fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nadchodzi upadek państw i rynków

Bartłomiej Sienkiewicz
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Za dwa lata waluty będą warte mniej niż papier, na którym je wydrukowano. Przywódcom świata (i finansów) nie uda się uratować systemu równowagi walutowej. Rozpocznie się walka o złoto, ziemię, żywność, paliwa i używki – futurystyczną wizję snuje analityk
Niedawno skończył się szczyt G20 w Seulu (11 – 12 listopada). Uczestnicy ogłosili, że kryzys dobiegł końca, a ryzyko wojny walutowej jest nieznaczne. W gronie największych emitentów walut rezerwowych postanowiono koordynować działania na rzecz unikania manipulacji kursem. Nie poruszano jednak kwestii niedowartościowania juana ani nadmiernego emitowania pieniędzy przez USA.
Rozstrzygnięcia szczegółowe mają w przyszłości wypracować ministrowie finansów grupy. Część obserwatorów jest sceptyczna wobec pewności uczestników szczytu, że nadchodząca rzeczywistość zastosuje się do ich życzeń. Pytanie, co dalej, nadal wisi w powietrzu…
[srodtytul]Bieda i przemoc[/srodtytul]
Naprawdę chcecie wiedzieć, co będzie dalej? No to wam opowiem. Za mniej więcej dwa lata waluty będą warte mniej niż papier, na którym je wydrukowano. Przywódcom świata (i finansów) nie uda się uratować systemu równowagi walutowej. Po krótkiej i wyniszczającej wojnie na drukowanie pieniędzy i gry na obniżenie ich wartości, by chronić narodowe rynki, ujawni się rzeczywisty rozmiar "czarnej dziury" światowego zadłużenia zasysającej kolejne państwa i gospodarki.
Przez ostatnie 20 lat (a według niektórych o wiele dłużej) produkowano waluty, papiery wartościowe, wierzytelności i ich pochodne, które narosły w gigantyczną masę kompletnie oderwaną od gospodarczych fundamentów. Teraz przychodzi czas zapłaty. Ceną nie będzie recesja, jaką straszą ekonomiści, czyli brak rozwoju, zastój. Ceną będzie "zwinięcie" światowego systemu finansowego do rozmiarów jak tuż po wojnie w Europie – z tą różnicą, że bez światowej waluty, planu Marshalla i bez widoków na jakiekolwiek źródła przychodów i kredytów.
Wobec kurczącej się gospodarki (faktyczna niewymienialność "śmieciowych" walut sparaliżuje handel światowy i gospodarki oparte na wysokich technologiach) rządy będą miały jedno zadanie: zachowanie elementarnego ładu społecznego – dystrybucji żywności, paliw, utrzymanie – jak najdłużej – podstawowej infrastruktury. Drastycznym ograniczeniom lub likwidacji ulegnie większość programów socjalnych i cała sfera edukacji i kultury. Obcięte zostaną środki na państwową przemoc – w pierwszej kolejności wojsko, potem policję i straż graniczną. Protesty na tle socjalnym nakładać się więc będą na wzrost przestępczości i napływ imigrantów, co jeszcze bardziej będzie naruszać struktury państwowe i prowadzić do fal przemocy ogarniających wielkie miasta.
[srodtytul]Walka o przetrwanie[/srodtytul]
Nastąpi silne rozwarstwienie społeczne – obszar biedy poszerzy się kosztem klasy średniej. Jej degradacja oznaczać będzie zanik warstw stabilizujących do tej pory demokrację – a więc otworzy drogę do uwiądu demokracji. Regułą stanie się państwo stanu wyjątkowego i zawieszenie części dotychczasowych praw obywatelskich w imię ratowania stabilności. Wobec powszechnej pauperyzacji i konfliktów na tle socjalnym i etnicznym w Europie powstawać będą coraz liczniejsze obszary biedy i przemocy, wobec których rządy będą bezradne.
Procesy te nie rozłożą się bynajmniej równomiernie. W Europie najsilniejsze państwa, zdolne do zapewnienia względnej równowagi wewnętrznej w początkowej fazie, zaczną opóźniać własny upadek kosztem słabszych. Wobec braku źródeł dochodów (załamanie się eksportu) zaczną poszukiwać środków poprzez drenaż gospodarek i zasobów państw silniej dotkniętych kryzysem.
Najpierw narzucą dyscyplinę budżetową w imię stabilności całej strefy euro, co będzie de facto oznaczało pozbawienie "ofiar" swobody decyzyjnej dotyczącej własnych programów ratunkowych. Potem narzucą regulacje prowadzące do wyprowadzania tej resztki aktywów z obszarów peryferyjnych, które da się użyć w odsunięciu w czasie własnego załamania. Państwa, które wobec wizji bankructwa i upadku poddadzą się tej presji, przez jakiś czas będą się łudzić, że nie zostaną zupełnie same wobec nadchodzącego nieuchronnie kolapsu.
Państwa, które się nie zgodzą i stawią opór, zostaną od razu wyrzucone poza nawias świata, w którym można jeszcze chodzić po ulicach bez ryzyka rabunku i sprzedawać lub kupować cokolwiek za cokolwiek.
W drugiej fazie kryzysu walka o przetrwanie się zaostrzy. Tam, gdzie przebiegają szlaki zaopatrzenia, gdzie są surowce lub moce produkcyjne zdolne ratować gospodarki "regionalnych suwerenów", drenaż zostanie wsparty groźbami użycia siły lub bezpośrednimi interwencjami zbrojnymi. Stosunek do tych interwencji miejscowej ludności będzie niejednoznaczny – w wielu wypadkach opór będzie symboliczny, czemu sprzyjać będzie nadzieja na przetrwanie pod obcą dominacją w warunkach elementarnego bezpieczeństwa i przy jakichkolwiek środkach do życia.
[srodtytul]Upadek bezpieczeństwa publicznego[/srodtytul]
Wyścig po resztki zasobów będzie z kolei prowadził do kolizji interesów między regionalnymi "suwerenami" i tym samym do konfliktów między nimi. Ich skala nie będzie przypominała operacji z czasów wojen światowych (brak środków, brak masowych armii z poboru), lecz konflikty o niskiej intensywności, znane do tej pory z wojen w tzw. Trzecim Świecie, z podobnymi skutkami – falą migracji z krajów objętych wojnami, całymi regionami destabilizacji i załamania się porządku publicznego.
Do najbardziej pożądanych dóbr będą należeć złoto, ziemia rolna i żywność, paliwa i energia elektryczna oraz, jak zawsze, używki. To, co się da przełożyć na te walory, będzie w cenie, cała reszta straci dotychczasowe znaczenie. W ciągu zaledwie dekady na znacznych obszarach Europy przerwana zostanie ciągłość kulturowa, opierająca się na powszechnym szkolnictwie, kumulowaniu i przekazywaniu wiedzy. Podobnemu procesowi ulegnie system łączności i transportu, w tym swoboda podróżowania i zdolność do komunikowania się na odległość.
Wraz z upadkiem bezpieczeństwa powszechnego będzie postępować rozkład więzi w większych organizmach terytorialnych. Coraz większą rolę odgrywać będą lokalne rynki oparte na handlu wymiennym towarami nieprzetworzonymi, które będą coraz słabiej skomunikowane z dawnym politycznym centrum. Państwa, jakie znamy od czasów nowożytnych, stopniowo przestaną istnieć.
[srodtytul]Nie do pomyślenia?[/srodtytul]
To rodzaj żartu futurystycznego, przyznaję – przesadzonego i dość ponurego. Ale sensem futurologii nie jest odgadywanie przyszłości, bo to się przecież nigdy nie udaje. Sensem jest testowanie teraźniejszości, różnych perspektyw, by odnaleźć we współczesności kluczowe elementy, które uświadomią nam, gdzie jesteśmy. Poniżej stronniczy wybór faktów z jednego tygodnia. Łączy je tylko to, że jeszcze dwa – trzy lata temu były nie do pomyślenia. A w niektórych wypadkach zaledwie parę miesięcy temu…
– Amerykańska Rezerwa Federalna podjęła decyzję o dodrukowaniu 600 mld dolarów przy niezmienionej stopie oprocentowania depozytów. To poluzowanie polityki monetarnej spotkało się z falą oburzenia wśród polityków i ekonomistów. Najsilniej protestowały Niemcy i Chiny, obawiając się sztucznego zaniżania wartości dolara. Zaczęto mówić o wojnie walutowej. "Tak długo, jak nie ma na świecie opamiętania przy drukowaniu niektórych walut (…), wybuch kolejnego kryzysu jest nie do powstrzymania" – skomentował to doradca banku centralnego Chin (4 listopada).
– Na łamach "Financial Times" szef Banku Światowego Robert Zoellick zabrał głos w sprawie ryzyka wojen walutowych i protekcjonizmu. Opowiedział się za przywróceniem standardu złota dla sterowania ruchami walut (8 listopada).
– Cena złota w transakcjach typu spot przebiła granicę 1400 dolarów za uncję, co stanowi historyczny rekord nienotowany od kilkudziesięciu lat. Jakiś czas temu ekonomista czołowego polskiego banku, a potem członek Rady Polityki Pieniężnej mówił: "Złoto na rynkach finansowych jest anachronizmem. Teraz to bardziej surowiec przemysłowy niż środek płatniczy". Rezerwy złota NBP należą do najniższych w eurolandzie (8 listopada).
– Niemiecki minister obrony Karl zu Guttenberg opowiedział się za polityką bezpieczeństwa (w tym misjami militarnymi) w celu zabezpieczenia interesów gospodarczych Niemiec, dodając, że należy o tym mówić "bez zażenowania". "W ostateczności konieczne może być zaangażowanie militarne, by chronić nasze interesy, np. wolne drogi handlowe, albo zabezpieczyć niestabilność całych regionów, która odbiłaby się na naszych szansach związanych z handlem, miejscami pracy i dochodami". W maju tego roku ze stanowiska ustąpił prezydent Horst Koehler po fali oburzenia na jego wypowiedź, że być może konieczne będą działania militarne, by chronić niemieckie interesy gospodarcze w świecie (9 listopada).
– Tylko 1/3 z ponad 80 myśliwców F-16 holenderskich sił powietrznych nadaje się do użytku. Reszta z powodu remontów i "kanibalizmu technicznego" jest uziemiona. W wielu wypadkach w hangarach stoją "szkielety samolotów". Powodem są cięcia budżetowe i program oszczędnościowy wprowadzony w armii (9 listopada).
I na koniec:
– 4 – 12 listopada. W Polsce dominowały następujące tematy: secesja paru posłów opozycyjnych, kwestia katastrofy w Smoleńsku, zamieszki uliczne z okazji Święta Niepodległości.
[i]Autor, analityk i publicysta, specjalizuje się w polityce międzynarodowej, jest członkiem Rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Był współtwórcą Ośrodka Studiów Wschodnich[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA