór przyzwyczajonych do obowiązującej tradycji”.
„Tabu”, z którym minister Sikorski zrywa, to koncepcja funkcjonująca w polskiej polityce zagranicznej do 2007 roku (zarówno pod auspicjami prezydenta Kwaśniewskiego, jak i Kaczyńskiego), a znana najczęściej jako koncepcja wypracowana w kręgu paryskiej „Kultury”, oparta na zasadzie dezimperializacji obszaru Europy Wschodniej. Należę do grupki osób do tej zasady i do tej koncepcji przywiązanych. Uznaję jednak potrzebę rozważenia jej alternatywy realizowanej przez rząd Donalda Tuska. [srodtytul]Bez praktycznych rezultatów[/srodtytul] Nowa polityka jest już prowadzona od trzech lat – od stycznia 2008 roku i wizyty ministra Sikorskiego w Moskwie, która miała przygotować wizytę premiera Tuska na Kremlu, a stała się prawdziwym kamieniem milowym na drodze do zepsucia stosunków polsko-ukraińskich (polski rząd zdecydował się zamanifestować wybór Moskwy w dniu, w którym prezydent Putin przykładał pistolet gazowy do głowy premier Tymoszenko). Warto zatem już może zapytać o praktyczne rezultaty. Bez pojedynku na „ideologie” i inne epitety. Tu jednak napotykamy od razu pewien opór. Dyrektor Zaborowski pisze: „Sytuację komplikuje fakt, że zrywanie z tabu nie oznacza, iż polityka wschodnia Warszawy przyniesie natychmiastowe rezultaty”. Natychmiastowych nie należy oczekiwać, ale po trzech latach wolno już chyba zapytać, jakie rezultaty zapowiadano, a jakie zostały osiągnięte. Przypomnijmy: przed swoją pierwszą wizytą na Kremlu premier Tusk zapowiadał, że będzie zabiegał o zmianę decyzji o budowie gazociągu północnego. Nie udało się. Gazociąg jest już w budowie i okazało się, że może ona zagrodzić drogę największym okrętom do gazoportu w Świnoujściu – kluczowej inwestycji Polski na rzecz bezpieczeństwa energetycznego. Minister Sikorski kilkakrotnie powiedział publicznie, że problemu nie ma, a jeśli jest, to będzie błyskawicznie rozwiązany. Niestety – do dzisiaj rozwiązany nie jest. W sprawie nowej umowy o dostawach gazu do Polski, zawieranej z Gazpromem, musiała interweniować Komisja Europejska, do tego stopnia stanowisko przyjęte przez stronę polską w negocjowaniu tej umowy okazało się niekorzystne dla polskich (czyli europejskich) konsumentów. Proszę zatem o odpowiedź na pytanie: jak wygląda bilans korzyści i strat polityki zerwania z „tabu”, nowej polityki wobec Federacji Rosyjskiej, w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego Polski? Czy stanowisko Rosji uległo w tej dziedzinie jakiemuś zwrotowi, jakiejś redefinicji, poprawiającej wyraźnie położenie Polski? Dyrektor Zaborowski spieszy z uspokajającą deklaracją: „W stosunkach z Moskwą uczyniliśmy ogromny postęp, szczególnie w odniesieniu do kwestii historycznych”. Skoro tak, to proszę o wskazanie konkretnych skutków owego „ogromnego postępu” – skutków dla polskiej gospodarki, dla bezpieczeństwa państwa? Czy kolejne wizyty premiera Putina na Westerplatte i w Katyniu albo wizyty prezydenta Miedwiediewa na pogrzebie prezydenta Kaczyńskiego w Krakowie oraz na dzień św. Mikołaja w Warszawie coś w tych dziedzinach zmieniły? Proszę o konkrety. Może jestem niedoinformowany. [srodtytul]Przełom tylko w mediach[/srodtytul] Nieco pewniej czuję się w dziedzinie „kwestii historycznych”, w której dyrektor Zaborowski ogłasza „ogromny postęp”. W tej dziedzinie Władimir Putin wykonał w ostatnich latach rzeczywiście ogromną pracę. W centrum swej polityki historycznej osadził na nowo chwałę imperium zbudowanego dzięki wielkiemu zwycięstwu w II wojnie światowej. To jest wciąż i niezmiennie linia masowej propagandy docierającej do milionów obywateli Rosji. Do niej dodany został nowy, nieobecny tak mocno w czasach sowieckich akcent: „chwała czekistom”, setki filmów i popularnych publikacji sławiących pracowników „organów” przy robocie – wszystko dla obrony imperium, oczywiście. Nic w tym zakresie się nie zmieniło w roku 2009 czy 2010. Niestety. Dwa pokazy filmu Andrzeja Wajdy o Katyniu toną, niestety, w morzu tego rodzaju codziennie prezentowanych dzieł polityki historycznej Rosji Putina. Sam premier Rosji konsekwentnie przeciw wspomnieniu Katynia wysuwa – rzekomo je równoważący – polski „anty-Katyń”, czyli los jeńców sowieckich z wojny 1920 roku. Konsekwentnie także relatywizuje pakt Ribbentrop – Mołotow jako odpowiedź na niebezpieczny dla pokoju „polski imperializm” itd., itp. Tak to brzmi w najbardziej poczytnych tytułach rosyjskiej prasy. Proszę poczytać: „Wiedomosti”, „Izwiestia”, „Komsomolską Prawdę”, „Moskowskogo Komsomolca”, „Rossijską Gazietę”, „Krasną Zwiezdę” z lat 2009 i 2010. Warto też przypomnieć sobie sentencje wyroków i decyzji Naczelnej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej wydawanych w ostatnich latach i miesiącach w sprawie Katynia. To wciąż kolejne kroki wstecz w stosunku do sytuacji prawnej z lat 1992 – 1993. Przynajmniej z polskiego punktu widzenia, a na pewno z punktu widzenia rodzin katyńskich ofiar. Te ofiary są wciąż podejrzanymi o działalność przestępczą osobnikami, które być może zasłużyły na swój los – według oficjalnego, przedstawionego w Strasburgu stanowiska rządu Federacji Rosyjskiej. To jest aktualne stanowisko rządu Władimira Putina. Czy dyrektor Zaborowski chce z tymi faktami dyskutować? „Przełom” w dziedzinie kwestii historycznych występuje, niestety, tylko w życzliwych premierowi Tuskowi polskich mediach. Warto zapytać wreszcie o bilans naszych stosunków z Ukrainą i Litwą uznawanych przez zwolenników „tabu” (czyli koncepcji dezimperializacji Europy Wschodniej) za strategicznych partnerów Rzeczypospolitej. Truizmem jest stwierdzenie, że są one obecnie znacznie gorsze, niż były na początku rządów Donalda Tuska. Czy jest to wyłącznie wina strony litewskiej i ukraińskiej? A może jednak to pogorszenie ma jakiś związek ze strategiczną koncepcją realizowaną od trzech lat przez ministra Sikorskiego i (od krótszego czasu) dyrektora Zaborowskiego, iż to Moskwa jest dla Warszawy partnerem na Wschodzie, nie Kijów i nie Wilno? [srodtytul]Z Europy czy z Łubianki?[/srodtytul] Ktoś może powiedzieć – to drobiazgi. Trudne początki na dobrej drodze. Ale dokąd prowadzi ta droga? Minęły ledwie trzy lata od zainaugurowania nowej polityki wschodniej premiera Tuska, a doktor Zaborowski, podobnie jak profesor Żerko, proponuje spojrzenie w znacznie dłuższej perspektywie – przynajmniej 30 lat. Zwracają oni uwagę na wielkie zmiany w geopolitycznej sytuacji świata. Wzrost znaczenia Chin i Indii, można by do tego dodać jeszcze nie wygasłą ekspansję demograficzną i ideologiczną islamu. Tak jak Siergiej Karaganow stwierdzają, że w tej sytuacji Rosja i Europa muszą ze sobą współpracować. Mają rację. Podzielam ten pogląd. Pozwolę sobie jednak zapytać, jakie z tej słusznej konkluzji powinny wynikać polityczne wnioski? To nie Unia Europejska, nie Polska w pierwszym rzędzie jest zagrożona ekspansją geopolityczną i geoekonomiczną Chin. To nie polskiej strefie wpływów w Azji Środkowej zagraża wzrost asertywności Indii. To nie Unia Europejska leży przy linii frontu w Afganistanie i nie Polska ma ogromne enklawy ludności muzułmańskiej na swoim terytorium, ot takie choćby jak Dagestan czy Tatarstan. Trzeba powiedzieć jasno: wszystkie wymienione słusznie przez autorów globalne zmiany uderzają przede wszystkim w pozycję imperialną Rosji. To Rosja musi im stawić czoła, jeśli chce przetrwać, być może nie tylko jako imperium, ale jako wspólnota polityczna w ogóle. I to Rosja w takiej długofalowej perspektywie potrzebuje wsparcia Europy (a może, dlaczego nie?, należałoby powiedzieć: Zachodu). Rosja nie ma dokąd pójść. Tylko do Europy. Jeśli mamy negocjować nowy układ o współpracy z Rosją, to może warto byłoby sobie przypomnieć, że jesteśmy podobno częścią większej, europejskiej wspólnoty – i po to do niej wstąpiliśmy, aby lepiej radzić sobie z wyzwaniami XXI wieku. Czy nie powinniśmy lepiej korzystać z naszego członkostwa w Unii? Tak, by zbliżenie z Rosją odbywało się raczej na europejskich warunkach, aniżeli na warunkach opracowanych na Łubiance? Celowo użyłem tej ostatniej „ostrej” metonimii. Zrobiłem tak dlatego, że – po pierwsze, faktem jest, iż obecne elity polityczne Rosji składają się w ok. 70 procentach z funkcjonariuszy służb specjalnych, spadkobierców dawnej KGB i GRU (vide: O. Kryshtanovska, S. White, The Sovietization of Russian Politics, „Post-Soviet Affairs”, Vol. 25, No. 4/2009). Niektóre media zachodnie, jak np. tygodnik „Economist” piszą wprost o „neo- -KGB state”. Po drugie, profesor Żerko stwierdził faktycznie, że nie powinniśmy się tym przejmować. I z tym stanowiskiem pozwalam sobie polemizować. Prof. Żerko podsumował stanowisko zwolenników zbliżenia z dzisiejszym rządem Rosji następującymi słowami: „Priorytetem polskiej polityki wschodniej nie może być promowanie zachodniego systemu wartości w Rosji, na Białorusi czy na Ukrainie wbrew stanowisku większości społeczeństw tych państw”. Do niedawna wydawało się, że promowanie „zachodniego systemu wartości”, a konkretnie np. przestrzegania praw człowieka czy wolności mediów, jest jednym z priorytetów w stosunkach nie samej Polski, ale całej Unii Europejskiej z Rosją. Czy porzucenie tego priorytetu powinniśmy uznać za korzystne dla Polski? Oczywiście, forsowanie idei praw człowieka wbrew społeczeństwom musi wydawać się absurdalne. Czy jednak dokonywane w warunkach pełnej kontroli władzy nad wielkimi mediami elektronicznymi dziesięcioletnie „pranie mózgów” milionów obywateli rosyjskich pod rządami Władimira Putina i jego skutki, nałożone na dziesięciolecia totalitarnej propagandy sowieckiej, można uznać za ostateczny, wolny wybór społeczeństwa rosyjskiego? [srodtytul]Niebezpieczny sąsiad[/srodtytul] Kto chce, może przyjąć taki ryzykowny wniosek. Wtedy jednak i tak pozostaje pytanie – konkretne pytanie: czy Polakom, jako bezpośrednim sąsiadom wielkiego państwa rosyjskiego, może być obojętne, jak to państwo funkcjonuje, na jakich zasadach opiera swoją politykę? Dam jeden przykład: zachowanie strony rosyjskiej w śledztwie smoleńskim. Czy manifestacyjnie okazywane niszczenie dowodów w tej sprawie, odwoływanie zeznań własnych świadków – uczestników tego tragicznego zdarzenia, ostatnia informacja stwierdzająca, że nagranie ostatnich fragmentów lotu na taśmach z radaru smoleńskiego lotniska „zacięło się” i jest już nie do odtworzenia – czy to wszystko pokazuje obraz wielkiego sąsiada, obok którego życie jest bezpieczne? Premier Tusk nieoczekiwanie stwierdził, że projekt raportu MAK jest „nie do przyjęcia”. Ale kiedy ten projekt stał się faktem – przyjął go bez większych zastrzeżeń. Czy mógł zrobić inaczej? Musiałby zaprzeczyć całej swej polityce zgody z Putinem na jego warunkach. Przecież całkowite oddanie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej MAK i prokuratorowi Czajce było właśnie rezultatem polityki wschodniej premiera Tuska: polityki „zrywania z dotychczasowym tabu”, polityki wyboru rządu premiera Putina jako partnera, któremu można całkowicie zaufać. Bez jakiejkolwiek próby weryfikowania czy podważania standardów, na których rząd ten opiera swoje działania. [srodtytul]Anodina ogłasza hańbę[/srodtytul] Problem tych standardów powrócił w naszych „main- streamowych” mediach dopiero z chwilą ogłoszenia nowego wyroku na Michaiła Chodorkowskiego. Teraz nagle przypomniano sobie znowu, już powszechnie (na jak długo?), że Rosja dzisiejsza rzeczywiście funkcjonuje w pewnych istotnych aspektach jako „neo-KGB state”. Zauważmy więc, że proces Chodorkowskiego przygotował osobiście prokurator Czajka – ten sam, który po zakończeniu postępowania MAK będzie nadzorował śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. [wyimek]Czy przypadkiem pogorszenie stosunków Polski z Ukrainą i Litwą nie ma związku ze strategiczną decyzją, iż to Moskwa jest dla Warszawy partnerem na Wschodzie, nie Kijów i nie Wilno?[/wyimek] Teraz zatem pozwolę sobie zapytać raz jeszcze: czy rzeczywiście może nam być wszystko jedno, na jakich zasadach opiera swą politykę Rosja? Czy próbę wiązania, nie polskiej tylko, ale europejskiej polityki wobec Rosji z żądaniem poszanowania pewnych norm, powiedziałbym wprost: cywilizacyjnych – należy uznać tylko za ideologiczne szaleństwo? A może jednak jest w tym także pewien pragmatyczny element? Element troski o własne bezpieczeństwo, bezpieczeństwo sąsiadów takiej Rosji? Czy zadając te pytania: o dotychczasowy bilans i perspektywy polityki wschodniej Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego – „pławię się w poniżeniu własnego państwa”, jak to zarzucił redaktor Paweł Lisicki („Polska we władaniu wieszcza”, Rzeczpospolita z 30 grudnia 2010 r.) stawiającemu analogiczne pytania innym tylko, poetyckim językiem Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi? Czy daję jedynie wyraz „frustracji i resentymentowi”, sycę „urażoną ambicję”? Nie wiem. Proszę tylko o odpowiedź na wyżej postawione, ważniejsze pytania. Pisałem ten tekst przed ogłoszeniem raportu MAK. Kończę go w poczuciu, że dla ratowania wizerunku tej polityki, o której rezultaty pytam, zostało istotnie przełamane tabu: z chwilą ogłoszenia na cały świat przez generał Anodinę hańby polskiego munduru, hańby polskiego orła – oskarżonego bez żadnych dowodów o zabójcze pijaństwo. Tabu nie złamała następczyni prokuratora Burdenki. Złamało je milczenie w tej sprawie zwierzchnika polskich sił zbrojnych, prezydenta RP, polskiego premiera i ministra obrony narodowej. [i]Autor jest historykiem i publicystą, znawcą Rosji, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym dwumiesięcznika „Arcana”[/i] [ramka][srodtytul]pisali w opiniach[/srodtytul] Marcin Zaborowski, [link=http://www.rp.pl/artykul/9157,588529_Zaborowski--Polska--dyplomacja--bez-kompleksow.html]Polska dyplomacja bez kompleksów[/link], 4 stycznia 2011 Stanisław Żerko, [link=http://www.rp.pl/artykul/9133,590023_Zerko--Pragmatyzm--na-Wschodzie.html]Pragmatyzm na Wschodzie[/link], 7 stycznia 2011 Jan Filip Staniłko, [link=http://www.rp.pl/artykul/9157,592026_Stanilko--Czas-na-polski-interes-narodowy.html]Czas na polski interes narodowy[/link], 11 stycznia 2011[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL