fbTrack

Katastrofa smoleńska

Komisja Millera: były błędy wieży

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Rosjanie zmylili załogę Tu-154, mówiąc, że jest na ścieżce i kursie. Nie zamknęli lotniska, choć warunki były fatalne
Po prezentacji raportu o katastrofie pod Smoleńskiem przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w zeszłym tygodniu, wczoraj polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego przedstawiła nagrania rozmów rosyjskich kontrolerów z 10 kwietnia. Wskazała ich rażące błędy, których MAK się nie dopatrzył.
– Chcemy pokazać dowody potwierdzające słuszność polskich uwag do raportu MAK – mówił szef MSWiA Jerzy Miller, który kieruje komisją. Zastrzegł, że „nie szuka ona winnych”, ale analizuje przyczyny, by uniknąć błędów w przyszłości. Głównym punktem konferencji, która odbyła sie w Kancelarii Premiera (zaczęła się z godzinnym opóźnieniem), była prezentacja przebiegu zdarzeń z 10 kwietnia. Objaśniał ją mjr Robert Benedict, jeden z ekspertów komisji.
Najpierw pokazano nieudane podejście do lądowania rosyjskiego iła-76, który próbował to zrobić przed polskim Tu-154. – Gdy ił podchodził do lądowania, nie padła w odpowiednim momencie komenda “horyzont” – podkreślił ekspert. Katastrofa była o włos, ale lotniska nie zamknięto. Z zaprezentowanego zapisu wynika, że pod Smoleńskiem od rana panowała gęsta mgła, widoczność była poniżej 400 m. Tymczasem wieża podała załodze polskiego jaka-40, który lądował przed Tu-154, że widzialność sięga 1500 m. Minutę później załodze iła-76, że wynosi niespełna tysiąc. W pewnej chwili, jak słyszy od kontrolerów, że „jest bezchmurnie, widać na 4 km”. Gdy szczęśliwie ląduje, Paweł Plusnin, kierownik lotu, mówi z uznaniem: „Mołodiec”. Ale sytuacja na wieży jest już nerwowa, padają słowa niecenzuralne. Komisja Millera ustaliła, że gdy o 7.27 Tu-154 startował z Okęcia, w Smoleńsku od prawie 20 minut pogoda była poniżej minimum tego lotniska. Ale nie zabroniono lądowania. Polską załogę rosyjscy kontrolerzy kilkakrotnie wprowadzali w błąd. – Kontroler lotu nie informował załogi, że podejście do lądowania przebiega po innej ścieżce niż ustalona – wyjaśniał mjr Benedict. O godz. 8.39 Tu-154 podawał, że wchodzi w ścieżkę lądowania. „Samolot ze ścieżką 3-12” – mówił kontroler. Ale mówił nieprawdę. – Nie wiemy, czy wieża nie widziała, że Tu-154 zbacza ze ścieżki, czy po prostu nie reagowała – mówi mjr Michał Fiszer. Komendę „horyzont” wzywającą do przerwania lądowania drugi kontroler Wiktor Ryżenko podał dopiero, gdy Tu-154 był 70 m pod ścieżką. Mjr Benedict mówił, że padła o 11 sekund za późno. Mjr Arkadiusz Protasiuk, dowódca Tu-154, trzy sekundy wcześniej próbował przerwać lądowanie. Na wieży nie było sterylności – twierdzi polska komisja. Prócz Plusnina i kierownika strefy lądowania mjr. Wiktora Ryżenki, był płk Nikołaj Krasnokutski, ściągnięty z jednostki w Twerze. Krasnokutski najpierw domagał się od centrali w Moskwie, by podali mu dla Tu-154 lotnisko zapasowe, potem zostawił polską załogę samą sobie. Eksperci twierdzą, że przyjął „bierną pozycję” i pozostawił w gestii pilotów decyzję o lądowaniu. Eksperci zwracają uwagę, że Krasnokutski, choć nie miał uprawnień, prowadził korespondencję radiową z tupolewem. – Czy można powiedzieć o sterylności na wieży?– pytał mjr Benedict. Płk Mirosław Grochowski, wiceszef komisji, podkreślił: – Obsada wieży w Smoleńsku, działając pod dużą presją, popełniała wiele błędów i nie stanowiła wystarczającego wsparcia dla załogi Tu-154. Jego zdaniem kontrolerzy byli u „granic wytrzymałości psychicznej”. Miller nie chciał oceniać, kto po stronie rosyjskiej miał decydujący wpływ na zachowanie kontrolerów: oficer operacyjny o kryptonimie Logika czy generał, z którym Krasnokutski też rozmawiał. – Dziś nie mamy całego obrazu sytuacji i wszystkich materiałów – mówił Miller. Dlatego komisja, wbrew zamierzeniom, nie umieściła na swej stronie stenogramu zapisu prezentowanych rozmów. – Nagrania bada policyjne laboratorium KG Policji. Może coś jeszcze odkryje – sugeruje „Rz” rozmówca z MSWiA. W końcowym raporcie komisji ma być pełny stenogram z rozmów z wieży. Materiały do prezentacji komisja zdobyła – jak twierdzi – legalnie, źródła nie chce podać. MAK szybko zareagował na konferencję komisji Millera. Późnym wieczorem na jego stronie internetowej ukazały się nowe stenogramy, m.in. rozmowy wieży z jednostką w Twerze. Wynika z nich, że kontrolerzy chcieli odesłać Tu-154 na lotnisko zapasowe Moskwa-Wnukowo: „Trzeba im jakoś przekazać, że u nas (...) widzialność mniej niż 400 m”. Obawiali się, że polska załoga może nie znać rosyjskiego. Najprawdopodobniej wieża w Smoleńsku za pośrednictwem jednostki w Twerze przekazywała wszystkie informacje do centrali w Moskwie. To tam zapadały kluczowe decyzje, w tym ta o lądowaniu rządowej maszyny na Siewiernym. Świadczy o tym zdanie jednego z kontrolerów: „Powiedzieli, sprowadzić do nas póki co”. MAK ujawnił też stenogramy z rozmów kontrolerów tuż po katastrofie. Wynika z nich, że nie wiedzieli, co stało się z Tu-154. Znalazły się tam wypowiedzi osoby dotąd niezidentyfikowanej, m.in.: „Na drugi krąg zaczął odchodzić, a potem spadł”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL