Motoryzacja

Lewis Hamilton o krok od tytułu

Reuters
Lider wygrał deszczowe Grand Prix Japonii, Fernando Alonso nie dojechał do mety. Robert Kubica był siódmy. Miał szansę stanąć na podium, ale dostał karę za wyprzedzenie Hamiltona
Wyścig u stóp wulkanu Fudżi-jama był jednym z najbardziej dramatycznych w ostatnich latach. Samo prowadzenie ponad 800-konnych samochodów w ulewnym deszczu i spowijającej tor mgle wystarczałoby do zapewnienia widzom emocji, a przecież na torze Fuji toczyła się jeszcze zacięta walka o tytuł dwóch skłóconych ze sobą kierowców McLarena.
Emocje zostały odłożone w czasie, bo przez 19 pierwszych okrążeń cała stawka bolidów podążała za samochodem bezpieczeństwa. Gdy wreszcie ruszyło prawdziwe ściganie, wynagrodziło przemokniętym kibicom nudny początek.
W koszmarnych warunkach najlepiej radził sobie Lewis Hamilton. Czwarta wygrana w sezonie znacznie przybliżyła go do tytułu, ale kolejny raz władze Formuły 1 udowodniły, że ciemnoskóry kierowca McLarena cieszy się dość szczególnymi przywilejami. W połowie wyścigu Anglik miał już za sobą wizytę w boksie, jechał ciężkim, zatankowanym samochodem i wtedy dogonił go Robert Kubica. Polak jeszcze nie tankował, miał lżejszy bolid i był szybszy nawet o sekundę na okrążeniu. W jednym z zakrętów Hamilton pojechał bardzo szeroką linią. Kubica zaatakował, trzymając się blisko wewnętrznej krawędzi. Wtedy Lewis gwałtownie skręcił do wewnątrz, uderzył w bok samochodu Kubicy, obaj zawirowali i wypadli na pobocze. Szybko wrócili do walki, a kilka okrążeń później sędziowie wlepili Polakowi karę przejazdu przez aleję serwisową za spowodowanie wypadku. - Może powinni wpisać do regulaminu, że Lewisa wyprzedzać nie wolno - powiedział półżartem po wyścigu jeden z dziennikarzy. - Zastanawiam się, czy gdyby zamienić kierowców miejscami w klasyfikacji, to sędziowie zdecydowaliby się na wymierzenie takiej kary - powiedział "Rz" Daniele Morelli, menedżer Polaka. Gdyby nie kara, Kubica miałby szansę na podium - przed starciem z Hamiltonem jechał przed Heikkim Kovalainenem, który ostatecznie był drugi. Podobne manewry jak Kubica wykonało w tym wyścigu jeszcze kilku kierowców, choćby Sebastian Vettel, który wpadł na Fernando Alonso. Po tym zderzeniu McLaren Hiszpana został tylko uszkodzony, ale kilka okrążeń później mistrz świata wypadł z toru i poważnie rozbił samochód o barierę. Na tej barierze zatrzymały się też zapewne jego marzenia o trzecim z rzędzie tytule mistrza, choć teoretycznie stratę do Hamiltona Hiszpan może jeszcze odrobić. Kolizji było więcej, tuż po starcie Jenson Button uderzył w bolid Nicka Heidfelda, jednak zdaniem sędziów kara należała się tylko Kubicy. To dziwne, bo akurat samochód Hamiltona nie ucierpiał. Polak w końcówce nie obronił szóstej pozycji przed atakami Felipe Massy. Brazylijczyk kilkakrotnie wypychał go poza tor, czerwone Ferrari i biało-niebieski BMW Sauber zderzały się ze sobą. Na ostatnim okrążeniu przy wyjściu na prostą startową Kubica próbował pobić Massę jego własną bronią, wypychając go na zewnętrzną stronę zakrętu. Okazało się jednak, że wyasfaltowane pobocze ma dużo lepszą przyczepność niż sam tor, i na metę pierwszy wpadł Brazylijczyk. Obok Hamiltona na podium stanęli dwaj Finowie. Drugi dojechał Heikki Kovalainen z Renault (pierwsze podium debiutanta i jednocześnie pierwsze w tym sezonie dla broniącej tytułu ekipy), który do samej mety powstrzymywał ataki Kimiego Raikkonena. Zawodnicy Ferrari padli ofiarą błędnej strategii zespołu, choć po wyścigu kierownictwo Ferrari mogło zrzucić część odpowiedzialności na sędziów. Przed startem sędziowie zażądali (choć nie jest to ujęte w przepisach), by wszyscy kierowcy ruszyli na oponach deszczowych. Ferrari wcześniej zaryzykowało i założyło swoim kierowcom opony do jazdy po przesychającym torze. Tuż po starcie Massa i Raikkonen musieli zjechać do boksu, przez co spadli na sam koniec stawki - w przeciwnym razie zostaliby wykluczeni. - Informację otrzymaliśmy o 13.37 - powiedział szef zespołu Jean Todt. Wyścig rozpoczął się o 13.30... Ryzyko i tak by się nie opłaciło, bo deszcz nie przestał padać i tor był cały czas mokry, ale fakt pozostaje faktem - sędziom nie udało się wykonać tak prostego zadania jak powiadomienie wszystkich ekip. Ekipa sędziowska nie leniła się za to po wyścigu. Vettela ukarano za wjechanie w tył bolidu Marka Webbera (Webber jechał na drugiej, a Vettel na doskonałej trzeciej pozycji) i młody Niemiec zostanie przesunięty o dziesięć miejsc do tyłu na starcie do kolejnego wyścigu. Ósmy na mecie Vitantonio Liuzzi został ukarany doliczeniem 25 sekund za wyprzedzenie Adriana Sutila przy żółtej fladze i dzięki temu Sutil zdobył pierwszy w karierze punkt. Wygrana Hamiltona i pech Alonso oznaczają, że tegoroczny debiutant może zapewnić sobie mistrzostwo już za tydzień. Wystarczy, że na metę wyścigu o Grand Prix Chin wjedzie przed kolegą z zespołu. 1. L. Hamilton (W. Brytania, McLaren-Mercedes) 2:00.34,579; 2. H. Kovalainen (Finlandia, Renault) strata 8,377s; 3. K. Raikkonen (Finlandia, Ferrari) 9,478; 4. D. Coulthard (Szkocja, Red Bull-Ferrari) 20,297; 5. G. Fisichella (Włochy, Renault) 38,864; 6. F. Massa (Brazylia, Ferrari) 49,042; 7. R. Kubica (Polska, BMW Sauber) 49,285; 8. A. Sutil (Niemcy, Spyker F1) 1.00,129.Klasyfikacja kierowców (po 15 z 17 eliminacji): 1. Hamilton 107 pkt; 2. F. Alonso (Hiszpania, McLaren-Mercedes) 95; 3. Raikkonen 90; 4. Massa 80; 5. N. Heidfeld (Niemcy, BMW-Sauber) 56; 6. Kubica 35; 7. Kovalainen 30; 8. Fisichella 21. 1. Ferrari 170 pkt; 2. BMW Sauber 92; 3. Renault 51; 4. Williams-Toyota 28; 5. Red-Bull-Renault 23; 6. Toyota 12; 7. Super-Aguri-Honda 4; 8. Honda 2; 9. Spyker 1. Rz: Czy kara za zderzenie z Hamiltonem była słuszna? Robert Kubica : - Nie wiem w ogóle, skąd się ta kara wzięła. Byłem od niego dużo szybszy, w zakręcie numer 14 Lewis pojechał jakimś dziwnym torem, może popełnił błąd. Zjechał zupełnie na zewnętrzną, ja trzymałem się wewnętrznej. Chyba mnie nie widział, bo nagle ściął do krawężnika, a ja już tam byłem. Gdyby zostawił mi chociaż pół metra, nie byłoby problemu. Dla mnie to zwykły incydent wyścigowy, skoro dostałem za to karę, to wielu innych kierowców także powinno zostać ukaranych za podobne zajścia. Byłem bardzo zaskoczony tą decyzją sędziów. Może po prostu nie należy wdawać się w pojedynki z kierowcami, którzy walczą o mistrzostwo świata? A jest to gdzieś zapisane w przepisach? Oni też mają oczy i powinni patrzeć, co się dzieje wokół. To są wyścigi i nie mogę wlec się za Lewisem przez 20 okrążeń tylko dlatego, że on prowadzi w mistrzostwach. Pojawiła się szansa, żeby go wyprzedzić, więc chciałem to wykorzystać. Zmieściłbym się w zakręcie bez problemu, ale on ściął do krawężnika. W końcówce stoczył pan równie twardą walkę z Massą... Tak, było ostro. Wyprzedził mnie na ostatnim okrążeniu, potem udało mi się znaleźć przed nim. Na szczęście zobaczyłem go w lusterku przed zakrętem dziesiątym i pojechałem bardzo szeroko, bo w przeciwnym razie po prostu by we mnie wjechał i obaj nie skończylibyśmy wyścigu. A tak tylko zepchnął mnie z toru na pobocze, potem zrobił to drugi raz. Jak zobaczyłem, co robi, zacząłem robić to samo w ostatnim zakręcie. Zaatakowałem, spychając go na pobocze - tam było więcej przyczepności, i ostatecznie mnie wyprzedził. Po przejechaniu mety zamienił pan z Massą kilka słów. To była koleżeńska wymiana zdań po tej twardej walce, śmialiśmy się z tego, co się działo na torze.Warunki do ścigania nie były zbyt ryzykowne? Według mnie wyścig w ogóle nie powinien się rozpocząć. Na prostej startowej nic nie było widać, jechałem 250 km/godz. i przed sobą widziałem może 50 metrów toru. Przed pierwszym zakrętem hamowałem 400 metrów wcześniej niż zwykle i miałem nadzieję, że nikt we mnie nie wjedzie. Kiedy usłyszałem przez radio, że za chwilę samochód bezpieczeństwa zjedzie z toru, powiedziałem, że to szaleństwo. Nadzieje przed kolejnym wyścigiem? Mam nadzieję, że w Chinach będzie lepiej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL