fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zaremba: Prohibicja była skuteczna

Piotr Zaremba
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Nie bronię w sprawie dopalaczy premiera. Jego rząd mógł przeforsować dobrą ustawę. Tyle że musiał koniecznie mieć nowe prawo w trzy dni
Ale bronię intuicji Donalda Tuska. Jego deklaracji: zrobię wszystko, aby dopalacze zniknęły. Przeciwstawiam ją lamentom licznych środowisk: jeśli pójdziemy drogą całkowitych zakazów, handel specyfikami zejdzie do podziemia.
W tym kontekście często pada przykład amerykańskiej prohibicji. Domorośli eksperci, którzy go przywołują, są więźniami stereotypu. Stereotyp mówi: w czasie prohibicji spożycie alkoholu tylko wzrosło, bo owoc zakazany lepiej smakuje. Koronnym dowodem mają być utrwalone przez kamery sceny gigantycznych pijaństw z wiosny 1933 r., kiedy to zakaz handlu alkoholem został po 13 latach uchylony.
Od efektownych obrazków lepsze jako świadectwo są statystyki. Trudno o wiarygodne obliczenia z czasów, gdy prohibicja obowiązywała (nie rejestrowano nielegalnego obrotu). Ale ciekawe są te z okresu, gdy już jej nie było. Otóż jeszcze przez dziesiątki lat spożycie alkoholu w USA było niższe niż sprzed zakazu. Poziom z początków XX wieku osiągnięto około roku... 1960.
Można się domyślać, że w czasach prohibicji jakaś część ludzi przestała pić: ze strachu, z braku możliwości, z przekonania wywołanego przez prawo. Skądinąd szpitalne komunikaty z pierwszych tygodni rządowej wojny z dopalaczami potwierdzają skuteczność restrykcji. Twierdzenie: zakaz nie ma wpływu na ludzkie zachowania, nie kształtuje obyczajów, jest fałszywe.
Nie jest to głos za alkoholową prohibicją – była kontrowersyjna z założenia (próbowano zdelegalizować coś, co od zarania ludzkości towarzyszyło naszej kulturze), a na dokładkę niosła wiele skutków ubocznych: brak szacunku dla prawa, rozwój gangów itd. Jest to głos przeciw stereotypowi, który pojawia się zawsze, gdy dyskutuje się o zakazaniu czegokolwiek.
PS. Witold Gadomski z "Gazety Wyborczej" z mego sobotniego tekstu w "Plusie Minusie" pojął tyle, że przedstawiam "Gazetę" jako "biuletyn KPP". Czytania ze zrozumieniem nauczyć nie można. Ale redaktor twierdzi też, że żerowałem na "Wyborczej" w czasach, kiedy nie miałem pracy. Parę razy pisałem do tej gazety teksty, na ogół polemiczne, lecz na garnuszku Agory nie byłem nigdy. Gadomski przypisuje mi własne życiowe motywacje?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA