fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Anna Janko: cień się skrada

Forum
Smuga cienia to pierwsze skojarzenie, jakie wywołuje tytuł tomiku Anny Janko, wrażenie zwodnicze. Oczywiście są to wiersze o przemijaniu.
Czytelnik w średnim wieku znajduje może pewne ukojenie w tym, że nie tylko on (ona) jeden (jedna) cierpi z powodu mijających lat. Ale wiersze żadnego w zasadzie ukojenia nie przynoszą. I nie po to są.
Tu potrzebne jest przypomnienie. W wypadku Anny Janko przypomnienie potrzebne jest w zasadzie za każdym razem, kiedy wydaje ona tomik. Ten wyszedł po dziesięcioletniej przerwie. Kiedyś depresyjność wyzierała z jej wierszy bardziej surowo i bezpośrednio. W wydanym 30 lat temu tomiku „Diabłu świeca” (zanim jeszcze stała się ogarkiem) jeden wiersz zaczyna się tak:
[i]Na urodziny człowieka. Dobra
wróżka:
Życzę ci szczęścia
w twoim umieraniu,
a kończy radą:
mówię ci
uciekaj na zawsze uciekaj.
W „Między życiem a pogrzebem” czytamy:
róża mózgu przekwitła na zawsze
szara skóra obłapiła kości.
I jeszcze „Rano”:
Ta nieuniknioność nowego dnia
który nawraca
po wilgotnej nocy
z siną grudą śniadania.[/i]
Nowy dzień jest nieunikniony jak śmierć. Mamy w „Diabłu świeca” nieustające memento mori z depresją w tle.
„Wiersze z cieniem” brzmią inaczej. Studia przemijania wyrażone są w sposób niezwykle kunsztowny, z zastosowaniem historycznych stylów literackich i konwencji. Chciałoby się powiedzieć, że książeczka jest pogodna, ale to nieprawda: nie jest ani pogodna, ani pogodzona z życiem, cokolwiek taki frazes mógłby oznaczać. Wiersze pochodzą z różnych okresów, jeszcze bardziej zamierzchłych niż ostatnie dziesięciolecie. Nie wiem, czy właśnie dlatego jest to może najbardziej urozmaicony, niejednorodny stylistycznie tomik poetki kiedyś z Warszawy, potem z Gdańska i obecnie, na szczęście, znów z Warszawy.
Anna Janko nie boi się słów konwencjonalnych, niedzisiejszych, rzadkich nie tylko w potocznej mowie, ale i w poezji: oczy kochanka – w dzisiejszym języku byłyby to oczy partnera. W tym podobna jest do Leśmiana, z którym łączy ją też zamiłowanie do łączenia miłości ze śmiercią.
[i]Bez twojej pieszczoty
W głodnej śmierci tonę
Jedwabne popioły
Wapienne anioły[/i]
Sięga jednak w przeszłość i znacznie dalej: do poezji barokowej z jej kunsztowną konstrukcją, rymami, wierszami zbudowanymi np. na zasadzie kolejnych przeciwstawień.
[i] Być Anną twego życia, przelotną
przygodą
Być piękną i być brzydką, być starą,
być młodą.
(...)
Mieć cię zawsze obok. Nigdy cię nie
spotkać.
Bez przerwy pożądać. Unikać jak
ognia.[/i]
Barokowe przeciwstawienia podkreślają pewną entropijną filozofię, koncepcję marnego (vanitas vanitatis) świata, każda rzecz jest już w zarodku swoim przeciwieństwem: chwila narodzin jest początkiem starzenia się prowadzącego nieuchronnie do śmierci. Postawa taka w realnym życiu jest, jako źródło niewyobrażalnych cierpień z powodu bezsensowności wszystkiego, niemożliwa, tzn. życie z taką postawą byłoby niemożliwe. W sztuce jednak jest inaczej. Najbardziej życiowo destrukcyjne nastawienie – potraktowane konwencjonalnie – może otwierać przepastne perspektywy.
Konwencjonalność jest na ogół określeniem niepochlebnym, ale tutaj używam tego słowa w znaczeniu szlachetnym. Konwencjonalność to w pewnym sensie pastisz, a pastisz jest czymś bliskim parodii, jest spojrzeniem z zewnątrz, bez nadmiernego zaangażowania emocjonalnego, bez wiary, z dystansem.
[i]Drżenie którym nie drżałam
Rozpacz która mnie nie zabiła
Niewiara która mnie nie zawiodła[/i]
Książka skonstruowana jest jak pisane tuż przed śmiercią wspomnienia, dokumentacja życia. W wierszu stanowiącym prolog autorka mówi dość wieloznacznie: „nie mija cud przemijania”. W epilogu ucieka w sen, w którym umiera. Mówi o śmierci: „Ona jest taka silna. Trzyma mnie całą”. Po czym puentuje: „Ale idę dalej”. W środku znajdujemy baśń, filozoficzne rozważania, śliczną piosenkę, historyczną wycieczkę i dużo pełnej grobowych albo niebiańskich skojarzeń erotyki: „Zaklnę ciebie w kamień/ Abyś leżał na mnie”, albowiem: „To co mnie kładzie pod ciebie jest w niebie”.
Początek pisania wiersza „Na brzegu” oddziela od jego ostatecznej (drukowanej w tym tomie) wersji ocean czasu – prawie 30 lat. Wiersz zbudowany z poetyckich elementów, takich jak obłoki i oddychające morze, mówi o tworzeniu się losu – młodość to „Już nie nicość/ a jeszcze nie los”. W „Prawieczorze” wchodzimy w fantastyczną przestrzeń świadomości, gdzie „rzeczy niestworzone/ mieszkają razem z unicestwionymi”, przestrzeń rozciągającą się na tysiąclecia, ale mieszczącą się jakoś w ludzkim życiu. Najczęściej podróżujemy albo jesteśmy świadkami podróży stąd do wieczności, jak owych kochanków, co „o wieczność drżą tylko, żeby wiecznie trwała”.
W Polsce najbłyskotliwsze debiuty, przekształcane szybko w legendę, stawały się dotąd udziałem raczej poetów mężczyzn. Poetów przeklętych: Andrzeja Bursy czy Rafała Wojaczka. Debiut Anny Janko w wieku 18 lat nawet na tym błyszczącym tle był jednym z najbardziej błyskotliwych od wielu dziesięcioleci. Nieprzeklęta debiutantka w wieku szkolnym nazwana została przez Artura Sandauera Rimbaudem w spódnicy.
Anna Janko – bez zbędnych wątpliwości – najwybitniejsza w dzisiejszych czasach poetka naszego języka, subtelna, ulotna i głęboka, „Wierszami z cieniem” kolejny raz, jakby od niechcenia, mówi nam, że powyższa opinia nie była tylko krytyczną swadą.
[i]Anna Janko „Wiersze z cieniem”. Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2010[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA