fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Klich: NATO w Europie Środkowej

Bogdan Klich, minister obrony narodowej
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Polska ma historyczne powody, by mieć obniżone poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy w sojuszu po to, by to poczucie wzmacniać – przekonuje Bogdan Klich, minister obrony narodowej w rozmowie z Igorem Janke
[b]Co Polska zyska dzięki nowej strategii NATO?[/b]
Ten projekt, bo na razie mówimy o projekcie, ma bardziej polityczny wydźwięk niż obowiązująca doktryna, by mógł ją zrozumieć każdy obywatel. Jest on drogowskazem i zestawem zobowiązań, które sojusz przyjmie na kolejnych kilkanaście lat.
[b]Jaki kształt przyjmie teraz artykuł piąty, który – przypomnę – mówił o tym, że każdy atak na któregoś z członków NATO powinien być interpretowany przez pozostałe państwa członkowskie jako atak na nie same? Zależało nam na wzmocnieniu tego punktu.[/b]
Wspólna obrona w nowym dokumencie zajmuje centralne miejsce. Jest zapisana nie tylko jako polityczne zobowiązanie sojuszu, ale jako pierwsze z trzech jego głównych zadań. Obok niej znalazło się tam zarządzanie kryzysowe oraz umacnianie bezpieczeństwa międzynarodowego. Takie podkreślenie politycznej rangi artykułu piątego oznacza, że NATO pozostaje sojuszem obronnym. Sojusznicy wzajemnie gwarantują sobie pomoc. Co ważne, w nowym dokumencie jest mowa o wojskowych implikacjach tego politycznego zobowiązania.
[b]A konkretnie?[/b]
Jest mowa o prowadzeniu wspólnych szkoleń i ćwiczeń oraz o planach ewentualnościowych, czyli scenariuszach wzmocnienia na wypadek zbrojnej napaści. Oprócz tego w tekście znalazło się pojęcie "visible assurance".
[b]Co to oznacza?[/b]
To, że NATO w sposób namacalny zapewnia bezpieczeństwo swoim członkom. Sojusznicy nie tylko podkreślają znaczenie mechanizmu politycznego, który daje artykuł piąty, ale także konsekwencje wojskowe, które z niego wynikają. I robią to w sposób widoczny.
[b]Czyli gdyby pojawiła się groźba ataku na Polskę, to...[/b]
Polska może być pewna, że struktury dowodzenia NATO oraz siły poszczególnych krajów są przygotowane, by przyjść nam z pomocą i nas wesprzeć. To oznacza, że dowództwa i Siły Odpowiedzi NATO (NRF) muszą być ćwiczone i przygotowane do takiego wsparcia. Polska musi mieć aktualne scenariusze działania NATO na wypadek, gdyby została przez kogoś zaatakowana.
[b]Muszą więc zostać przygotowane plany NATO na wypadek ataku z zewnątrz na Polskę? Takich planów dotąd nie było?[/b]
Były, ale trzeba je aktualizować.
[b]Na ile pociągnie to za sobą zmiany infrastrukturalne?[/b]
Sekretarz generalny przedstawił propozycje głębokich zmian w strukturach dowodzenia i agencjach sojuszu oraz w Kwaterze Głównej NATO. Nasi przedstawiciele uczestniczyli w pracach nad reformą i wypracowali wspólnie propozycję zmniejszenia liczby stanowisk w dowództwach z ponad 13 tysięcy do ok. 9 tysięcy.
[b]Co to dla nas oznacza?[/b]
Struktury dowodzenia zostaną odchudzone. Będzie tyle samo mięśni, ale mniej tłuszczu. Sojusz ma być przygotowany do prowadzenia takiej samej liczby operacji równocześnie, ale za pomocą mniejszych, zdolnych do przemieszczania dowództw. Każde z dowództw sił połączonych ma być zdolne do prowadzenia jednej dużej operacji wojskowej. To nas satysfakcjonuje. Drugą ważną sprawą jest to, że w Bydgoszczy pozostaje Centrum Szkolenia Sił Połączonych. To jedyna taka instytucja natowska w Polsce i Europie Środkowej. I widoczny znak obecności sojuszu w naszym kraju.
[b]Ale co z infrastrukturą? Po dziesięciu latach nadal jest ogromna dysproporcja między poziomem infrastruktury natowskiej w różnych krajach członkowskich.[/b]
Infrastruktura NATO to przede wszystkim pieniądze na bazy morskie, bazy lotnicze, składy materiałowe i techniczne. Polska bardzo skorzystała w ciągu ostatnich dziesięciu lat z pieniędzy sojuszu. Nasze porty w Świnoujściu, Gdyni, nasze bazy lotnicze w Krzesinach i Łasku wyglądają zupełne inaczej niż kiedyś. Jesteśmy zainteresowani tym, by pieniądze na infrastrukturę dalej płynęły szerokim strumieniem.
[b]Ale jakoś nie płyną.[/b]
Będzie ich mniej, bo większość państw zmniejsza swoje wydatki obronne z powodu kryzysu. Także dlatego, że wielu sojuszników stawia na operacje typu ekspedycyjnego, takie jak Afganistan. Dla nas ważne jest, aby inwestycje natowskie były kontynuowane. Szczęśliwie żaden z projektów, które są dziś realizowane w Polsce, nie został zamknięty. Cięcia nas nie dotknęły. W sumie na ponad miliard euro oszczędności na inwestycjach w całym NATO, u nas wydłużono tylko czas realizacji kilku projektów na kwotę kilkunastu milionów euro.
[b]Pod tym względem ciągle jesteśmy zaniedbani.[/b]
Powiedziałbym inaczej: potrzebujemy więcej NATO w Polsce i całej Europie Środkowej. Mamy bowiem historyczne powody, by mieć obniżone poczucie bezpieczeństwa. Jesteśmy w sojuszu po to, by to poczucie bezpieczeństwa podwyższać.
[b]Co będzie dalej z Ukrainą i Gruzją? Wśród państw członkowskich NATO nie ma zgody w kwestii polityki wobec tych krajów.[/b]
Biorąc pod uwagę zmianę polityki na Ukrainie, sojuszowi nie pozostaje nic innego, jak przyjąć to do wiadomości, ale pozostawić drzwi otwarte. Cieszy nas, że te drzwi pozostają otwarte. Tak mówi projekt strategii. To oznacza gotowość sojuszu do tego, by przyjąć do swojego składu kraje, które wyrażą wolę polityczną i spełnią wszystkie kryteria.
[b]A Gruzja?[/b]
Na poziomie politycznym kontynuujemy intensywny dialog. Działa specjalna komisja NATO – Gruzja. Pakt dalej angażuje się w reformę systemu obronnego Gruzji. Te działania mają przybliżać Gruzję do NATO.
[b]Jak pan postrzega pomysły Rosji na tworzenie tzw. nowej architektury bezpieczeństwa, czyli wywrócenie do góry nogami tego, co udało się zbudować?[/b]
Jestem zwolennikiem obecnego systemu międzynarodowego, w którym różne organizacje zajmujące się bezpieczeństwem są niezależne, ale ze sobą współpracują. Taki model ukształtował się po zakończeniu zimnej wojny i rozpadzie Układu Warszawskiego. I nie ma potrzeby go zmieniać. W tej architekturze NATO jest istotnym ogniwem, przede wszystkim dzięki temu, że zachowuje autonomię. Co więcej, mamy umowę z Rosją, która od 13 lat reguluje współpracę z tym krajem, oraz Radę NATO – Rosja, odpowiedzialną za tę współpracę. Po co nam jakaś rewolucja w tym systemie? Czy nie lepiej wykorzystać wszystkie jego możliwości?
[b]Jest pan przekonany, że przedstawiciele wszystkich państw członkowskich myślą tak jak pan? [/b]
Wszyscy zdają sobie sprawę, że dialog z Rosją jest potrzebny. Ale też wszyscy wiedzą, że siła NATO tkwi w jego niezależności. A to oznacza, że ponad sojuszem nie może być żadnej organizacji, która by ograniczała jego swobodę. Jest tylko Karta Narodów Zjednoczonych.
[b]Ale przywódcy rosyjscy rozmawiają na ten temat z ważnymi politykami zachodnimi.[/b]
I niewiele z tego wynika.
[b]Czy nowa strategia przewiduje reakcję na zagrożenia atakami cybernetycznymi, których ofiarą padła niedawno Estonia, i czy zauważa kwestię bezpieczeństwa energetycznego?[/b]
Na ten temat mówi się w nowej doktrynie. Od 11 września w sojuszu panuje przeświadczenie, że nowe zagrożenia są równie ważne jak tradycyjne. Od ataków hakerów na systemy komputerowe w Estonii w tym katalogu znalazły się także zagrożenia cybernetyczne. Eksperci wojskowi zdają sobie sprawę z tego, że wojna w sieci może w przyszłości być zwiastunem realnego konfliktu zbrojnego. Dlatego prace nad bezpieczeństwem cybernetycznym są prowadzone w różnych krajach członkowskich, także u nas. Powołałem niedawno Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego, które w przyszłości może się przekształcić w odrębny rodzaj sił zbrojnych. NATO musi być gotowe, by na takie zagrożenia odpowiadać w sposób skuteczny. Teraz bezpieczeństwo cybernetyczne, podobnie jak bezpieczeństwo energetyczne, staje się jednym ze zobowiązań sojuszu północnoatlantyckiego.
[b]Jak zmienia relacje między NATO a Unią?[/b]
Jednym z walorów tego dokumentu jest to, że podkreśla on strategiczne partnerstwo między NATO a Unią Europejską. Jesteśmy zadowoleni z tego zapisu. Wzmacnia on pozycję Unii Europejskiej, co jest w polskim interesie, bo jesteśmy członkiem Unii. I jest on podstawą do tego, by uzupełnić braki, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Najwyraźniej widać je w Afganistanie i Kosowie, gdzie obie organizacje mają kłopoty ze współpracą, bo dotychczasowe porozumienia nie opisują takich sytuacji. Dla nas Polaków ważne jest, aby Unia nabierała znaczenia na polu bezpieczeństwa, ale by nie odbywało się to kosztem NATO.
[b]Czy nie uważa pan, że przejęcie afgańskiej strefy Ghazni bez jednoczesnego wysłania tam znacznie większej liczby żołnierzy było błędem?[/b]
Kiedy podejmowaliśmy decyzję o przejęciu prowincji Ghazni jakoś nie było głosów krytycznych. Rozmaici mędrkowie, którzy teraz to kwestionują, wtedy siedzieli cicho, a nawet klaskali. W owym czasie, czyli na przełomie 2007 i 2008 roku, zagrożenie w Afganistanie było wielokrotnie mniejsze niż teraz. Kontyngent dotąd rozproszony w pięciu prowincjach, po koncentracji w jednym miejscu uzyskał znacznie większą siłę bojową i nie trzeba było go wtedy zwiększać. Kontyngent w takiej wielkości mógł z powodzeniem przyjąć odpowiedzialność za prowincję Ghazni. Zarówno z wojskowego, jak i politycznego punktu widzenia była to decyzja uzasadniona i przez nikogo niekwestionowana. Politycznie przyniosła nam ona sporo. Polska wpisała się w ten sposób do klubu kilku najważniejszych krajów biorących udział w tej operacji. A ponieważ dla naszych amerykańskich i europejskich sojuszników jest ona testem na wiarygodność sojuszu, to też wzmocniła siłę naszego głosu w sprawach dla Polski istotnych.
[b]A konkretnie?[/b]
Choćby ten projekt nowej koncepcji strategicznej, który odzwierciedla nasze interesy. Uzgodniliśmy też, że w roku 2013 odbędą się pierwsze poligonowe ćwiczenia Sił Odpowiedzi NATO. Została przyjęta nasza propozycja, by odbyły się one u nas w Polsce i w krajach bałtyckich. Rozszerzyliśmy znacznie współpracę wojskową ze Stanami Zjednoczonymi. Weszła ona w zupełnie nową fazę, odkąd żołnierze amerykańscy zaczęli w Polsce okresowo stacjonować. Wreszcie utrzymaliśmy wysoki poziom finansowania projektów inwestycyjnych, podczas gdy innym zabrano.
[i]Bogdan Klich z wykształcenia lekarz psychiatra i historyk sztuki. W PRL działacz demokratycznej opozycji i NZS. Od 2007 roku stoi na czele MON w rządzie Donalda Tuska[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA